Telewizja pokazała (387)

2017-11-03.

Czynny gen. brygady ocenił zmiany w wojsku:

Co może myśleć o polskiej armii młody, zdolny człowiek, do którego wciąż docierają sprzeczne informacje o priorytetach wojska, o jego sile i znaczeniu, o ciągłych reformach w strukturach dowodzenia w siłach zbrojnych? Czyż nie będzie stawiał pytań: Jaki jest sens i czy warto być żołnierzem?

Zwrócił się też do żołnierzy:

Musicie być wolni! Nie możecie ulec postawie wyrażonej słowami: byle tylko przetrwać i nie narazić się nikomu. (…) Możecie stracić wszystko, co można kupić za pieniądze, ale nie pozwólcie na utratę tego, czego za żadne pieniądze kupić się nie da – spokoju sumienia.

Tym odważnym generałem jest biskup polowy Józef Guzdek. Macierewicz nie może go ani zdegradować, ani odwołać.

* * *

Okazuje się, że handel w niedzielę łamie konkordat. Jakoś nikt przedtem tego nie zauważył.

Konkordat, artykuł 9.

1. Wolne od pracy są niedziele i następujące dni świąteczne:
a) 1 stycznia – uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki Maryi,
b) drugi dzień Wielkanocy,
c) dzień Bożego Ciała,
d) 15 sierpnia – uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny,
e) 1 listopada – dzień Wszystkich Świętych,
f) 25 grudnia – pierwszy dzień Bożego Narodzenia,
g) 26 grudnia – drugi dzień Bożego Narodzenia.

2. Rozszerzenie powyższego wykazu może nastąpić po porozumieniu Układających się Stron.

Jeżeli teraz rząd zdecyduje, że dwie niedziele w miesiącu będą pracujące, to będziemy łamali konkordat tylko dwa razy w miesiącu.

* * *

Gdybym prowadził jakiś portal – wp czy Onet – to bym wrzucił tytuł: Pawłowicz chce od Jurka Owsiaka 20 tys. zł za seks!

Oczywiście z tekstu wiadomości dowiedziano by się, że Pawłowicz chce tych pieniędzy w ramach kary za to, że na Przystanku Woodstock Owsiak powiedział ze sceny:

Niech pani spróbuje seksu. Poczuje pani motyle w brzuchu, rozluźnione plecy. Poczuje pani kwiat we włosach i przez to może się też w głowie poukładać.

Owsiak potem przeprosił, ale przeprosiny nie zostały przyjęte. Pani poseł nie zgodziła się też na polubowne załatwienie sprawy.

* * *

Dzieje się tyle, że gdy wysyłam do publikacji swój tekst, to mam już gotowy co najmniej jeden następny. A teraz będzie się dziać jeszcze więcej. PiS zamierza utworzyć Instytut Solidarności i Odwagi, który ma się zajmować upamiętnieniem i uhonorowaniem osób żyjących, zmarłych lub zamordowanych, zasłużonych dla Narodu Polskiego, w kraju i za granicą oraz wspierać pielęgnowanie pamięci lub niesienia pomocy osobom narodowości polskiej lub obywatelom polskim innych narodowości będącym ofiarami zbrodni sowieckich, nazistowskich zbrodni niemieckich, zbrodni z pobudek nacjonalistycznych lub innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodni wojennych, w okresie od dnia 8 listopada 1917 r. do dnia 31 lipca 1990 r.

Instytut będzie mógł ustanawiać i finansować stypendia „dla wspierania badań naukowych, działań edukacyjnych i kulturalnych”.

Instytut będzie podlegał ministrowi kultury i jeszcze w tym roku ma otrzymać 75 mln zł.

Dowiemy się więc, ilu szlachetnych ludzi wydała Polska i ilu wrednych, a działalność Instytutu będzie tematem wielu naszych publikacji. Ciekawe, czy przy odkryciu nowych faktów, a także przy zmianie kursu partii rządzącej, będą miały miejsce rewizje postaci wyniesionych bohaterów, tak jak to miało miejsce w ZSRR. (Nie w sowietach, do cholery, sowiety to po polsku rady – zatrudnijcie może w Instytucie językoznawcę!).

