Stanisław Obirek: Nie miałem wrogów – spełnione życie inżyniera Kazimierza Buczka

Print Friendly, PDF & Email

2017-10-17,

Tę książkę przeczytałem z prawdziwym wzruszeniem.

Pewnie dlatego, że jej autor jest rówieśnikiem mojego zmarłego w 1991 roku ojca, noszącego to samo imię. Ale nie tylko. Odnalazłem w niej doświadczenie całego pokolenia; moich braci i sióstr moich rodziców, dla których czasy PRL były ich jedynym życiem.

Dodajmy: to życie milionów Polek i Polaków, którzy ten Kraj dosłownie, i wcale nie metaforycznie zbudowali. Pozwolili pokoleniu swoich dzieci i wnuków nawiązać partnerski dialog ze światem po dramatycznych zmianach w 1989 roku.

Owszem, czas PRL był zakłamywany przez armię politruków i oddanych systemowi publicystów, którzy na użytek PZPR budowali alternatywną rzeczywistość przez swoje zideologizowane i propagandowe teksty, programy radiowe czy później telewizyjne. Ale przecież to nie oni wyznaczali to, co naprawdę ważne.

Rzeczywistość była budowana przez takich ludzi jak Kazimierz Buczek. Jest on przykładem człowieka, który wykorzystał szansę, jaką otworzyła przed całym pokoleniem chłopów i robotników Polska Ludowa. Tak właśnie, kraj zniewolony i poddany sowieckiej dominacji. I o tym tylko nieliczni chcą pamiętać, a jeszcze mniej liczni o tym piszą. Tym większa wartość tej książki.

Składa się z dwóch części. Tę pierwszą od 1946 do 1990 mógłby napisać mój ojciec. Doskonale ten okres pamiętam (choć z oczywistych względów lata od 1946 do 1960 raczej z jego opowiadań) i w pełni podzielam osąd Autora.

Celowo nie wymieniłem Autora w tytule mojego szkice poświęconego jego książce. Nie jest on znany, nie ma go w Wikipedii, tej wyroczni, ustalającej dzisiaj, co jest ważne. Ale to właśnie ta książka uzmysławia jakie są prawdziwe wymiary ważności, a co ważniejsze – co stanowi o naszym człowieczeństwie.

Ale jest też wątek, który wykracza poza statystyczne historie jego pokolenia. To szczególna przyjaźń, jaką Autor nawiązał w latach 90-tych z profesorem Janem Skoczyńskim, który, nawiasem mówiąc, był siłą sprawczą napisania omawianej książki. A nicią, która pozwoliła tę przyjaźń nawiązać, był wątek rosyjski, by nie rzec łagrowy. To wyjątkowe w polskim piśmiennictwie, że pisze się wspólną historię razem z Rosjanami. Zaciekawionych odsyłam do samej książki.

W każdym razie wspomnienia inżyniera Kazimierza Buczka obejmują okres, który w chwili obecnej jest poddany wnikliwej analizie. Co więcej, jak wskazują lawinowo rosnące nakłady na działalność IPN, ta wnikliwość i szczegółowość oglądu będzie coraz większa. Od razu chcę Czytelnika uprzedzić – ta książka nie wpisuje się w produkcję IPN-u. Jest głosem osobistym, choć nie stroniącym od wyrazistych osądów. Pozostają one w zdecydowanej polemice z tym, do czego próbują nas przekonać zwolennicy polityki historycznej. I Autor o tym wie.

Janusz Szuber w 45 numerze „Tygodnika Sanockiego” z 1 września 2017 roku stwierdził, że te wspomnienia zostały napisane przeciw amnezji i nazbyt wybiórczemu traktowaniu najnowszej przeszłości. Powiada Szuber: „Przeciw amnezji została napisana ta mądra, pozytywna książka”.

I ma rację. Świętujący jubileusz 90 roku życia Kazimierz Buczek kreśli swoją lokalną historię, byśmy nie zapomnieli „jak to naprawdę było” i nie dali sobie wmówić, że było inaczej. Właśnie dla tej ludzkiej prawdy warto tej książce poświęcić chwilę uwagi.

Zatytułowana jest kronikarsko: Wspomnienia z lat 1946-2016 i stanowi kontynuację wcześniej wydanych w 2007 roku zapisków pt. Z Podola przez Syberię i Donbas. Ten pierwszy tom też zasługuje na lekturę – nie przez swoją wyjątkowość, ale przez typowość tułaczach losów Polaków. To ważne przypomnienie, gdy tak trudno wielu Polakom zaakceptować uchodźczy los innych narodów. Warto pamiętać, że my też nimi byliśmy i kto wie, może możemy się nimi stać w przyszłości.

