Ernest Skalski: Polemiści moi kochani

2017-09-29.

Wyrażone do was powyżej uczucie proszę traktować serio.

Po każdej publikacji wypatruję w napięciu waszych opinii. To dla was, tych tu piszących i tych, których ośmielam się sobie wyobrażać, pisuję. I wbrew przestrogom jednego z was, komentatorów, nie zbanuję tego kto mi mocno przyłoży, ani tego dla kogo jestem Panem Skalskim Kochanym, czy Panem Ernestem Kochanym. Lubię kochać i być kochanym, z tym, że od panów nie oczekuję dowodu miłości.

Ask not what your country can do for you, ask what you can do for your country (John F. Kennedy)

Cytuję wasze polemiki: „…prowadzą (wykonawcy dobrej zmiany) Polskę krok za krokiem ku przepaści… Każdy z nich…łamie i gwałci Konstytucję i zasady przyzwoitości w życiu publicznym, działając przeciwko swemu krajowi i jego obywatelom…Polska będzie gnić, a kiedy zgnije…odejdą, zostawiając truchło nam i naszym dzieciom.”

Powyższe było publikowane 9 lipca zeszłego roku. A poniższe, pod moim ostatnim artykułem (Ernest Skalski: Ta brzydka .N) o haniebnym głosowaniu – apoteozie NSZ: „Po co, Redaktorze Skalski, PO i Nowoczesna miałyby wygrywać następne wybory?”

No, wiadomo po co, droga autorko. Skoro oba teksty z pani komputera, to przecież chyba po to, żeby odsunąć od władzy tych strasznych wykonawców! Ale czytamy dalej: „To ja już wolę żyć w pisowskiej opresji, przynajmniej wiem z kim mam do czynienia… Nie przyłożę ręki do wygranej ani PO ani Nowoczesnej”

Kto choć raz nie chciał zamordować kochanej osoby?

Ale zazwyczaj nie morduje, a przeważnie kocha ją w dalszym ciągu. Wszakże może mieć kłopot, jeśli będzie zrobiony użytek z jego emocjonalnej wypowiedzi.

Z całym szacunkiem, pani Magdaleno Ostrowska kochana. Ja się nie uwziąłem na panią, polemizując z panią nie pierwszy już raz. Pani pisze tak prosto, jasno i wyraziście – komplement! – że równie prosto, jasno i wyraziście można z panią polemizować, bez niuansów, wtrętów, omówień zamulających wykład.

Logiczna łączna interpretacja tych dwóch pani tekstów może prowadzić do różnych wniosków.

I – Zmieniła pani zdanie o PiS. Pod wpływem przemyśleń lub obserwacji, które pokazały, że nie taki ten PiS straszny jak się pani przed rokiem wydawało.

II– Jest taki straszny, ale rządy PO i N jeszcze straszniejsze, choć trudno to sobie wyobrazić, po pani zeszłorocznym opisie panowania PiS

Ale rozumiemy się, pani Magdaleno, że powyższe dwa warianty to taki mój polemiczny chwyt, podobnie jak pani retoryczne pytania, zadane mi w pani komentarzu, po to by uzasadnić końcowy wniosek o odmowie poparcia dla PO i N.

To teraz parę słów o pisaniu. Nie sądzę by 59 lat w tej profesji upoważniało mnie do pouczania kogokolwiek, ale mogę opisać jak ja to robię.

Otóż mnie też dopada emocja, taki furor polemicus. Kiedyś przycichał przy stukocie mojej maszyny do pisania. A komputer nie stuka. Gdy go otwieram, zaczynam od zapoznania się z pocztą. Na niektóre maile odpowiadam od razu. Potem sprawdzam w różnych miejscach czy nie ma czegoś ważnego, aktualnego o tym o czym akurat mam pisać. Potem czy jest ciekawego, ważnego i aktualnego w ogóle. Zajmuje to trochę czasu, po którym trzeba rozprostować nogi i grzbiet, napić się kawy. Telefon do mnie, ja do kogoś i tak dalej, bez wchodzenia w czynności osobiste.

W ten sposób jakoś schodzi do nocy. Rano, zanim się siądzie do komputera, trzeba zobaczyć co w porannych gazetach odnośnie mojego tematu i nie tylko. Śniadanie i takie rożne. W komputerze, znowu wpierw poczta…I już jestem wyprany z emocji. Czy warto w ogóle reagować na to co mnie wczoraj wzburzyło? I albo temat odpada, albo zaczynam o nim spokojnie myśleć. W szerszym kontekście, bilansując plusy i minusy, zważając na ewentualne skutki publikacji. Lenistwo chroni przed emocjami. W publicystyce to dobre. Nie zawsze, lecz przeważnie.