* * *

Niedawno urodziła się wcześniej dziewczynka. W szpitalu chcieli ją zaszczepić, ale rodzice nie wyrazili zgody, a kiedy lekarze chcieli zignorować ich wolę, zabrali dziecko ze szpitala i ukryli.

Media ich rozjechały i wiele padło słów o ciemnocie i średniowieczu. Teraz Sąd Rodzinny w Białogardzie prowadzi postępowanie o częściowe ograniczenie praw rodzicielskich rodziców. Wcześniej Sąd Rejonowy w Warszawie wydał orzeczenie, w którym stwierdził, że brak szczepień przez rodziców nie stanowi bezpośredniego zagrożenia dla dziecka; są to zabiegi o charakterze profilaktycznym i z tego powodu nie jest uzasadnione kierowanie wniosku o ograniczenie władzy rodzicielskiej. Sąd uznał, że dopóki nie zostaną wykonane badania odporności dziecka, rodzic ma prawo mieć obawy dotyczące wykonania szczepień. Ale szpital się odwołał i sprawa ponownie wróciła do sądu.

A teraz podano w TVN, iż szpital chciał zaszczepić wcześniaka preparatem, który nie został dopuszczony w Polsce do powszechnego użytku.

Podczas rozprawy przed budynkiem białogardzkiego sądu miał miejsce protest Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Wiedzy o Szczepieniach. Napis na transparencie: „Dzieci należą do rodziny, nie do urzędników medycznych”.

* * *

Prof. Monika Płatek (GW):

To, co się teraz dzieje, jest konsekwencją dwóch kluczowych momentów. Pierwszym było odebranie za PO tzw. ubekom w 2009 r. części emerytur. Uderzono jak cepem arbitralnie w całą grupę ludzi pracujących w czasach PRL w policji, urzędzie MSW itp. Pokazano, że tak można – i co gorsza, Trybunał Konstytucyjny to klepnął, pomimo ważnego i znamiennego zdania odrębnego m.in. sędzi Ewy Łętowskiej.

Drugim była ustawa Gowina z 2013 r., barbarzyńsko nazywana ustawą o bestiach, która uświadomiła politykom, że można bezkarnie, przy pełnym społecznym aplauzie i braku refleksji, złamać główne zasady prawa karnego. Złamano zasadę, że prawo nie może działać wstecz; że nie można dwa razy karać z to samo, że nie można karać surowiej, stosować praktycznie bezterminowej izolacji i że nie można pozbawienia w takich warunkach wolności nazywać terapią.

To był Rubikon?

Tak, bo jeśli raz organy państwa obsadzone przez jedną polityczną ekipę łamią prawo, to dlaczego później nie może tego robić inna ekipa? Czy państwo, które bezkarnie łamie przyjęte zobowiązania, jest nadal demokratycznym państwem prawa, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej?

Były i inne błędy pierworodne. Nie wprowadza się na początku drogi nowego laickiego demokratycznego państwa religii do szkół, łamiąc przy tym obowiązujące prawo. To komunikuje, że nadal akceptujemy zasadę „bardziej równych”. Wczoraj to byli partyjni, dziś są kościelni. (…)

Co należało zrobić?

Zmieniać Polskę, ale mając na uwadze fakt, że jesteśmy młodą demokracją z wiekowymi tradycjami pańszczyźnianego niewolnictwa, z poczuciem niedocenienia rzesz ludzi, z kipiącą w wielu z nas niechęcią do tych, którym się udaje. Religia powinna zostać w salkach katechetycznych. Radio Rydzyka mogło być radiem Kuronia, a młodym i bez kasy powinno się zapewnić nie gorsze szanse rozwoju niż młodym i bez kasy za PRL–u.

