Janusz Dąbrowski: Monty Python po naszemu

2017-10-10.

Od wielu lat na całym świecie trwają całkowicie nieskuteczne próby stworzenia miejscowej wersji programów słynnej angielskiej grupy kabaretowej, znanej pod nazwą Latający Cyrk Monty Pythona (LCMP).

Niestety, znakomici Anglicy tak zawyżyli poziom swoim aktorstwem i przede wszystkim tekstami absurdalnych skeczów, że wszelkie wysiłki w tym kierunku kończą się zawsze nieprawdopodobną żenadą. Kolejnym tego dowodem jest próba przepchnięcia przez nasze prawodawstwo ustawy o zakazie handlu w niedzielę, która oficjalnie miała obejmować absolutnie wszystkie sklepy – od kiosków Ruchu do największych hipermarketów i centrów handlowych włącznie, zarazem nawiązując do twórczości urzędników z Ministerstwa Głupich Kroków, najbardziej zabawnego z dowcipów w LCMP.

Były, owszem, dość zabawne pomysły naszych ustawodawców, na przykład zamknięcie w niedzielę aptek; chociaż w końcu zabrakło im odwagi i konsekwencji: nie zaproponowali jednocześnie zamknięcia szpitali, pogotowia i… pacjentów, ale za to wymyślili kary więzienia dla wszystkich kupujących i sprzedających. Jednak w końcu okazało się, że miało to dotyczyć tylko sprzedawców i w drodze hojnego kompromisu postanowiono z tego świetnego dowcipu zrezygnować. A zatem, w dalszym ciągu będziemy mogli legalnie w niedzielę kupić od sąsiada samochód Lamborghini albo Rolls Royca, także w wersji modelu do samodzielnego sklejania.

Kolejnym „kompromisowym” żartem była sprawa stacji benzynowych. Początkowo propozycja zamknięcia na kłódkę wszystkich stacji, z wyjątkiem niektórych słusznych, prawie została zaakceptowana, bo przecież każdy Polak może sobie w Narodowym Orlenie kupić w tygodniu kanister paliwa, albo dwa na zapas, lub butle z gazem w sobotę, albo nawet w poniedziałek. Ktoś z autorów solidarnościowego kabaretu przypomniał sobie jednak, że na stacjach są także w 24 godzinnej sprzedaży inne, bardzo ważne dla każdego suwerena płyny, więc znaleziono genialne rozwiązanie, powalające w swej prostocie.

Wszystkie te śmieszne koncepcje nazwano… wyjątkami od ustawy o zamknięciu handlu w niedziele. Zaczęły się od tego, że wedle pomysłów polskich kandydatów na liderów LCMP, czyli trzyosobowego think-tanku głównych szefów „Solidarności” (aktualnego prezesa Dudy, byłego prezesa Śniadka i niejakiego Bujary, szefa od sekcji handlowców), postanowiono zadbać o potrzeby religijne obywateli – w tym zwłaszcza o ewangelizację i wolny czas bądź opiekę nad przychówkiem – ograniczając jednak dowcip wyłącznie do pracowników handlu.

Jednakże z udziału w modlitwach i innych praktykach religijnych, jako wyjątek, postanowiono wyłączyć pracowników małych stacji benzynowych, tych z jedną pompą i bez toalety, czyli mało powierzchniowych. Wymyślono mianowicie dowcipnie, że legalne będą tylko stacje o powierzchni 90 m2 w miastach i 150 m2 przy autostradach, które będą mogły zaspokajać różne potrzeby niedzielnych kierowców z dala od domu.

Nie wiadomo jednak skąd na polskich Pytonów spłynęło objawienie, które im wskazało właśnie taki metraż – i dlaczego nie może on objąć np. sklepów spożywczych lub obuwniczych. Skądinąd jako kolejny wyjątek wprowadzono sklepy spożywcze nie ustalając metrażu i pewnie asortymentu, pod warunkiem, że przy kasie będzie siedział osobisty właściciel – broń boże z jakiejś franszyzy! – który może zatrudnić członka własnej rodziny. Łaskawcy.

