Ludwik Turko: Skojarzenia przedzaduszne 2017

2017-11-01.

Pomiędzy krystalizującym się Halloween á la polonais a Dniem Wszystkich Świętych dopadło mnie dziś nieoczekiwane przypomnienie. Pod Wulkanem Malcolma Lowry’ego, kanon światowej literatury, spotkany w niezwykłym dlań miejscu i czasie – Zakład Karny w Strzelcach Opolskich, luty stanu wojennego 1982.

Akcja Pod Wulkanem jest ograniczona do jednego dnia w listopadzie 1938 roku, Dnia Zmarłych i ścieśniona do niewielkiego post–azteckiego regionu Quaunahuac. Jest wciągającym mrocznym zapisem fizycznej i psychicznej autodestrukcji, wędrówki przez labirynt własnych emocji i odczuć, niejasno rozświetlanego zwodniczymi światełkami uczuć. Jest zapisem wędrówki samotnika w niezrozumiałym krajobrazie odmiennej kultury i odmiennych reakcji. Jest też odkrywaniem niezrozumiałości i obcości w najbliższym sobie otoczeniu, tej samej kultury i takich samych wydawałoby się reakcji. Jest wreszcie metaforą ówczesnego świata nie mogącego się uporać z wciąż narastającym i coraz bardziej anachronizującym się „brzemieniem białego człowieka”.

Nie znałem wcześniej Pod Wulkanem, okazja trafiła się dopiero tam, w ZK Strzelce Opolskie, dokąd trafiłem przeniesiony karnie z ośrodka dla internowanych w ZK Nysa – w kilkunastoosobowej grupie podobnych mi niepokornych. Formalnie rzecz biorąc, był to również ośrodek dla internowanych, aczkolwiek z prawie pełnym rygorem więziennym – ostrzyżone krótko włosy, likwidacja podówczas popularnych wśród opozycjonistów bród i wąsów, przebranie w szare więzienne czapki i kurtki z pięknie wydzierganym na plecach czarnym napisem ZK Strzelce Opolskie. Zamknięte cele z półgodzinnym dziennym spacerem – internowany to ma klawe życie! Komendantem tego ZK był niejaki major G., wyjątkowa kreatura nawet jak na stan wojenny. Przywitał naszą grupę jeszcze na dziedzińcu, w asyście strażników i psów służbowych, wygłaszając krótkie acz treściwe stwierdzenie – znaleźliście się tu, bo nie potrafiliście docenić warunków, jakie mieliście w poprzednim ośrodku. Tutaj jest dyscyplina… Codziennie składał wizyty poranne w naszych celach, przeważnie w asyście szefa służby ochrony, dość nikczemnego wzrostem osobnika, ale zawsze o dłoniach odzianych w błyszczące skórzane rękawiczki.

Gdy dziewięć lat później zostałem posłem RP Sejmu dowiedziałem się przy jakiejś okazji co tam słychać u majora G. Okazało się, że podpułkownikowi G. nieźle się służbowo wiodło. Nie był już wprawdzie komendantem ZK, ale się ostał jako dyrektor jakiegoś tam departamentu w Służbie Więziennej i cieszył się dobrą opinią. Mogłem wprawdzie wtedy jakoś skomplikować zapewne życie panu dyrektorowi, ale – prawdę mówiąc – nie chciało mi się. Gdzieś tam trzeba byłoby jechać, z kimś tam porozmawiać… O czym właściwie – o więziennych kurtkach i czapeczkach?

Póki co, w ZK Strzelce Opolskie trzeba było coś robić z tym wolnym czasem, trzyosobowa cela szybko wyczerpała swe możliwości konwersacyjne. Okazało się, że biblioteka ZK była nieźle zaopatrzona, a większość z zamawianych przez nas książek sprawiała wrażenie całkiem nieużywanych. Tak też znalazłem się Pod Wulkanem. Parę godzin dziennie niezakłócanej lektury – aż do niezakłóconego końca. W parę dni po przeczytaniu ostatniej strony, po przetrawieniu ostatniego zdania – „Ktoś wrzucił za nim zdechłego psa do wąwozu” – przyszło polecenie pakowania się – opuszczacie nas!

Ogarnęła mnie nieprzeparta pokusa – więzień bibliotekarz ze swym wózeczkiem pojawi się dopiero za dwa dni, wychodzę teraz, nie będę oszczędzał komuny, niech mają za kurtkę i czapkę, biorę ze sobą Lowrego. Spokojnie i bez skrupułów wcisnąłem książkę między swoje rzeczy i wraz ze strażnikiem poszliśmy do więziennego działu przyjazdów/odjazdów. Wszystko szło gładko aż do momentu, gdy urzędnik zajrzał do jakiejś rubrykowanej księgi, przejechał palcem po tabelkach i stwierdził – tu jest, że macie jeszcze jakąś nierozliczoną książkę z biblioteki. Macie? No cóż, miałem …

Biorąc pod uwagę, że owo opuszczenie ZK Strzelce Opolskie okazało się opuszczeniem na rzecz Aresztu Śledczego we Wrocławiu, to być może ta dociekliwość uchroniła mnie przez zarzutem zagarnięcia mienia państwowego – na co były i są odpowiednie paragrafy KK. Sprawa jednak jest od dawna przedawniona, patrzę więc śmiało w przyszłość.

Ludwik Turko

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (8 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +13 (from 13 votes)
Ludwik Turko: Skojarzenia przedzaduszne 2017, 10.0 out of 10 based on 8 ratings

2 komentarze

  1. A. Goryński 2017-11-02

Odpowiedz