Zbigniew Szczypiński: Na rewolucyjny czas

Print Friendly, PDF & Email

2017-09-24.

Że mamy w Polsce rewolucję – wiedzą już wszyscy. Ekipa, która w wyniku demokratycznych wyborów 2015 roku objęła władzę i uciekła w socjotechniczną formułę „dobrej zmiany”, opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna, analitycy i obserwatorzy sceny politycznej.

Wszyscy!

Późno bo późno, ale do wszystkich to w końcu dotarło.

W wyniku wyborów, ale i przyjętych systemów przeliczania liczby oddanych głosów na liczbę mandatów poselskich, Zjednoczona Prawica uzyskała możliwość samodzielnego utworzenia rządu. Stało się!

To nie jest jednak rewolucja, jaką znamy z historii powszechnej: zamach stanu czy krwawy przewrót wojskowy. To jest rewolucyjna zmiana zasad funkcjonowania państwa, zdefiniowanego w Konstytucji z 1997 roku. Zmiana, dokonywana ustawami sprzecznymi z tą Konstytucją, przy jednoczesnym odejściu od reguł państwa prawa.

Rewolucja kieruje się swoją logiką. Nie jest to logika europejskiego państwa prawnego. Ona realizuje wyłącznie wizję jej twórcy: wizję stworzenia jednego ośrodka woli politycznej, skupionego wokół wodza. Dokładnie tak, jak opisał to Carl Schmidt, główny teoretyk rządzącej III Rzeszą partii NSDAP i jej wodza – Adolfa Hitlera, kanclerza w wyniku parlamentarnych wyborów 1933 roku a później Fuehrera III Rzeszy.

Rewolucja w Polsce trwa. Przejęty został Trybunał Konstytucyjny, trwa przejmowanie władzy nad sądami, Sądem Najwyższym, Krajową Radą Sądowniczą… Wcześniej władza wykonawcza podporządkowała sobie prokuraturę.

Przed nami jest bój o samorządy.

W najbliższych miesiącach zapowiadane są też działania, zmierzające do podporządkowania władzy mediów – na wzór tego, co rewolucyjna ekipa zrobiła zaraz na starcie swojego panowania, czyli zawłaszczenia politycznego Telewizji Polskiej. Skutki tego każdy widzi…

W Sejmie procedowany jest projekt powołania narodowego centrum, które podporządkuje władzy organizacje pozarządowe – sól społeczeństwa obywatelskiego. Chichot historii: stoi za tym człowiek, który w poprzednim wcieleniu, zajmował się właśnie społeczeństwem obywatelskim.

Ta rewolucja – to sprawa poważna. To nie jest jakiś tam epizod parlamentarny. Ona ma swoje dalekosiężne plany, plany budowy nowego porządku, nowego człowieka, nowego świata.

Nowy porządek – to nowe widzenie przeszłości. Kto kontroluje przeszłość – panuje nad przyszłością. Każda rewolucja kwestionuje zatem dotychczasowe widzenie historii, ma własny zestaw bohaterów i własne widzenie logiki dziejów.

Dlatego nie możemy się dziwić, że legenda Armii Krajowej zastępowana jest przez gloryfikację tych żołnierzy, którzy nie podporządkowali się rozkazom dowódcy AK i poszli do lasu walczyć dalej.

O co? Bo z kim, wiadomo.

Tylko taką logiką tłumaczyć można wyniesienie do roli bohaterów żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, formacji wojskowej polskich faszystów, której najbardziej znany oddział – Brygada Świętokrzyska – ewakuował się w pełnej współpracy z oddziałami nazistów przez Czechy do amerykańskiej strefy okupacyjnej, mając na swoim koncie liczne mordy na Żydach ocalałych z Holocaustu i polskich cywilach: dzieciach, kobietach i starcach…

I polski Sejm uznał Narodowe Siły Zbrojne za dobrze zasłużone Polsce. Nikomu z posłów nie przyszło nawet do głowy podnieść rękę i zażądać od kochanego pana marszałka debaty, wyrazić sprzeciw wobec takiej manipulacji.

Nie rozumiem tego.

Tylko rewolucyjna logika panowania nad przeszłością tłumaczyć też może próbę zamiany Lecha Wałęsy na Lecha Kaczyńskiego w roli przywódcy NSZZ Solidarność. Te próby podejmowane są wewnątrz kraju, ale to nic w stosunku do tego, co trzeba będzie zrobić w wymiarze światowym…

Chyba że argument o Myszce Miki, na jakiego użycie ośmielił się minister kultury (!) wskazuje trop, jakim pójdą wysiłki rządu „dobrej zmiany”.

