Anna Izabela Nowak: Pragnę zrozumieć

2017-08-22.

Pragnę zrozumieć kraj, w którym się urodziłam, i w którym żyję od prawie pięćdziesięciu lat.

Większość czasu zajmuje mi ukazywanie, wykazywanie i ośmieszanie (co nie jest trudne), że „dobra zmiana” nie jest żadną dobrą zmianą, a wręcz przeciwnie. Jest zmianą potwornie, wręcz tragicznie, złą. I to na wszystkich polach, od polityki zewnętrznej, przez wewnętrzną, przez gospodarkę – aż po tkankę społeczną. Przykładów nie trzeba wskazywać, każdego dnia czytamy dziesiątki doniesień o szkodach, często nieodwracalnych, do których przyczyniają się rządy „biało-czerwonej drużyny”.

Ponad dwa lata temu, w lipcu 2015 roku, trzy miesiące przed wyborami parlamentarnymi napisałam długi i smutny tekst pod tytułem „Boję się”, w którym dosyć szczegółowo wyjaśniłam czego i kogo się boję, oraz dlaczego się boję. Tekst był odpowiedzią na zarzuty moich przyjaciół, że histeryzuję, wieszcząc zgubne skutki ewentualnego dojścia PiS do władzy.

Otóż nie tylko nie histeryzowałam, ale i grubo nie doszacowałam tych skutków. Bo kto mógł sobie wyobrazić to szaleństwo i to odwrócenie wszystkich pojęć, w jakim obecnie uczestniczymy? Kto?…

Kto mógł na przykład przewidzieć, że o moralności i praworządności będzie nas pouczał prokurator Piotrowicz? Że ministrem spaw wewnętrznych będzie człowiek określany jako „chodzący deficyt intelektualny” i faktycznie będący nim, ministrem obrony narodowej będzie ewidentny szaleniec, kupujący długopisy bojowe i bomby ulotkowe, premierem okaże się kobieta żywcem cytująca Gomułkę, że z kanonu lektur wylecą Miłosz i Gombrowicz a zastąpi ich Rymkiewicz, że w programie szkolnym na równi z ewolucją będzie teoria kreacjonizmu, że nam wytną Puszczę Białowieską, że w tak dramatyczny sposób skłócimy się z całą Europą, że najgorszy bandyta kibol będzie uważany za najlepszego Polaka i patriotę, że przestanie istnieć Trybunał Konstytucyjny, że Konstytucja zamieni się w nieważną broszurkę… że… że… że…

Skali tego, co się dzieje nie przewidział nikt.

Próbuję rozumieć. Próbuję doszukać, dogrzebać się przyczyn. Oczywiście bezskutecznie, bo to zadanie przerastające moje możliwości. Mimo to grzebię, czytam, szukam. Pytam.

Gdzie jest w nas, narodzie, społeczeństwie ten jakiś dziwny defekt, który z narodowej tragedii, jaką była katastrofa smoleńska, (bo to ona, jest, jak sądzę, cezurą, po której zaczęło się to piekło), i który przy pomocy jednego człowieka zrobił z Polski kraj nieprzewidywalny a z narodu uczynił wrogie sobie plemiona, gotowe przegryźć sobie krtań?

Jak to jest możliwe, żeby europejski kraj, który podniósł się po latach komuny, na tyle normaln,y na ile to możliwe po socjalizmie, mógł w dwa lata zaprzepaścić wielką część swojego zwycięstwa i niszczyć demokrację każdego dnia, posługując się językiem, który moje pokolenie i starsi doskonale znają?

Kiedy i dlaczego zdołano przenicować wszystkie wartości, dobro nazywać złem, podłość godnością, bandytyzm patriotyzmem?

Jak do tego doszło, jak pozwolono na to, że w jednolitym narodowościowo państwie żyją obecnie trzy obce sobie plemiona: plemię wielbiące bezkrytycznie i bezrefleksyjnie Naczelnika, jego partię i wszystko co robią, plemię jego przeciwników, gotowych wiele poświęcić i wiele ryzykować aby ich powstrzymać, oraz plemię, któremu wszystko jedno bo wydaje im się, że ich to nie dotyczy?

Jak to jest możliwe, do diabła???

Pamiętam tamten dzień. Wszyscy płakaliśmy, nie znam nikogo kto nie uroniłby łzy, lub komu nie ścisnęłoby się gardło. Jak wielu z nas nie odchodziłam od telewizora. Płakałam widząc Casę machającą skrzydłami i kobietę klęczącą przy trumnach rodziców. Byłam na Placu Piłsudskiego, byłam – bo jestem Polką, uważam się za patriotkę, i jak większość moich rodaków dotknęła mnie osobiście ta tragedia.

