Jerzy Szperkowicz: Wypieki

Print Friendly, PDF & Email

2017-10-30.

Sprawdzony sposób na skasowanie miejsca niewygodnych wydarzeń: obstawić blaszanymi osłonami i puścić  w ruch koparkę, Tak się właśnie dzieje w Warszawie przed Pałacem Kultury, na trawersie Teatru Dramatycznego. To tutaj Piotr S, z Niepołomic, chemik w sile wieku, targnął się na życie.

Wykopki potrwają, żeby taka działka nie kusiła naśladowców.

Po tygodniu kolejne niemłode warszawianki nie pokażą mi miejsca samospalenia, o czymś takim nawet nie słyszały… W przeciwieństwie do trzydziestolatka z załogi Pałacu.

Protest samospalenia wnieśli mnisi buddyjscy. Jest obcy naszej kulturze, obcy tradycji. Zawiera jednak gwałt na darze życia i dlatego nie może być ignorowany, przemilczany, deformowany ni relatywizowany. Tylko ktoś z telewizji Republika potrafi się publicznie chełpić: „trochę się pośmialiśmy nad tym samospaleniem”..

W dwudziestą rocznicę samospalenia Ryszarda Siwca na Stadionie X-lecia, pewny, że nikt więcej po ten akt desperacji nie sięgnie, proponowałem „Dzień opamiętania” – wysiłek na rzecz złagodzenia napięć w dyskursie publicznym. Założenie naiwne: jeśli  wybitne postaci zadeklarują, że idą w niepamięć  doznane i wyrządzone przez siebie krzywdy, atmosfera w kraju ulegnie oczyszczeniu.

Odzew był znikomy. Prymas Glemp uchylił się od udziału w projekcie, marszałka sejmu zaprzątały pomówienia lustracyjne, Mieczysław F, Rakowski poprosił o wybaczenie tych, którzy się na nim zawiedli, jedynie socjolog Janusz Reykowski postraszył hiszpańską drogą od inwektyw do okrucieństwa wojny domowej.

Od tamtej pory poziom złości w publicznych wymianach zwyżkuje. Zamiast celnych argumentów wulgaryzmy bywają przepustką do mediów. W miejsce dowcipu wkręca się chamstwo. A najbardziej boli dopuszczalność publicznego kłamstwa w żywe oczy.

Piotr S. nie miał ochoty dłużej przyglądać się temu. Czyż Polska po 28 latach niepodległości nie zasłużyła na coś lepszego?

„Zamarliśmy. Ludzie, media, politycy.. Nie wiedzieliśmy, co zrobić, jak się zachować, co powiedzieć – przyznała psycholożka Joanna Chmura w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Wielu wzięło na przeczekanie. Pani psycholog podała przyczyny: unikanie kontaktu z ludzkim bólem, niechęć do politycznego ładunku tragedii, wreszcie obawa, żeby nie podpaść.

Żadnych problemów z oceną protestu Piotra S. nie mają czynniki oficjalne. Minister Błaszczak nazwał go ofiarą propagandy totalnej opozycji.

Agencja TASS po samospaleniu Jana Palacha dowodziła, że uległ presji zachodnich znajomych: to miało być na niby i nawet nie boleć. Pierwsza „błyskawica” (wewnętrzna instrukcja dla mediów) po ofierze Ryszarda Siwca: zapaliła się wódka w pijaku. A Piotr S działał w depresji. Czyli wciąż ta sama obróbka wstępna – zniesławienie ofiary.

Minister wykluczył działania rządu z motywów  protestu Piotra S. Nie zdzierżył Krzysztof Ziemiec prowadzący rozmowę. W liście do społeczeństwa jest napisane, że protest dotyczy poczynań władzy – sprostował na wizji. Tego nie da się ani zagadać ani podważyć. „Chciałbym aby PIS-owska nomenklatura i prezes Kaczyński przyjęła do wiadomości, że oni są powodem mojego protestu, i że mają moją krew na rękach” brzmi odpowiedni fragment.

Minister zasłonił się ulubioną formułką Prezesa o opozycji, która dąży do obalenia legalnej władzy przez  ulicę i zagranicę. Pasowała. Protest zbiegł się z kongresami programowymi PiS i Platformy, a także z odwiedzinami Komisji Weneckiej i wizytatora praworządności ONZ.

Po trupach do celu – zatytułował swój komentarz Marcin Wybranowski z DoRZECZY. Ten cel, to wykreowanie ofiary reżimu. Potwierdzenie w niemądrym blogu Jana Hartmana: „Jeśli ten człowiek umrze, nasza niemrawa i nierówna walka z PiS-em zyska nowy symbol i nowego bohatera”. Pana profesora zawiodła chyba wyobraźnia. Przeciwstawienie się dewastowaniu systemu prawnego, ograniczaniu wolności obywatelskich wymaga czegoś zgoła innego, niż próby ognia.

Niepokorny publicysta Rafał Ziemkiewicz. nazywa Manifest Samospalenia piętnastoma bredniami, pożywką na miesiąc dla hien medialnych.

Skąd  takie zacietrzewienie? Zajrzyjmy do tekstu.