Do Latającego Cyrku Solidarności i jego genialnej ustawy ochoczo się podłączyli wszyscy najważniejsi politycy PiS – i warto pochwalić ich wyczucie sytuacji. Jak wiadomo, w unijnym parlamencie PiS należy do grupy pod nazwą Konserwatyści i Reformatorzy, co jest klasycznym oksymoronem czyli absurdem, gdyż nie można być pijakiem i jednocześnie abstynentem. Ale „wszystko pasuje i ma luz”, jak mawiali starzy rzemieślnicy. Zgodnie z przynależnością do wspomnianej wyżej frakcji i poczucia stylu rodem z LCMP, PiS wyprodukował więc wziętą z sufitu humorystyczną mapę Europy, w której we wszystkich możliwych krajach wprowadził kolor zielony, wskazujący na ograniczenia i zakazy w niedziele. Mimo że są to kompletne brednie.

Mapa ta, opatrzona godłem PiS, ukazała się 9.10.2017 w portalu NaTemat i od razu doczekała się komentarza.

Na sfałszowanej liście ograniczeń, oprócz zamazanej na kolor zielony, czyli wskazujący ograniczenia handlu, obok Chorwacji, Danii, Finlandii, Serbii, Włoch i Szkocji oraz Hiszpanii, umieszczono nawet naszych mentorów polityczno-gospodarczych Węgrów,  którzy… pół roku temu ostatecznie wycofali się z wprowadzonego o rok wcześniej zakazu.

To, że całe osławione „Trójmorze” czyli 12 krajów Europy Środkowej i Wschodniej, z którymi uzgadniamy właśnie plany gospodarcze, jest wolne w niedzielę od zakazów, widać nawet na tej żartobliwej mapie. Polska nie jest więc żadnym wyjątkiem; lecz nie warto o tym więcej mówić, bo najlepszy dowcip przestaje bawić, gdy za długo trwa,.

Możemy się spodziewać, że niedługo po wejściu w życie zakazu handlu w niedzielę, w imię strategii odpowiedzialnego rozwoju oraz słynnego hasła „małe jest piękne”, PiS przegłosuje kolejne odpowiedzialne ustawy i doprowadzi do całkowitego zniknięcia z krajowego rynku wszystkich – wszak zupełnie obcych naszej kulturze – ogromnych zagranicznych domów towarowych, galerii, centrów handlowych, „mallów”, wyposażonych w restauracje, kawiarnie, lodziarnie, kina i schody ruchome oraz podziemne garaże.

Powrócimy wtedy z tryumfem do priorytetu dla narodowego handlu rodzinnego, prowadzonego na targowiskach i stadionach, zabudowanych słynnymi „szczękami”, składanymi łóżkami i stolikami, a także sięgniemy znów po tzw. ręczniak. W Warszawie nie będzie problemu z miejscem, bo przecież mamy ciągle niezabudowany Plac Defilad, który nazwiemy Centralnym Targowiskiem Krajowym (CTK ). Mamy też bardzo szeroki chodnik na Marszałkowskiej, który się już sprawdził w roli stołecznego „suku” w latach 90. Już za kilka lat wspierać go będą przy pomocy rodzinnego handlu hurtowego dwie duże działki po szczęśliwej likwidacji lotnisk na Okęciu i w Modlinie (w wyniku zbudowania CPK w Baranowie), z utwardzonym terenem, niezłym dojazdem i częściowo pod dachem, więc wzór ten szybko się upowszechni na wszystkie pozostałe lotniska i place w całym kraju.

Na widowni tego najlepszego aktualnie programu kabaretowego, który w zasadzie dotyczy wszystkich klientów handlu w Polsce, w pierwszych rzędach siedzą ludzie najbardziej kompetentni w ocenie skutków ekonomicznych zamknięcia w okresie próbnym największych marketów i galerii na dwie niedziele w miesiącu. Czyli zlikwidowania handlu w skali krajowej przez 24 dni robocze w roku.

Każdy średnio wykształcony ekonomista z łatwością obliczy straty w PKB po zlikwidowaniu jednego miesiąca roboczego w sektorze usług oraz we wszystkich dziedzinach kompatybilnych np. w handlu hurtowym, logistyce, obsłudze sektora i wszystkich pozostałych dziedzinach, które często muszą pracować przez 24 godziny na dobę, oczywiście w systemie zmianowym.

Łatwo też policzyć – ilu ludzi spoza handlu detalicznego (w tzw. wtórnym zatrudnieniu), również musi stracić pracę, gdy „wyłączymy maszyny” u głównego pracodawcy.