W ostatnim dwudziestoleciu dorobiliśmy się wspaniałej, nowoczesnej infrastruktury. Zmieniliśmy oblicze Polski w kraj rozwinięty i nowoczesny, ale nie dość zadbaliśmy o rozwój i nowoczesność ludzi. Za dużo było o kasie, za mało o szacunku dla człowieka. Za dużo poświęconych „w imię” i wykluczonych: niebogaci młodzi, kobiety, ludzie starsi, z niepełnosprawnościami, cała społeczność LGBTQA+. Demokracja rozbudziła aspiracje równościowe, przywróciła nadzieje. Klasa polityczna zawiodła. A człowiek potrzebuje nie tylko zjeść, ale też zachować godność. Ktoś, czyją godność szargamy, wyjedzie, wykończy się albo pójdzie za każdym, kto da mu poczucie wspólnoty i sensu.

W Polsce jest dziś rzesza ludzi przekonanych, że nadszedł czas wyrównania rachunków, że nareszcie dostają to, co im się należy. Odpryskiem tego przekonania jest poczucie, że mogą bezkarnie poniżać innych ze względu na odmienne pochodzenie, kolor skóry, orientację seksualną czy płeć. (…)

Parę dni temu były minister zdrowia w rządzie PO stwierdził, że w sprawach dotyczących kobiet i regulacji praw reprodukcyjnych wypracowano kompromis. Czyżby? Przecież dogadywanie się z jakąś instytucją, w tym przypadku z Kościołem, drogą kupczenia zdrowiem, wolnością i autonomią ponad połowy społeczeństwa nie jest żadnym kompromisem, tylko ordynarnym handlem! (…)

Kto sankcjonuje stary porządek?

Choćby Kościół katolicki, który za wszelką cenę stara się podtrzymać kulturowe różnice między kobietą a mężczyzną.

Po co miałby to robić?

Jeśli zakwestionujemy wpajane mężczyznom, także w trakcie ceremonii ślubnej, przekonanie, że to oni są głowami rodzin, upada argument uzasadniający podtrzymywanie hierarchicznego porządku w rodzinie, a w konsekwencji i w obrębie własnej struktury. Traci wartość, znaczenie i rację bytu główna zasada obowiązująca w męskim świecie Kościoła katolickiego, według której kobiety, z racji swej odrębności i podrzędnej inności, nie są dopuszczane do kapłaństwa.

Byłoby jednak coś za coś. Na przykład dostrzeglibyśmy, że w Polsce szesnastolatka, która rodzi dziecko, a nie ma męża, nie ma też praw do swojego dziecka ani do samej siebie. I to, że wysyłamy kobietę wcześniej niż mężczyznę na emeryturę jako zużytą na rynku pracy, by pracowała bez zapłaty. Na dodatek bez żenady nazywamy ją składnikiem „kapitału opiekuńczego”. Może oburzyłoby nas wreszcie to, że kobiecie płaci się mniej, bo jest kobietą, a żyje dłużej, skazuje się ją nierzadko na upokarzającą wegetację w ubóstwie.

Takie traktowanie kobiet jest treningiem do gorszego traktowania innych grup ludzi, którzy znaleźli się na słabszej pozycji: niekatolika, geja, osoby z niepełnosprawnością czy uchodźcy. (…)

Włodzimierz Cimoszewicz, którego lubię i szanuję, nie dostrzega, że wrzucając w 2004 roku do sejmowej „zamrażarki” (był wtedy marszałkiem sejmu) projekt ustawy o związkach partnerskich, sam pokazał, że można tworzyć „obcego” i marginalizować całe grupy społeczne. To nie Kościół tylko władza ma za zadanie tak tworzyć prawo, by promować równość, a zwalczać dyskryminację.

Włodzimierz Cimoszewicz zapomina też, że gdy był u władzy, biskupi także święcili państwowe budynki, a politycy biegali z mszy na mszę, jak dziś. Takie praktyki godziły w artykuł 25 konstytucji mówiący o rozdziale Kościoła od państwa, obrażając przy okazji duże grupy obywateli innego niż rzymskokatolickie wyznania.

