Dariusz Wiśniewski: Lekarz na razie nie przyjmuje

2017-10-29.

Głodujący lekarze rezydenci, medycy i ratownicy medyczni są osamotnieni.

Rządowe media chętnie przypominają, że status majątkowy pełnoprawnego lekarza jest relatywnie wysoki. A zawód lekarski powinien być – jak powiedział Marszałek Senatu, Stanisław Karczewski, chirurg z wykształcenia – bardziej ideową misją niż pracą zarobkową. Stąd już blisko do podejrzenia, że protestujący chcą poprzez zbiorowy szantaż „wyrwać” extra kasę z publicznych pieniędzy.

Rzecz jasna, kosztem innych grup pracowniczych.

Protest ma więc swoje ograniczenia.

Zyskał sympatię Polaków, ale nie ich masowe wsparcie. Grupy zawodowe, które mają się gorzej, nie poparły czynnie tej akcji. Poza tym, wielu obywateli – zwłaszcza ludzie młodzi – nie przejmuje się zbytnio stanem opieki zdrowotnej. Oczywiście, dopóki są zdrowi.

Premier Beata Szydło liczy więc na to, że protestujący wkrótce „wymiękną”. Jeżeli tak się stanie, najbardziej straci na tym obywatel, a dokładnie jego stan zdrowia.

Ale są i inne konsekwencje.

Zawód lekarza już mocno stracił na atrakcyjności. Młodzi ludzie, myślący o karierze lekarskiej, czy w ogóle w służbie zdrowia, wezmą teraz pod uwagę mniej ryzykowne propozycje. Ci, którzy mają dyplomy, albo je wkrótce otrzymają, z pewnością rozważą możliwość pracy za granicą. Aroganckie i pogardliwe zawołanie posłanki Józefy Hrynkiewicz (PIS) „niech jadą”, może więc zamienić się w rzeczywistość. Bezpośrednim następstwem takiego exodusu byłby głęboki kryzys w służbie zdrowia. Co więcej, z powodu braku dostępu do leczenia, za lekarzem wyjedzie również pacjent.

Polska przeznacza na ochronę zdrowia niewiele powyżej 4 proc. całości budżetu. Jesteśmy w Europie niemal na ostatnim miejscu w tej statystyce. Gorzej jest tylko w Turcji i na Łotwie. Niemcy czy Szwecja wydają na ten cel ponad dwa razy więcej. Niezadowolenie medyków jest więc uzasadnione.

Dlaczego więc rząd cynicznie „gra” zdrowiem społeczeństwa?

Nie chodzi tylko o pieniądze.

Polski rząd nie lubi rozmawiać z obywatelem i mu nie ufa. Społeczeństwo jest postrzegane przez PIS nie jako partner do dialogu, a raczej jako siedlisko problemów i zagrożeń. Rząd woli zatem komunikować się z oddalenia. Bezpośredni dialog i otwarta debata społeczna jest dla autorytarnej władzy formą uległości. I powodem do niepokoju. Lepiej zatem, żeby dialogu nie było. Jeżeli rząd jest zmuszony podjąć rozmowy, to reaguje bardzo nerwowo. I od razu mówi „nie”.

Rząd nie może jednak zignorować postulatów pracowników służby zdrowia tak, jak uczynił to w przypadku nauczycieli. Protestujący występują nie tylko w swoim imieniu; reprezentują również najważniejsze potrzeby społeczeństwa. Lekarze to także grupa, która – poza kilkoma wyjątkami – nie poddała się ideologii „dobrej zmiany” i może, przykładowo, zaprotestować przeciwko planowanemu przez PiS całkowitemu zakazowi aborcji. Rząd zatem będzie chciał coś ugrać w tych rozmowach, czyli inaczej  –  dokonać transakcji. Ale celowo ociąga się, pokazując z daleka nie tylko, że ma pieniądze, ale że to on będzie decydował. Więc to jeszcze trochę potrwa.

Proszę czekać.

Na razie lekarz nie przyjmuje.

Dariusz Wiśniewski

Ostanie wiadomości:

Pokazujemy, gdzie głodują rezydenci. Młodzi lekarze nie zamierzają się poddać

Marysia z Warszawy właśnie skończyła staż w szpitalu w Kielcach i czeka na wyniki konkursu, który rozstrzygnie, czy dostała się na rezydenturę w wymarzonej specjalizacji – radiologii. Rozmawiamy, siedząc na materacach w hallu Szpitala Pediatrycznego przy Żwirki i Wigury, na których śpią rezydenci. Marysia głoduje od 4 dni: „Już wcześniej pisałam do Porozumienia Rezydentów, że …

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.8/10 (4 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +6 (from 6 votes)
Dariusz Wiśniewski: Lekarz na razie nie przyjmuje, 7.8 out of 10 based on 4 ratings

Odpowiedz