Jednak p. Śniadek takimi drobiazgami się nie przejmuje i już zapowiedział, że wkrótce po „okresie próbnym” jego drużyna zarządzi cztery wolne niedziele miesięcznie, czyli 48 wolnych dni rocznie dla handlowców.

Warto się zastanowić – czy już mu to wystarczy, bo przecież prezesi „Solidarności” w soboty nie przychodzą do biura i mogą postulować wolne weekendy w każdym miejscu: w transporcie, gastronomii, wodociągach, elektrowniach, policji, straży pożarnej, szpitalach, na wydziałach zaocznych wyższych uczelni, telewizji, kinach, teatrach, muzeach, stadionach i basenach kąpielowych itd. itd…

Jednak obok bossów związkowych i tzw. polityków na widowni naszego kabaretu siedzą chyba także ludzie naprawdę kompetentni, jak np. najwyższej klasy specjaliści z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, czyli instytucji w randze MINISTERSTWA. Których statutowym zadaniem jest ochraniać 38 milionów konsumentów i dbać o warunki zaopatrywania się w dobra i usługi bez przepychania w kolejkach. Ponadto UOKIK powinien wspierać konkurencję, czyli dążyć do zwiększania dostępnych punktów nowoczesnego handlu. Wiadomo jednak od dawna, że ówże UOKiK raczej nie dba o realizację tych zadań, bo na przykład nie kiwnął nawet palcem w sprawie upadku polskiego przemysłu spożywczego, który zalewa cukrem jako konserwantem wszystkie towary, nie poprawia warunków reklamacji, nie dba o uprzejmą i kompetentną obsługę w sklepach, prawie nie kontroluje różnych usług.

Tuż obok pracowników UOKIK, na tzw. cenzurowanym, siedzą także urzędnicy znienawidzonej przez partię instytucji, jaką jest Rzecznik Praw Obywatelskich, do którego obowiązków również należy dbanie o interesy konsumentów, a nie tylko obywateli; ponieważ są to te same osoby. Wydaje się jednak, że RPO ma na głowie tyle kryminalnych naruszeń prawa przez władze i przedsiębiorstwa, że widzi tylko drzewa, ale nie widzi lasu, czyli prawa milionów konsumentów są i jemu dość obojętne.

Jednakże pracownicy UOKiK i RPO, to przecież nie są naiwne dzieci. Wiedzą – jak i my – dobrze, że cała gadanina zachęcająca do uczestnictwa we mszach i spędzaniu wolnego czasu na zabawach z dziećmi w swoich rezydencjach, itd. to „pic na wodę i gigantyczna ściema”.

W dalszym ciągu należymy do trójki najuboższych krajów UE gdy chodzi o PKB na głowę mieszkańca. Za to liczba przepracowanych godzin, zróżnicowanie płac i majątków należy do najwyższych. Jeżeli zatem spędzamy w niedzielę czas na penetrowaniu hipermarketów, to nie dlatego, że ogarnął nas szał konsumpcjonizmu, ale po prostu chcemy znaleźć wyprzedaże i chociaż o parę procent niższe ceny za poszukiwane towary.

Musimy więc szukać zarówno dodatkowego zajęcia w wolne niedziele, jak i tańszych towarów żeby utrzymać bardzo średni standard poziomu życia, co zresztą dwukrotnie podkreślał  wspomniany wyżej pan – nomen omen – Bujara, podczas swego wykutego na pamięć występu w telewizji.

Prawdziwa przyczyna powstania zakłamanej ustawy nie ma nic wspólnego ze zmianą sposobu spędzania wolnych niedziel. Chodzi przecież o to, że dzisiejszawładza nienawidzi wielkich obcych korporacji (zwłaszcza handlowych) i posłuży się każdą bzdurą i kłamstwem, by wyeliminować je z rzekomo wolnego europejskiego rynku.

Możemy więc teraz tylko także usiąść na widowni i czekać na kolejną durną zmianę. Próba generalna polskiej bezlicencyjnej wersji kabaretu LCMP już na dniach w Sejmie, a Wielka Premiera w nowym Roku 2018.

Janusz Dąbrowski  

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.8/10 (19 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +23 (from 23 votes)
Janusz Dąbrowski: Monty Python po naszemu, 9.8 out of 10 based on 19 ratings

Odpowiedz