W pierwszym artykule konkordatu zapisano, że Kościół i państwo respektują wzajemnie swoją autonomię i szanują prawa. To nie kwestia zachowania Kościoła jest tu najważniejsza – on robi tylko to, na co pozwala mu władza. Jeśli władza daje mu niezmierzone grunty, cenne budynki i pieniądze, jeżeli wpuszcza go do szkół, zaprasza do udziału w państwowych ceremoniach, to dlaczego Kościół ma tego nie wykorzystać? Biskup, który jest beneficjentem takiej polityki państwa, myśli sobie: niby czemu mam tego nie robić, skoro w zamian załatwiam świeckim sprawy duchowe?

Swoją drogą, to powszechne dziś zapraszanie na uroczystości uniwersyteckie kościelnych hierarchów jest dla mnie wręcz nieprzyzwoite. Jeśli już, to zadbajmy o pokazanie obecnej różnorodności religii i wyznań. I o to, żeby w pierwszych rzędach jednak widać było akademię!

Co będzie, gdy któregoś dnia jednak polskie kościoły opustoszeją? Bądź co bądź Kościół jest w Polsce spoiną społeczną.

Nie jest żadną spoiną, bo wyklucza inne organizacje. Sytuacja, w której Kościół jest w jakiejś wsi czy miasteczku jedyną organizacją, oznacza, że władza nie uruchomiła ani nie wspomogła żadnych organizacji pozarządowych ani innych ciał społecznych umożliwiających różnorodność. (…)

W Polsce jest niedostatek chrześcijańskiego ducha i przerost katolicyzmu na pokaz. To katolicyzm wyrosły na gruncie totalitarnego państwa, z którym Kościół potrafił się świetnie dogadywać.

Mam dwóch przyjaciół: jeden jest księdzem w Nowej Zelandii, drugi – w Australii. Razu pewnego spieraliśmy się w sprawach wiary. Chcąc uciąć spory, poprosiłam, by powiedzieli, kiedy nastanie w Polsce taki katolicyzm, jaki jest w Australii czy Nowej Zelandii. „Dziecko, przez najbliższe 50 lat w ogóle na to nie licz – zgasił mnie jezuita. – Wasz katolicyzm jest komunistyczny, totalitarny i jeszcze długo nic w nim nie pęknie”.

Kościół katolicki w Polsce przejął wiele fatalnych cech systemu, z którym jeszcze niedawno pomagał nam walczyć. Stało się tak między innymi dlatego, że w 1989 roku popełniliśmy błąd, uznając, że nadszedł czas, by mu się odwdzięczać. Tymczasem Kościołowi nic się od państwa nie należało. Jaruzelski, wprowadzając stan wojenny, zrobił Kościołowi prezent, bo od 1982 roku mieliśmy poczucie, że to w Kościele jest prawda, pomoc i braterstwo.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\jak Jezus.png

* * *

Zbliża się marsz Niepodległości. Policja ma już wypróbowaną praktykę ochrony ludzi przed atakami „patriotów”.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\marsz niepodległości 1.jpg

* * *

Trochę matematyki.

Rząd zamierzał przywrócić zdobycze PRL i wprowadzić gabinety dentystyczne do szkół. Zamiast tego będzie 16 dentobusów – po jednym na województwo – które będą objeżdżać szkoły i leczyć dzieci.

W Polsce uczy się około 5 mln dzieci, a więc na jeden dentobus wypada około 300.000 uczniów. Przyjmując że dentobus pracuje przez 300 dni w roku, wypada do przebadania po około 1000 uczniów dziennie. To by było możliwe przy założeniu że każdego ucznia bada się 2 minuty. Jeżeli w dentobusie będzie 7 stanowisk i tyluż dentystów to otrzymamy akurat normę krajową – tyle teraz lekarz ma na przyjęcie jednego pacjenta.

Zadanie: jakie wymiary powinien mieć dentobus żeby zmieściło się w nim 7 stanowisk dla dentystów?

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\cofnąć czas.jpg

 

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.7/10 (20 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +21 (from 21 votes)
Telewizja pokazała (387), 9.7 out of 10 based on 20 ratings

3 komentarze

  1. A. Goryński 2017-11-03
  2. A. Goryński 2017-11-04

Odpowiedz