Zbigniew Szczypiński: O prawie, sprawiedliwości…

2017-11-07.

…i moralności w naszych czasach

A to ładne, a to smaczne!

Przez światowe media przetacza się fala artykułów informujących jacy to ważni ludzie współczesnego świata korzystali z tzw. rajów podatkowych  aby uciec przed fiskusem, czyli nie płacić podatków. Podatków, jako daniny należnej wspólnocie w której żyją, z której państwo ma obowiązek realizować takie cele, jak obronność, opieka zdrowotna, pomoc socjalna dla biednych członków wspólnoty, edukacja, bezpieczeństwo wewnętrzne i wszystko, czego tam jeszcze chcecie od państwa.

Wyciekły papiery z pewnej kancelarii prawnej oferującej usługę, dzięki której można było nie płacić należnych podatków i nie ponosić za to odpowiedzialności.

Na liście klientów znajdujemy głowy koronowane , artystów – celebrytów, ministrów rządów światowych mocarstw. To nie są osoby z „szemranego półświatka”, to są osoby tworzące elitę swoich społeczeństw.

Jeżeli jest tak, jak ustaliło dziennikarskie śledztwo, a nie ma powodów aby wątpić, to mamy problem.

Jeżeli takie działania podejmują ludzie, którzy nie żyją „od pierwszego do pierwszego”, którzy mają niekiedy bardzo wielkie pieniądze, którzy zajmują takie pozycje i pełnią takie role społeczne w swoich wspólnotach – to czego oczekiwać od innych, malutkich, niezamożnych?

Prawo podatkowe wyraża to, jak definiowana jest we wspólnocie państwowej zasada sprawiedliwości społecznej. Ustawa podatkowa przyjmowana jest w procesie legislacji w parlamentach, w niej określone są progi podatkowe, ich liczba i stawki. Prawo reguluje również wyłączenia i ulgi. Prawo podatkowe – to bardzo złożony i skomplikowany system. Poruszanie się w tym systemie jest trudne i wymaga głębokiej wiedzy i dużej wprawy. To obszar doskonałości, który mogą zagospodarować wyspecjalizowane firmy, kancelarie prawnicze.

Są takie firmy, są takie kancelarie, oferują takie usługi.

Ale nie ma obowiązku korzystania z nich. Jeżeli ktoś wynajmuje i opłaca taką usługę – jak uniknąć płacenia podatku i nie złamać przy tym obowiązującego prawa, nie pójść za to do więzienia – musi się liczyć z oceną takich zachowań.

Taka ocena to mała sprawa dla wielu małych ludzi, ale nie dla królowej brytyjskiej, nie dla ministrów rządu Stanów Zjednoczonych AP, nie dla uznanych artystów światowych scen.

Zastanawiam się: co może być motywem takich działań, co pcha takich ludzi do stawania się klientami takich kancelarii? Czy to głupota, czy chciwość?

I chciwość i głupota!

Jak dotychczas  nie ma polskich śladów tej sprawy, jak dotychczas…

Niezależnie od wyników tamtego dziennikarskiego śledztwa dobrze wiemy, że w Polsce też pracują kancelarie prawne „optymalizujące” zeznania podatkowe swoich klientów. Tak jest teraz, tak było za poprzednich rządów.

Nie mam teraz wpływu na kształt rozstrzygnięć prawnych. Niech to teraz robią inni, ale zawsze się „spieniam”, gdy widzę lub słyszę ludzi mówiących wielkie słowa o patriotyzmie, o miłości Ojczyzny, o potrzebie bycia solidarnym i wrażliwym na ludzką krzywdę czy nieszczęście, a jednocześnie wiem, że osoba ta robi wszystko, aby uniknąć płacenia podatków w ogóle, albo przynajmniej zaniżyć ich wymiar jak tylko się da.

„Optymalizowanie” podatków to jedno, druga sprawa to korzystanie przez prezesów, dyrektorów i innych dużych menedżerów z możliwości jakie daje/dawała ustawa o zatrudnieniu w korporacji czy firmie na stanowisku kierowniczym jako jednoosobowa firma – i tym samym płacenie (od swoich bardzo najczęściej wysokich poborów) niskiego zryczałtowanego podatku, jaki płacą firmy właśnie.

