Zbigniew Szczypiński: Kino moralnego niepokoju – czy niemoralnej konsumpcji?

2017-08-28.

Czasy, w których kino było potęgą, najważniejszą ze sztuk, minęły już dawno. Czy ktoś jeszcze pamięta, że było ważnym narzędziem w rękach władzy, najczęściej totalitarnej?

Kino jako rozrywka, kino jako sztuka, kino jako narzędzie propagandy. Różne role – ta sama technika ożywionego obrazu. Wszystkie dodatki, dźwięk, kolor, panorama, technologie 3D, to tylko szczegóły.

Kino to kino.

W trakcie trwającego jeszcze Festiwalu Solidarity of Arts, w siedzibie Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, w trzech kolejnych dniach 18, 21 i 22 sierpnia odbyły się liczne spotkania i projekcje filmów pod wspólnym tytułem „(Nie) Pokój Moralny”, w których widzowie mogli zobaczyć filmy będące emanacją moralnego niepokoju. Takie jak „Elementarz”, „Stolarz”, „Sztygar na zagrodzie” Wojciecha Wiszniewskiego oraz „Zapora” i „Robotnice” Ireny Kamieńskiej.

Ten zestaw krótkiego metrażu z lat 1976 i 1980, to przykład świetnego zaangażowanego kina z głębokiego PRL.

W kolejnych dwóch dniach festiwalu prezentowane były takie filmy, jak „Barwy ochronne” Krzysztofa Zanussiego, „Indeks” Janusz Kijowskiego, „Wodzirej” Feliksa Falka, „Egzamin” Cristiana Muniu, „Paciorki jednego różańca” Kazimierza Kuca, „Kobieta samotna” Agnieszki Holland i „Lewiatan” Andreja Zwiagincewa.

Projekcjom towarzyszyły spotkania i dyskusje z twórcami . Jednym słowem – działo się!

Filmy festiwalu w Europejskim Centrum Solidarności ukazują czym może być kino w obecnych czasach, a w naszych czasach szczególnie.

Stawiam proste pytania – dlaczego w tamtych, szarych i smutnych czasach PRL, z oficjalną cenzurą, autorytarnym systemem rządów, ograniczoną suwerennością wynikającą z uczestnictwa (nie z własnego wyboru) w sojuszach wojskowych i obozach politycznych – można było robić takie filmy, a teraz nie. Dlaczego?

Teraz, po latach, blokujemy te filmy w zestawy pod wspólną nazwą kina moralnego niepokoju; ta nazwa występowała zresztą w publicystyce tamtych lat. To jak to jest, wtedy twórcy odczuwali moralny niepokój – a teraz nie ? Teraz mamy pokój moralny i żadnych niepokojów nikt nie odczuwa?

Przeglądając listy największych hitów polskiego współczesnego kina łatwo zauważyć, że filmy z największą frekwencją – a więc te, które podobają się polskiej publiczności – to nie są filmy opisujące niepokoje moralne; to są filmy, opisujące raczej niemoralną konsumpcję. To taka ma być klamra opisująca przejście pomiędzy starymi a nowymi laty?

Jeśli to prawdziwa obserwacja, to smutne mamy czasy i żałosne są nasze perspektywy.

Jeden Wojciech Smarzewski to za mało, aby być optymistą.

Film to przemysł filmowy, film to pieniądze. Podział tych pieniędzy, to atrybut władzy. Obecna władza już zapowiedziała jakich filmów oczekuje, na jakie nie poskąpi kasy – i kto, zdaniem tej władzy, powinien zrobić wielkie filmy o polskim bohaterstwie – najlepiej amerykańscy twórcy z Hollywood, nikt inny…

Już to widzę.

Stawiam pytanie – czy mamy szansę na powtórkę z historii i pojawienie się takich ludzi w polskim filmie, jacy w tamtych mrocznych czasach stworzyli polską szkołę filmową?

Czy powstaną zespoły i twórcy, robiący filmy, będące odpowiedzią na wyzwania współczesności, tu i teraz, czasów „dobrej zmiany” realizujących wizję Prezesa Polski?

Ma ktoś w tym względzie jakieś prognozy, jakieś nadzieje?

Równolegle z Festiwalem Solidarity of Arts w Muzeum Emigracji w Gdyni (to symboliczne miejsce dla tego wydarzenia) odbyło się spotkanie z Marianem Marzyńskim, stałym autorem Studia Opinii.

Marian Marzyński, polski reżyser i twórca telewizyjny, wyemigrował z kraju w 1969 roku, w czasie politycznej nagonki na polskich obywateli narodowości żydowskiej. Przez Danię dotarł do Stanów Zjednoczonych AP, gdzie wraz rodziną żyje i pracuje już kilka dziesięcioleci.

Z Polską nie zerwał nigdy. Kilka razy w roku (najczęściej dwa) jest w kraju swego dzieciństwa, młodości – i pierwszych najważniejszych lat pracy twórczej, w Polskim Radiu i Telewizji.

Jest znany i zapamiętany jako twórca telewizyjnych programów „Wszyscy jesteśmy sędziami” ale przede wszystkim „Turnieju miast”

Marian Marzyński jest twórcą kilkudziesięciu filmów dokumentalnych, jest reżyserem który wprowadził do polskiego kina nurt „cinema verite” , jest człowiekiem, którego osobiste losy dziecka holokaustu znajdują swój artystyczny wyraz w jego filmach.

Byłem na spotkaniu z Marianem Marzyńskim w Muzeum Emigracji, słuchałem jego opowieści o życiu i twórczości. Jego wielkie ego znalazło uzasadnienie w życiu i twórczości. Moim zdaniem, tu nie ma rozziewu, tu jest harmonia pomiędzy człowiekiem, a jego dziełem.

Marian Marzyński promował na spotkaniu swoją „książkę-nie-książkę” pod bardzo znamiennym tytułem „Kino – ja”.

To specjalny rodzaj książki, 515 stron, zawierających przede wszystkim zdjęcia z jego filmów i widowisk telewizyjnych. To fascynująca lektura, pasjonujące widowisko.

Naprawdę – oglądając zdjęcia i czytając dialogi można odtworzyć klimat dawnych lat PRL-u, odtworzyć wspomnienia (jeśli ktoś je ma) i lepiej zrozumieć przeżycia ludzi z okrutnych czasów hitlerowskiej okupacji.

Byłem pod wrażeniem; a to nie zdarza mi się zbyt często.

I jeszcze na koniec – Marian Marzyński po dziesięcioleciach pobytu i twórczej pracy w Ameryce mówi po polsku bez akcentu. Przeciwnie, opowiadając o swojej pracy w Stanach powiedział, że jego angielski wyróżnia się tam polskim akcentem.

To ładne – i niech już tak, Panie Marianie, zostanie!

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 3 votes)
Zbigniew Szczypiński: Kino moralnego niepokoju – czy niemoralnej konsumpcji?, 10.0 out of 10 based on 2 ratings

3 komentarze

  1. Tadeusz Kwiatkowski 2017-09-09
  2. Zbyszek123 2017-09-09
  3. Tadeusz Kwiatkowski 2017-09-09

Odpowiedz