Andrzej Lewandowski: Co i jak widzi minister

2017-09-27.

ECHA WYDARZEŃ: Sportowi zawsze życzyłem dobrze, zasadzie jestem wierny. A – że różowe okulary czasem zdejmę? Właśnie dlatego, że dobrze życzę. Dla dobra sprawy…

Dobrze też życzę ministrowi sportu. Gdy nastawał na funkcję pan Bańka, witałem to z ostrożnym optymizmem. Jak – to już z lektur oraz słyszenia – wielu ludzi sportu ze związków. Klaszczących wyborowi. Że „nasz”, bo ze środowiska, był zawodnikiem; wie z osobistego oglądu, co dobre, a co złe i gdzie zła korzenie itp.

I rzeczywiście – ciekawie się zaczęło. Twardy, werbalny, ale nie tylko – bój z dopingiem, bój o większe budżetowe pieniądze na rozwój sportu, głoszenie uporu walce o stan moralny ruchu sportowego; o sport dzieci i młodzieży itp.

Owszem, może raziło mnie, że ton słusznych wystąpień często miał tło przekonania, że poprzednicy to tylko knocili – nie zbudowali programu, a nawet przyczółków, i dopiero ja zaczynam odnowę oraz budowanie. Trochę mnie ta czasem krótka pamięć drapała, ale… brałem to za przejaw temperamentu osobistego. I może za doraźny tzw. „pijar”, który bywa przecież tak egoistyczny, że coś przesadnie eksponując – do szpanerstwa włącznie, a coś w ogóle pomija…

Z czasem mój optymizm zaczął podlegać ostruganiu. Np. „przy orlikach”, które jakby zaczęły prosić o remonty oraz dalszy etap upowszechnienia, a ministerstwo orzekło, że to nie jego sprawa, lecz samorządów, więc…

Odczytałem intencje: my dostaliśmy w spadku, więc niech się inni martwią…. O stworzonym „za i przez Paszczyka” – przez administrację Państwa systemie uczniowskich klubów sportowych – ani słowa. Za to publiczne wytknięcie związkom sportowym, że brak z ich strony porządnego programu troski o sportową młodzież, to podstawowa, i jakby jedyna z istotnych przyczyna, że przegrywają siatkarze, koszykarze, piłkarze ręczni itd.

Zgoda – związki mają dużo za uszami. Nawet więcej, niż publicznie wytyka minister. Wielki PZPN od Igrzysk w Barcelonie olewa piłkę olimpijską, gdzieś się nawet zgubiła norma przedmeczów młodzieżowych w ramach uwertury do spotkań ligowych; w boksie – pojedynki juniorów, jako przedmeczowy obowiązek itp. Ale gdzie „coś”, co ma wymiar ponad związkowy, ministerialny?

Gdzie – dla przykładu – twarde postawienie MEN-owi: Więcej wf w edukacji, i w sportowych zajęciach pozalekcyjnych?

Gdzie wpływanie, by wróciły do rangi imprezy międzyszkolne, ogólnopolskie? Gdzie analiza doświadczeń dawnych szkół sportowych oraz mistrzostwa sportowego oraz wnioski na poziomie administracji?

Kto powinien zadbać, by wrócił jakiś system powszechnej państwowej odznaki sportowej, jak np. w międzywojniu? Kto – widząc np. sytuację w szkoleniu sportowym ma zainicjować i przeprowadzić analizę kształcenia kadr, tzw. skuteczności działania uczelni, których mamy tyle, jak pewnie nikt inny?

Kto pomoże dopasować kształcenie i doskonalenie już wykształconych do rynku pracy, do możliwości zatrudnienia?

O tym by nam minister też opowiedział…

Bo że w związkach sportowych bywa, oględnie mówiąc – różnie, wiadomo nie od dziś. O bokserskim nawet nie wiadomo, że istnieje; tenisowy potarmosiły jakieś sprzeczności; w siatkarskim nie może być dobrze, jeśli co kilka miesięcy zatrudniają nowego trenera reprezentacji, a temu na wymówieniu trzeba długo jeszcze płacić; w kolarskim ledwie przybyło – powyborczo – energii, a już coś się kiełbasi – w personaliach na ważnych stanowiskach…

I minister ma rację, jeśli wytyka oraz głosi, że związki powinny być sprawniejsze, ale… Ale jedyne poza wytykiem, co zrobił to współsprawił, że wiadomo, kto w zarządzaniu związkiem nie może uczestniczyć, a stąd ledwie kroczek do tego, by „własnoręcznie” zacząć formować grupę kandydatów.

Zawsze administracja marzyła, by rządzić nie tylko określając przepływ środków budżetowych oraz bacząc (i kontrolując!) by regulaminy i działalność były zgodne z prawem, teraz poszło jeszcze w stronę formalnego udziału w personaliach.. Prezes i nadprezes? Dobre to?