Weszła w życie reforma oświaty. Dzieci i młodzież doświadczą skutków rewolucyjnej zmiany firmowanej przez wybitnego pedagoga (jakim jest – zapewne…– minister Zalewska), która odmawia ujawnienia autora dokumentów, autora kanonów lektur szkolnych i innych podstawowych założeń reformy polskiej oświaty. Czy mają to być nazwiska znane jedynie ministerialnym kasjerom, wypłacającym honoraria? I – dlaczego?

Bezpośrednio po wyborach dokonano zmian kadrowych we wszystkich spółkach skarbu państwa, wymieniając zarządy i rady nadzorcze. Spektakularnym przykładem tych „dobrych zmian” były zwolnienia w stadninach koni arabskich. Nowo mianowany prezes stadniny koni arabskich w Janowie Podlaskim przyznał w pierwszym wywiadzie, że konie to jego… nowe hobby ale na pewno da radę.

Jak dał, pokazały wyniki pierwszej aukcji pod nowym zarządem.

Zlikwidowano budowaną przez lata służbę cywilną. Władza rewolucyjna odeszła od idei konkursów, realizując starą, znaną z doświadczeń innej rewolucyjnej partii zasadę, mówiącą, że to kadry decydują o wszystkim.

Bazując na zaufaniu zdobytym pomocą socjalną dla rodzin wielodzietnych, powrócono do starego systemu emerytalnego, zapoczątkowano program taniego budownictwa mieszkaniowego, podniesiono płacę minimalną i stawkę godzinową… Rewolucyjna władza uważa, że może zrobić wszystko co zechce, podpierając się wolą suwerena.

Wyniki poparcia dla obozu Zjednoczonej Prawicy w ciągu dwóch pierwszych lat jej rządzenia ani razu nie wskazywały na to, że wpadki i kompromitacje w polityce międzynarodowej, demontaż państwa prawa, szaleństwa ministra obrony popełniane w obronie młodego człowieka bez żadnych kwalifikacji, skonfliktowanie ministra kultury ze światem twórców kultury i sztuki – jakoś wpływają na opinię społeczną w stopniu adekwatnym do skali tych kompromitacji i błędów. Nie wpływają. „Suweren” te wszystkie hece i przekręty akceptuje.

Afera bilbordowa, przekazanie na utworzoną rządową agencję ds. promocji Polski za granicą pieniędzy ze spółek skarbu państwa, a następnie zabranie znaczącej kwoty i przekazanie jej bez przetargu spółce utworzonej przez pracowników kancelarii prezesa rady – aby przeprowadzić kampanię propagandową wymierzoną w sędziów, kampanię wyjątkowo obrzydliwą – , dowodzi jednego: rewolucyjny rząd Zjednoczonej Prawicy uważa, że już wygrał.

Rewolucja trwa. Zawirowania i zamieszanie spowodowane ambicjami prezydenta, demonstracja względnej autonomii przez ministra szkolnictwa wyższego – to epizody. Walec toczy się dalej. Nie widać żadnego zagrożenia dla rewolucyjnej ekipy.

Pomijając zmienne zewnętrzne, na które nie mamy i nie będziemy mieć żadnego wpływu – dalszy przebieg procesu rewolucyjnego zależy przede wszystkim od nas samych. Od tego, w jakim stopniu przezwyciężymy niechęć do zajmowania się polityką (coraz częstsza postawa, nawet wśród myślących ludzi), od wypracowania adekwatnego języka i nazwania rzeczy po imieniu przez wystarczająco dużo ludzi, którzy zdecydują się zapłacić cenę swojego oporu.

Ale tu się nie obejdzie bez ofiar. „Maszyna polityczna” będzie miała i wolę i środki przymusu. W rewolucji tak już jest…

I na koniec jeszcze jedno. Kończy się już czas, w którym pisanie takich tekstów, udział w demonstracji czy kolorowych protestach, złożenie podpisu pod wnioskiem o referendum czy jakieś inne pośrednie formy sprzeciwu wystarczają.

Rewolucja to jednak rewolucja. Będzie się działo, choćbyśmy tego nie chcieli!

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.5/10 (13 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +17 (from 19 votes)
Zbigniew Szczypiński: Na rewolucyjny czas, 9.5 out of 10 based on 13 ratings

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com