Pani Magdaleno, i ty Bogdanie Misiu, i wy wszyscy, moi polemiści, którzy piszecie, że już lepiej PiS byle nie Platforma i Nowoczesna. Albo też tylko jednostronnie twierdzicie, że w żadnym wypadku PO i N, co i tak wychodzi, że PiS. Wyobraźcie sobie, kochani, że zgłasza się do was złota rybka, ale z jedną tylko ofertą; jeśli po obowiązkowych 24 godzinach namysłu i wygaszeniu emocji, wybierzecie jedną z tych dwóch – tertium non datur! – opcji, to albo PiS albo PO/N będzie rządzić w ojczyźnie. Mnie też możecie na to pytanie odpowiedzieć bez emocji po 24 godzinach, tyle że nie mam takich możliwości jak złota rybka.

Cokolwiek czynisz, czyń roztropnie, a patrzaj końca

To piękne zdanie, staropolskie tłumaczenie łacińskiej sentencji; quidquid agis, prudenter agas et respice finem, zawiera w sobie możliwość wyboru w słowie cokolwiek – quidquid. A zatem tym z was, którzy po dojrzałym namyśle zdecydowanie uznają, że jednak lepiej by rządził PiS, uprzejmie dziękuję za dotychczasową lekturę i się polecam na przyszłość. Pozostałych, którzy nie chcą by rządził PiS, proszę o zwrócenie uwagi na motto artykułu, słynną wypowiedź, w wersji w jakiej ją JFK wygłosił. Odpowiedzi na pytanie o to co możesz dla kraju bywają różne. Udzieloną na długo przed Kennedym pamiętamy ze szkoły:

„Święta miłości kochanej ojczyzny … dla ciebie zjadłe smakują trucizny, dla ciebie więzy, pęta niezelżywe” . Było też:

„A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec”.

Święta miłość ojczyzny od dawna nie stawia aż tak wysokich wymagań. Już sześćdziesiąt lat temu, w czasie Odwilży/Odnowy po Październiku ’56, kursowało; „Odwaga staniała, rozum podrożał”. Warto uwzględniać i dziś.

Rozum, nakazujący słowami: prudenter agas, roztropne działanie, wymaga by wyłączyć, opanować, czy choćby zrównoważyć przez namysł swoje emocje, kiedy chodzi o naprawdę poważne sprawy. Czyli zrezygnować z uczucia ulgi jakie daje rozładowywanie tychże emocji. I brać pod uwagę skutek jaki powoduje nasze działanie lub zaniechanie. W sprawach publicznych należy to uznać za warunek, nakaz patriotyzmu!

Mówimy teraz o bardzo konkretnych rzeczach. My, którzy uważamy, że w obecnej – to ważne! – sytuacji, w drugiej połowie drugiej dekady XXI wieku, władza PiS jest zdecydowanie najgorszym wyborem politycznym dla Polski, powinniśmy podejmować starania, aby PiS od władzy odsunąć. W możliwie optymalny, najmniej rujnujący sposób – w wyborach. (Gdyby w miarę uczciwych wyborów miało nie być, byłaby inna sytuacja, inna rozmowa i inne postępowanie). A patriotyzm dziś to wiedza i zrozumienie jak funkcjonuje realny mechanizm wyborczy!

Czy to tak trudno, kochani, zawsze brać pod uwagę, że w wyborach startują partie polityczne, lub ewentualnie komitety wyborcze, czyli partie, które udają, że nimi nie są? I że jak się chce wygrać wybory, to trzeba głosować na te partie opozycyjne, które mają większe od innych szanse na zebranie większej ilości głosów. Świadomość obywatelska wymaga elementarnej wiedzy o ordynacji wyborczej, tak jak od grających w piłkę nożną oczekuje się, że wiedzą co to jest pole karne, co boczny i że ładna gra nie jest celem sama dla siebie, bo wygrywa się strzelając więcej bramek niż przeciwnik.

Tym z moich polemistów, którzy chcą przede wszystkim odsunięcia od władzy PiS, zadam pytanie; czy wiedzą, że w obowiązującej ordynacji wyborczej stosuje się metodę d’Hondta i na czym ona polega? Czy, wypowiadając się w sprawie wyborów i partii, pamiętają i biorą pod uwagę, że dwa lata temu zjednoczona z PiS prawica dostała mniej głosów niż podzielony NIE–PiS, bo niecałe 38 procent, lecz przeliczenie metodą d’Hondta dało jej 51 procent mandatów i mamy co mamy?

Zarzucacie mi często, moi polemiści, że sprowadzam wszystko do jakichś tabelek, jakiejś tam matematyki. Jak chcecie bez liczenia wygrywać wybory, jeśli chcecie, zamykając oczy na rzeczywistość, móc spokojnie wypowiadać to co wam w duszy gra? Musicie?