Pomyślmy: bywa, że prezes otrzymujący 50, 70, 100 tysięcy złotych miesięcznie jako wynagrodzenie za pracę – płaci mniej podatku niż jego najniższy szeregowy pracownik. I to zgodnie z prawem!

Ale czy zgodnie ze sprawiedliwością? Utrzymujemy absurdalną dysproporcję wysokości płac; powtarzam: płac, a nie zysku, który przedsiębiorca może wypracować, oferując swoje wyroby na rynku.

Głośno było niedawno o proteście lekarzy-rezydentów, którym państwo (po sześciu latach trudnych studiów, po odbyciu rocznego stażu i zdaniu państwowego egzaminu) proponowało 2300 złotych uposażenia za pracę polegająca na leczeniu chorych ludzi.

Minister zdrowia, też lekarz, dowodził, że państwo nie ma pieniędzy na podwyżki, że za parę lat sytuacja w służbie zdrowia się poprawi…

W tym samym państwie utrzymywana jest absurdalna dysproporcja plac w spółkach Skarbu Państwa, państwowych przedsiębiorstwach działających w oparciu o Kodeks Handlowy – gdzie prezes otrzymuje pobory w wysokości przekraczającej często 100 tysięcy złotych miesięcznie (i pewnie też płaci zryczałtowany 19% podatek jako autofirma).

Obserwacja potoczna pozwala na postawienie hipotezy, że jest to powodowane politycznym interesem rządzących. Posada prezesa takiej spółki to przecież łup polityczny, czyli dobro w dyspozycji prezesa wszystkich prezesów. Dobro, służące przede wszystkim do nagradzania „swoich”.

Liczba takich stanowisk jest znaczna. Występują na poziomie centrali – ale i na poziomach województwa, powiatu, miasta. Wystarczy się rozejrzeć!

Kulminacja tego świństwa następuje wtedy, gdy decydenci – ale i beneficjenci – tego układu zabierają glos na forum publicznym. Gdy znów lecą wielkie słowa – Ojczyzna, Patriotyzm, Solidarność, Honor… A nawet Bóg też się – bywa – zaplącze.

Naprawdę myślicie, że tego nie widać, że „ciemny lud” wszystko kupi?

I na koniec jeszcze jeden kwiatek z tej samej łączki. Mamy, tak sądzę, okres wzmożenia politycznego. Odczuwają go wszyscy wrażliwi ludzie. W różnym stopniu. Zawsze jednak znacznym; w krańcowym przypadku, jak u Piotra, ostatecznym.

Uczestniczę w wielu spotkaniach, dyskusjach, panelach, na których ludzie dyskutują nad tym co się w Polsce stało, co się w niej dzieje. Te spotkania organizują różne instytucje działające w Polsce, jeszcze nie poddane nowej władzy.

Dzieje się.

Mam jednak kłopot związany z tym, że jak doniosła Gazeta Gdańska – uczestnicy tych spotkań, zaproszeni do Gdańska goście, otrzymują od organizatora wysokie (w mojej ocenie za wysokie) honoraria. Mój kłopot polega na tym, że nie wiem, czy osoby prowadzące spotkania przyjechały do Gdańska na fali wzmożenia obywatelskiego czy dlatego, ze honorarium było tak atrakcyjne.

To oczywiste: zapraszamy interesującego rozmówcę na spotkanie, zapewniamy mu transport, proponujemy honorarium – ale czy jest w porządku, gdy za godzinę uczestnictwa w trzyosobowym panelu honorarium wynosi więcej niż mediana średnich miesięcznych zarobków w Polsce?

Nie wiem i nie chcę wiedzieć jak wyglądały – i czy w ogóle były – negocjacje między zapraszającym, a zapraszanym. Pamiętając jednak, że nie wszystko co zgodne z prawem jest zgodne z moralnością – wolałbym aby Gazeta Gdańska nie miała następnych takich wiadomości dotyczących wydarzeń, w których uczestniczę.

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (9 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +15 (from 15 votes)
Zbigniew Szczypiński: O prawie, sprawiedliwości..., 10.0 out of 10 based on 9 ratings

Jedna odpowiedź

Odpowiedz