Wieczna głowa

2017-08-21.

Odszedł Janusz Głowacki, nazywany przez naszych wspólnych przyjaciół „Głowa”.

Widywałem go w Nowym Jorku i w Warszawie, ale znalem głównie z książek. Ostatnio zaczytywałem się jego wspomnieniami o pracy nad filmem Wajdy o Wałęsie. Język i humor miał opanowany do perfekcji. W pisaniu był lepszy niż w kontaktach osobistych; wyczuwało się w nim napięcie i odrobinę arogancji, jakby coś ukrywał.

Teraz, gdy czytam i słyszę jak „wielkim on był” nie rusza mnie to, bo uważam, że artyści powinni tworzyć w ciszy. Ocenę ich twórczości powinno się zaś zostawić odbiorcom, a szczególnie po śmierci dać im spokój.

Prezenterzy „Wstajesz i weekend” łkają wymawiając jego nazwisko. Mogliby powiedzieć coś ciekawszego niż „światowa sława”. A może go nie czytali? Wiem również to, czego oni nie wiedzą: jak obcojęzyczny pisarz „zdobywa Amerykę” i jak łatwo może legnąć na polu bitwy.

Cieszyłem się, gdy wrócił do miejsca, z którego pisarz jego skali nie powinien się ruszać.

Łączyła nas wspólna troska o Polskę, kraj przejściowy i wtórny (Gombrowicz), który jeszcze niedawno, jak Cham z Wesela, miał swój złoty róg. A teraz go już nie ma.

Chciałoby się mieć więcej takich głów. I żeby żyły wiecznie.

Marian Marzyński

Life on Marz (2007) & RISD Student Films (1972-1976)

„My name is Marian Marzynski,” I introduced myself in broken English to my film class. „It’s too long,” they said. „Can we call you Marz?” In 1972, my students at the Rhode Island School of Design were the siblings of those who rebelled in the 60s. This new genera

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +6 (from 6 votes)

Odpowiedz