O tym co możemy dla kraju, poza Krasickim i Słowackim, wypowiadał się i Piłsudski, wyśmiewając taki patriotyzm, który by się chciało opędzić jednym groszem i jedną kroplą krwi.  

Nie musimy i obyśmy nie musieli płacić czyjąkolwiek krwią za przywrócenie demokracji. Co do kasy, to i owszem. W USA broniąc czegokolwiek można być zapytanym: a czy poparłeś to swymi pieniędzmi? Czasem czymś trzeba zapłacić, coś zrobić, czy zrezygnować z czegoś. W istniejących warunkach może to być rezygnacja z użycia danego przez demokrację prawa: głosować na to, co się nam podoba. Każdy porządny człowiek dokonuje nieraz takiego wyboru, że rezygnuje z czegoś naprawdę dobrego na rzecz jeszcze większej wartości. Dlaczego uważamy, że obywatel nie może stanąć przed taki wyborem?

Talleyrand uważał, że co przesadzone to nieważne. I słusznie. Dlatego znane wszystkim frazy, które teraz przytoczę, ujmuję w cudzysłów: „Ojczyzna w niebezpieczeństwie! Nieprzyjaciel w granicach! Są w ojczyźnie rachunki krzywd, obca dłoń ich też nie przekreśli! Do broni obywatele!” Słowo „ojczyzna” proszę zamienić słowem „demokracja” i będzie OK.

Deus mirabilis, fortuna variabilis

Jak wszyscy moi polemiści, jestem w najwyższym stopniu zniesmaczony partiami : PO, .N, PSL, po ich udziale w apoteozie NSZ. I to nie tylko z tego powodu. Siła by mówić. Liderzy też nie budzą zachwytu. Jak wielu, nie miałbym niż przeciw temu by pojawił się Macron Polonais, na białym koniu, prowadzony przez gwiazdę betlejemską i wiodący hufce anielskie w postaci wielkiej, potężnej i nieskazitelnej partii politycznej. Ale dopóki nie mamy czegoś takiego, nie należy skreślać tego co mamy, by nie zostać z pustymi rękami.

Od wyborów mijają dopiero dwa lata. Rządzący PiS cały ten czas napotyka na opór i nie wszędzie go może przezwyciężyć. Już nie jest monolitem, i nie będzie. Lecz ciągle jeszcze jest na fali, atakuje i zawłaszcza kolejne pozycje. Wiele mu się udaje, potknięcia zdają się mu nie szkodzić. Ma dobrą passę. Do czasu.

Opozycja ciągle jest w narożniku. Popełnia błędy, irytuje swoich potencjalnych zwolenników, czego wyraz mamy w dyskursie publicznym, choćby u nas w SO. Wie, że się powinna zjednoczyć, a może odświeżyć kierownictwo, lecz nie jest w stanie przezwyciężyć egoizmu przywódców i działaczy. Ma złą passę.

Historia pokazuje, że taki stan nie trwa wiecznie. Apogeum mocy każdej władzy przemija, „plusy dodatnie” zmieniają swe znaki na minus. Trwa proces marnienia władzy do punktu, w którym jest odbierana jako kulawa kaczka i nawet władający czują, że już tak dalej nie idzie. A równolegle rośnie w siłę opozycja, bo jest to bardzo nieprecyzyjna gra, ale o sumie zerowej. Co jest proste do wyjaśnienia. To nie żaden tajemniczy mechanizm, lecz naturalna zmiana odczucia społeczeństwa., Kiedy doły nie już nie chcą, a góra nie może, powstaje sytuacja rewolucyjna. Wtedy powinno dojść do próby przesilenia.

Może ono przybierać rożne formy: strajk generalny, milionowe demonstracje, zgrabny przewrót wojskowy lub rewolucja z krwawą wojną domową, albo – oby! – wybory, połączone często z jakąś formą ugody. Żeby zasadnicza zmiana władzy doszła przy tym do skutku potrzebne jest wystąpienie jakiejś siły, struktury, raczej znanej i traktowanej jako zdolnej do przejmowania władzy. Jeśli to następuje drogą wyborów, to muszą to być siły polityczne jakoś zorganizowane. W praktyce partie.

Dzisiaj te nasze siły nie wyglądają budująco. Lecz owo pożądane rośnięcie w siłę opozycji niekoniecznie wynika z namysłu i jakiejś samoczynnej wewnętrznej energii. To może, równolegle ze słabnięciem władzy, być generowane przez poparcie społeczne dla opozycji w ogóle. Czy to będzie obecna trójca PO/.N/PSL zależy od tego, kiedy takie przesilenie nastąpi. Jeśli w jakimś odległym terminie, to nie możemy przewidzieć czy i jak przemebluje się do tego scena polityczna. Jeśli w najbliższych dwóch latach, to chyba trzeba będzie liczyć na to co jest i na to, że w już tak krótkim czasie nastąpi odwrócenie się trendów w społeczeństwie. A wtedy w zupełnie innym świetle mogą być odbierane tak dziś postponowane partie. Zaczniemy, odwrotnie niż dziś, dostrzegać ich zalety, przymykając oczy na wady.