Dziś, nas, którzy deklarują, że dobra zmiana jest bardzo złą zmianą, nazywa się elementem najbardziej zdemoralizowanym, podłym, animalnym, zwierzętami, gorszym sortem Polaków; o ile w ogóle można nas nazwać Polakami. Dziś „ośmielony lumpenproletariat” jak w przypływie krytycyzmu nazwała go prof. Staniszkis, napuszczany i podjudzany wiele lat, rwie się już nie tylko z wyzwiskami, z których „pejsata kleszczyca” należy do najlżejszego kalibru, ale rwie się i z rękami do bicia nas. Stało się tak, że władza daje przyzwolenie na zachowania bandyckie; nie tylko ich nie potępia ale i usprawiedliwia, co w rezultacie jest zachętą.

Już to kiedyś pisałam: nie jestem aż tak naiwna, żeby sądzić, że gdzieś indziej są raje; nie ma, ale w cywilizowanych krajach funkcjonują jednak najelementarniejsze zasady. Bandytyzm – niezależnie czyj – nazywa się bandytyzmem, a żadnemu zdrowemu na umyśle przedstawicielowi rządu nie przeszłoby przez gardło usprawiedliwianie go i wyrażanie zrozumienia dla napastników, a nie dla ofiar.

A gdyby założyć mało prawdopodobne, że jednak by przeszło – po czymś takim byłby skończony jako polityk na zawsze.

To jeden z setek przykładów jak dopuściliśmy, że wszystko stanęło na głowie. Jak mogło do tego dojść??

Próbujemy szukać przyczyn, racjonalizować sobie to, co jest niepojęte, zrozumieć. Próbujemy nie przyzwyczajać się. Chcemy za wszelką cenę wierzyć, że dobro – to dobro.

Ale gdy rzuca się na mnie całym ciałem Polak lepszego sortu, by mnie przewrócić, gdy siedemdziesięcioletnia nobliwa pani, pewnie dobra matka i babcia, wrzeszczy na mnie z najwyższą pogardą i wymachuje palcem tuż przed twarzą, gdy przypadkowy młody rowerzysta zeskakuje z roweru i chce nas bić, a inny młody człowiek obrzuca obelgami, gdy policja wszędzie z najwyższą starannością filmuje nas jak terrorystów czy morderców, gdy czytam komentarze –-na przykład na niezależnej – co należy z nami zrobić, a potem słucham jak ten czy ów minister lub rzecznik wykazuje zrozumienie dla takich poczynań i postaw… przestaję cokolwiek rozumieć a tylko powtarzam pytanie: jak do tego doszło???

Nie wiem.

To analiza nie dla mnie, a dla rzeszy psychologów, socjologów, historyków, prawników… Nie udaje mi się zrozumieć, jak z kraju niepozbawionego swoich problemów, ale dość zwyczajnego staliśmy się, tak! – jakimś wariackim ośrodkiem w centrum Europy, gdzie dzieją się rzeczy niepojęte; rzeczy, którym nasi sąsiedzi i dotychczasowi partnerzy przyglądają się z niedowierzaniem, gdzie wszystko stanęło na głowie, gdzie odwrócono wartości, gdzie idiota poucza mędrca i jest dumny z „wygranej” polemiki, gdzie kłamie się bez cienia wstydu i zażenowania, a jak kłamstwo zostaje udowodnione czarno na białym, to się ten fakt ignoruje. Itd., itp.

Mam coraz częściej poczucie nierzeczywistości, jakiegoś przebywania w wielkim słoju z kisielem, który zmienia ruchy, deformuje rzeczywistość, wszystko wykoślawia. Nie potrafię już po tytule i nagłówku rozpoznać wiadomości prawdziwej od fałszywej, największa głupota może okazać się prawdziwa. To jest najbardziej przerażające.

Przychodzą mi do głowy straszliwe frazesy w rodzaju: zmierzamy ku przepaści. Ale tak – zmierzamy ku przepaści. Jeśli przyzwyczaimy się do życia w świecie bez demokracji, jeśli pogodzimy się z brakiem wolności, jeśli zaakceptujemy świat odwróconych wartości, to skończymy w przepaści.

Trzeba zadawać sobie wciąż te pytania: jak to się stało? Dlaczego? Jak się temu przeciwstawiać?

I nie wolno stracić woli walki ze złem. Bo to co się dzieje teraz w Polsce jest złem.

Anna Izabela Nowak

Facebook

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.6/10 (45 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +48 (from 52 votes)
Anna Izabela Nowak: Pragnę zrozumieć, 9.6 out of 10 based on 45 ratings

11 komentarzy

  1. Stary outsider 2017-08-22
  2. andrzej Pokonos 2017-08-23

Odpowiedz