Książkę spina swoista klamra. We wstępie Kazimierz Buczek pisze: „Są to wspomnienia bardzo osobiste i tylko w niektórych fragmentach zahaczają o sprawy ogólne, doświadczenie powszechne. Nie ma w niej opisów nadzwyczajnych zdarzeń lub spektakularnych epizodów, jest tylko praca, nauka i pokonywanie codziennych trudności, gdyż takie było moje przeznaczenie, mój los”. Książka daje autentyczne świadectwo temu losowi.

W zakończeniu zaś określa swój stosunek do opisanych zdarzeń, a zwłaszcza spotkanych na swojej drodze ludzi: „Na ogół ludzie w ciągu swego życia doznają krzywd lub dobroci od innych; stąd w pamięci pozostają ludzie dobrzy, źli, przyjaciele. Mnie los na drodze nie stawiał złych, wrogich; zdarzali się natomiast ludzie dobrzy i uczynni. Nie miałem wrogów, których bym zapamiętał, zaś jakieś zdarzające się incydentalne urazy szybko zapominałem i właściwie nie odnotowałem ich w książce”.

Jednak to nie jest zapis doświadczeń człowieka prostodusznego i naiwnego. Wprost przeciwnie. Pan Kazimierz Buczek przeszedł przez życie z oczyma szeroko otwartymi. Dostrzegał ludzką małość i głupotę, ale one się go nie imały. Tak wspomina doświadczenia z członkami partii, osławionymi pierwszymi sekretarzami, nawet z tajnymi służbami. Jednak tych doświadczeń nie demonizuje, nie kreuje się na bohatera ani na ofiarę. Po prostu je odnotowuje tak jak odnotowuje zmiany miejsc pracy i zmiany pór roku, czy swojej sytuacji rodzinnej. Taki był jego los.

Może warto jeszcze odnotować podsumowanie okresu PRL-u, w którym – przypomnijmy – przeminęło niemal całe życie bohatera od nauki w szkole średniej, poprzez zmieniane miejsca pracy i studia, a nawet dość długie dyrektorowanie w dużym państwowym zakładzie.

Jest też mowa o słynnych defiladach pierwszomajowych, jak i „pustych sklepach”. Ale to wszystko jest opisane jako część składowa ówczesnego życia, a nie fragment mitologii, którą budują prawicowi dziennikarze. Równie ochoczo wstąpili w szeregi propagandystów obecnej władzy, jak ich starsi koledzy i koleżanki z okresu słusznie minionego.

Otóż zdaniem Kazimierza Buczka należy przywrócić właściwe proporcje i należy pamiętać o tym, jak to naprawdę było. Należy się wystrzegać kłamstw, manipulacji i przeinaczeń. Posłuchajmy trzeźwego głosu Pana Inżyniera: „PRL to ‘dalszy ciąg okupacji’, ‘komuna’, ‘niewolenie’, ‘UB’, to ocet na półkach, ‘prześladowania patriotów’, a każdy, kto w tym okresie sumiennie pracował/służył, to – jeśli nie ‘zdrajca’ – i tak człowiek niegodny miana ‘patrioty’ czy choćby szacunku. Taki obraz Polski jest systematycznie wpajany i myślę, że w dużym stopniu utrwalił się w świadomości społeczeństwa. Problem polega na tym, że obraz ten jest nieprawdziwy; przedstawia tylko stronę negatywną życia w PRL i obraża dwa pokolenia Polaków, które w niezwykle trudnych warunkach odbudowały kraj ze strasznych zniszczeń wojennych, zagospodarowały Ziemie Odzyskane, stworzyły nowe gałęzie przemysłu, zbudowały miliony mieszkań… Dokonały takich zmian, których wcześniej nie odnotowano”.

No właśnie, tak było i większość z nas to pamięta.

I już na koniec uwaga o charakterze programowym, czy wręcz rodzaj wskazówki jak żyć: „Uważam, że obowiązkiem naszym jest zużywać energię na wszechstronny rozwój Kraju, zamiast tracić ją na krytykę, a co gorsze, na niszczenie tego, co stworzyli nasi poprzednicy”. Warto się wsłuchać w te proste wskazania zakorzenione w prostym, ale jakże niezwykłym życiu.

Stanisław Obirek

Wspomnienia z lat 1946-2016

autor: Kazimierz Buczek

Dane szczegółowe:

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.3/10 (6 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +7 (from 7 votes)
Stanisław Obirek: Nie miałem wrogów – spełnione życie inżyniera Kazimierza Buczka, 9.3 out of 10 based on 6 ratings

Jedna odpowiedź

  1. Klapaucjusz 2017-10-29