Broniąc tych partii, zbieram zarzuty, że się zawziąłem na partię Razem. Nie oponuję. Wyjaśniam.

Władzę PiS uważam za złą, katastrofalną dla kraju. Mogę ubolewać, że tak wielu ludzi uważa ją za dobrą i na nią głosuje. Skutecznie, bo ustanawiają ją. Martwi mnie to, lecz rozumiem tych, którzy czynią to w dobrej wierze i widzę konsekwencję w takim postępowaniu.

W moim najgłębszym przekonaniu, partia Razem to populizm i demagogia, mówiąc w skrócie. Rozumiem wszakże tych, z którymi się zasadniczo nie zgadzam, lecz którzy naprawdę sądzą inaczej i skłonni są tę partię popierać. Jeśli uważają ją za tak wielkie dobro, że samo tylko wylansowanie jej przez wybory warte jest aby nadal PiS rządził Polską, to widzę konsekwencję w tym zaślepieniu.

Ale lider tej partii, Adrian Zandberg, w wielu miejscach ostro i zdecydowanie krytykuje PiS. Widzi szkody powodowane przez jego władzę. Lecz jednocześnie twierdzi, że partie opozycyjne nie powinny się jednoczyć z uszczerbkiem dla swoich programów, bo szeroki wachlarz tych partii uzyska więcej głosów niż PiS. No i co z tego, jeśli przewagę w mandatach uzyska i tak PiS? Czy to znaczy, że lider partii politycznej startującej w wyborach nie wie jaka w nich obowiązuje ordynacja, z przelicznikiem d’Hondta?

Tłumaczenie może być bardzo banalne. Maleńka partia zwraca na siebie uwagę aktywnością, oryginalnością, radykalizmem. Będąc niewielkim fragmentem dużej koalicji, dostosowując się do jej przekazu, taka partia zatraca się, niknie. Więcej korzyści dla siebie widzi zatem w byciu odrębnym bytem, nawet pod władzą PiS. Rozumiem, ale potępiam, uważając, że to co jest dobre dla Razem, niekoniecznie musi być dobre dla Polski. Oby się jednak Razem nie przeliczyło! Bo jak się władza rozprawi z poważniejszymi przeciwnikami, to może ją zacząć uwierać ziarnko grochu, jak już bywało w PRL. Chyba, że jak w PRL, będzie jej potrzebny listek figowy.

Partia Razem to wyrazista kwintesencja szerszego zjawiska. To postawy ludzi, którym podobają się swoje poglądy, którzy podobają się sobie z tymi swoimi poglądami. To ci, wspomniani wyżej, którzy – powtarzam – wolą nie wiedzieć i nie rozumieć na czym polega realna polityka, aby nie rezygnować z eksponowania swoich emocji. Swoich sympatii i antypatii. Niekiedy nawet słusznych, ale kontr produktywnych, z punktu widzenia podstawowego problemu Polski: czy PiS będzie nią rządził, czy nie. Bronią się więc przed konsolidacją opozycji: Magdalena Środa, Jacek Żakowski (zob. list do Redaktora „GW”), Jakub Majmurek i liczni inni, którzy mi w tej chwili nie przychodzą do głowy.

„Nie mam na kogo głosować”, „Dosyć mam głosowania na mniejsze zło” i tak dalej. W skali kraju jest to niewielka grupa celebrytów, tzw. opinion makers, wypowiadających się w sprawach publicznych, choćby w naszym SO. W podzielonym elektoracie, kiedy o wyniku wyborów decyduje zaledwie kilka procent głosujących, głosy i brak głosów tych ludzi przesądza sprawę. Tak było w roku 2015 i tak by było gdyby wybory odbyły się dziś.

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.2/10 (32 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +25 (from 33 votes)
Ernest Skalski: Polemiści moi kochani, 9.2 out of 10 based on 32 ratings

42 komentarze

    • A. Goryński 2017-10-02
  1. andrzej Pokonos 2017-10-01
    • andrzej Pokonos 2017-10-01
      • andrzej Pokonos 2017-10-02
  2. Ernest Skalski 2017-10-01
  3. Ernest Skalski 2017-10-02
  4. Ernest Skalski 2017-10-02
  5. Ernest Skalski 2017-10-02
  6. Ernest Skalski 2017-10-03
    • Ernest Skalski 2017-10-03
      • A. Goryński 2017-10-05
  7. andrzej Pokonos 2017-10-04
    • A. Goryński 2017-10-04
      • A. Goryński 2017-10-04

Odpowiedz