Po oczyszczeniu sądów ma przyjść czas na dekoncentrację mediów i ordynację wyborczą, już mówi się o połączeniu reformy szkół wyższych z lustracją kadry akademickiej. Ostrzej niż ktokolwiek przed nimi polemizuje ten rząd z centralą unijną i Niemcami.

Tylko, że cała ta krzątanina nie ma nic wspólnego z obiecywaną przez Jarosława Kaczyńskiego od lat budową nowego państwa. Przeciwnie, PiS całkowicie skupiony jest na postawionym  kiedyś (…) pytaniu Jana Olszewskiego: “Czyja Polska?”, pytania najważniejszego „Jaka Polska?” w ogóle sobie nie zadając. Obóz rządzący jest bez reszt pogrążony w sanacyjnym przekonaniu, że jeśli Polska będzie „nasza” – „oczyszczona” i „odzyskana”jedna dziedzina życia publicznego po drugiej to tym samym siłą rzeczy będzie taka jak trzeba.

Tymczasem państwo PIS po dwóch latach jego rządów to nadal kraj, którego rząd składa się np. z ponad stu ministrów i wiceministrów – absurd godny odnotowania w Księdze rekordów Guinnessa, a jego rozbudowane struktury urzędnicze służą tylko do bycia, podczas gdy realne rządzenie odbywa się za pomocą niekonstytucyjnych „gabinetów politycznych”. Nadal w tym państwie nie ma jednego systemu podatkowego, tylko de facto tyle, ilu jest urzędów skarbowych, bo szef każdego jest sobiepanem – u jednego odliczysz, u drugiego – nie. Rzecz dotyczy nie tylko podatków: uznaniowość decyzji urzędniczych na każdym szczeblu, brak procedury wymuszającej jednolite interpretacje i zasady, brak odpowiedzialności urzędników za podejmowane decyzje…

Gdybym chciał być wobec rządu bardziej złośliwy, zacytowałbym tu obszerne fragmenty exposé wygłoszonego dwa lata temu przez premier Szydło. Ileż było tam obietnic! Ot, choćby podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł. I to z solennym zapewnieniem, że wszystkie one zostaną spełnione w ciągu pierwszych stu dni rządów!

Przytoczone słowa krytyki nie pochodzą z Manifestu samospalenia, lecz z laurki przygotowanej na drugą rocznicę przejęcia władzy przez PiS. Rządzący, zawsze chorobliwie reagujący na krytykę, tym razem , kiedy zbiegła się ona z protestem samospalenia, mogli ją uznać za błąd, a nawet zdradę. Przerażony krytyk rzucił się odpokutować winę atakami na opozycję.

Skoro uważają ten reżim za taki zły to dlaczego nie podpalają się sami, a tylko kibicują –  zapytał.

To my mamy się obudzić –  przesłanie Piotra S. trafnie odczytał Jarosław Kurski, zresztą jego rówieśnik. Protest nie zwołuje naśladowców. Jest upomnieniem dla ludzi z narzędziami wpływu na współobywateli, że nie nauczyli ich cywilizowanych sposobów forsowania swoich racji.Okrutna forma samospalenia  odpowiada pilności zadania — nie ma na co i na kogo czekać.

Justyna Dąbrowska i Ewa Siedlecka uratowały honor Facebooka swoim tekstem o samospaleniu. Nie mogę jednak zgodzić się z red. Siedlecką, która na innych łamach dowodzi, że w pewnych okolicznościach człowiekowi pozostaje tylko ofiara własnego ciała. Do protestu Piotra S. zostaje dołączony dyżur głodowy lekarzy rezydentów. Ci osiągnęli bardzo wiele – wskaźnik 6,8 proc PKB na  ochronę zdrowia został utrwalony w świadomości społecznej i już nie da się stamtąd wypłukać. Jednak układanie budżetu państwa w rytmie głodówki grupowej nie jest procedurą praktyczną. Głodujący uwierzyli w codzienne przechwałki rządowe o rekordowej nadwyżce w budżecie, po którą wystarczyłoby sięgnąć, gdyby rzeczywiście istniała.

Dlatego zamiast ofiary ciała, tu zdrowia, rozsądniej jest szukać oparcia obywatelskiego. PiS chce zabrać Warszawie Plac Piłsudskiego –  powołujemy komitet obrony. Stacja telewizyjna  trąbi o nożowniku ze Stalowej Woli, a o samospaleniu w Warszawie ledwie bąknęła. Musi się od widzów dowiedzieć, że te proporcje są chybione.

Na szczęście publiczność sama wpada na zalety działania zbiorowego. Ostatnie lata, a nawet miesiące, przyniosły znaczny wzrost liczby bytów wspólnego celu. To bardzo dobrze. W pojedynkę trudniej obronić swoje prawa i godność.

Jeśli wierzyć Agnieszce Holland, wybitnej twórczyni filmowej, ogień nie tylko niszczy, ale i oświetla.  Podobnie jak gniew. W pierwszym przypadku potrzebna jest ciemność, w drugim – zmowa milczenia. Na planie filmowym żywe pochodnie płoną z komputera, a gniew nie schodzi ze ścieżki dźwiękowej.  W życiu rodzimy się i umieramy naprawdę.

Jerzy Szperkowicz

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (28 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +24 (from 28 votes)
Jerzy Szperkowicz: Wypieki, 10.0 out of 10 based on 28 ratings