Ostatnio minister zabrał głos w jednej jeszcze ważnej sprawie. Otóż rzekł, że dawni sportowcy – „gwardziści” nie muszą się obawiać, że stracą na emeryturach, bo kiedyś byli „przy niewłaściwej kasie” – jak dzisiejsza władza bezsensownie orzekła – dzieląc ludzi nie wedle przewin oraz zasług, lecz wedle etatu. O doktrynie nie powiedział, że…, ale publicznie polał oliwę na falę środowiskowych obaw.

Pięknie, tyle… orzekł to „generalnie i doktrynalnie”, bez podzielenia się wiedzą i myślą własną o już zaistniałych sytuacjach, które media słusznie krytycznie opisały – z imionami i nazwiskami. Udał, że nie wie, czy nie chciał wiedzieć? Czyli znów coś z gatunku – jak ja mówię, to… mówię… A będzie – jak będzie… Silni w głosowaniach nie muszą być odważni…

Stop. To nie rozrachunek, tylko zdania tzw. twórczej podpowiedzi, by złotym myślom – tak chętnie opinii przekazywanym – zawsze towarzyszyła jeszcze odpowiedź: „a co ja – w tej sprawie, co my; ile >nas< w tym, co dobre, a ile w tym, co złe”?

Ja też jestem za uzdrawianiem i reformowaniem, bo wiem jak hermetyczne są środowiska sportowe, i jak mocno pokrywka tradycji oraz interesów przykrywa różne „kociołki”. Z tym, że reforma to nie nowe kociołki i nie nowe na nich pokrywki – tylko, co w środku i jak przyprawione… A kucharzy więcej niż minister z wice…

Rozgadałem się o czymś, co dla kibica jest drugim planem, ale dla sportu, jako ruchu społecznego, prozdrowotnego, młodzieżowego, edukacyjnego, zawodowego – nie. Wielka część późniejszych wzruszeń i pożytków oraz strat zależy od tego, o czym wyżej. Przepraszam! A że pół miliarda będzie w przyszłym roku na obiekty sportowe – radość wielką dzielę… Choć wciąż mam w pamięci zrujnowaną Skrę, Stegny, które miały być nowoczesne a zostały muzealne, skocznie narciarskie wciąż wspaniałe… w przeszłości…

Co jeszcze zapamiętałem?

  • Że kolarze mieli mistrzostwa świata. Michał Kwiatkowski – udział w brązie wyścigu drużynowego i 11 miejsce w wyścigu ze startu wspólnego. Ładnie, choć działacze z mediami znów za bardzo napompowali balon aspiracji i trochę powietrza uszło. Peter Sagan – znów mistrzem, mamy wzorzec przez miedzę, na Słowacji. Trzecie z rzędu mistrzostwo świata to przecież arcymistrzowstwo!

Filip Maciejuk – brąz w czasówce juniorów. „18 –letni Maciejuk to kolarz grupy Mostostal Puławy, która jest nazywana „polską kuźnią talentów”. Katarzyna Niewiadoma – piąta w wyścigu elity. Młodziutka, medale przed nią, z każdym startem coraz bliżej…

W sumie – nie było źle. Żal, że Rafał Majka nie mógł stanąć na starcie. Skutki kraksy, ale też pewnie tylu kilometrów wyścigowych, przejechanych w tegosezonowej rywalizacji. Toż człowiek nie maszyna…

  • MKOl stawia znak zapytania przy olimpijskiej przyszłości podnoszenia ciężarów. Jeśli środowisko nie da sobie rady z dopingiem (a jednak średnio to wychodzi), sport ciężarowy może się znaleźć poza programem. „W stanowisku MKOl podkreślono, że nie można tolerować sytuacji, gdy podczas tych samych zawodów sztangistów ponad połowa zwycięzców zostaje zdyskwalifikowana za stosowanie zabronionych środków”. Jeszcze nie jutro, ale pojutrze…
  • W piłkarskiej Legii wciąż się gotuje. Zmienili trenera, bo podobno piłkarze nie mogli się dogadać ze szkoleniowcem; teraz piłkarze wydają oświadczenie, że g… prawda, oni się tego nie domagali. Bądź tu mądry i pisz wiersze – jak to głosi powiedzenie. Jeśli jednak podobne numery są na poziomie mistrzostw świata (rodzima siatkówka i PZPS częściej zmieniają trenerów niż prezesów), to, czego wymagać od klubu, który – choć u nas kultowy – jest w europejskim tle…?

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (3 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +3 (from 3 votes)
Andrzej Lewandowski: Co i jak widzi minister, 10.0 out of 10 based on 3 ratings

Odpowiedz