Andrzej Markowski – Wedelstett: W cieniu Puszczy Białowieskiej

2017-11-14.

Puszcza Biała to kompleks leśny, ciągnący się od Pułtuska Po Ostrów Mazowiecką. Ściślej: resztki dawnej kniei, z jakiej głównie pozostał na mapie fizycznej kraju szumny napis PUSZCZA…

Więc inaczej: Puszcza Biała, to smutna pozostałość po wspaniałych, równych niemal Białowieskim ostępach. Ale tak było jeszcze jakieś dziesięć lat temu… Część Niziny Mazowieckiej zdominowana przez drzewostan sosnowy. Powierzchnia tego obszaru wynosi ponad osiemdziesiąt km kwadratowych.

Od XIII w. ten obszar należał do biskupów płockich, rezydujących najczęściej w Pułtusku. Piecza nad zasobami Puszczy spowodowała, że jeszcze w XVIII w. jej tereny były najsłabiej zaludnione na Mazowszu. Rolę pozwolono uprawiać tylko na niewielkich dokładnie wyznaczonych obszarach. Tępiono samowolne karczowanie lasu.

Upadek Rzeczypospolitej doprowadził do przejęcia Puszczy przez zaborcę, co w XIX w. doprowadziło do radykalnej dewastacji jej lasów. Pierwsze próby ratowania Puszczy podjęto po 1880 roku. Kolejne w dwudziestoleciu międzywojennym i po drugiej wojnie światowej.

Pod koniec XX w. kompleks przyrodniczy zaczynał przypominać bory znane z literatury pięknej, naukowej i dokumentalnej dawnych dziesięcioleci. Tam, od lat siedemdziesiątych ub. stulecia już bywałem, więc pamiętam. Tej odnowie znacznie się przyczyniło ograniczenie w latach dziewięćdziesiątych zanieczyszczenia atmosfery przez przemysł, produkujący tzw. kwaśne deszcze, mocno szkodzące faunie i florze.

Początek obecnego stulecia zdawał się przynosić Puszczy nowe profity. Pozostałości po niej wpisano do programu sieci obszarów objętych szczególną ochroną przyrody na terytorium Unii Europejskiej – „Natura 2000”. Jego scenariusz stanowi zachowanie określonych typów siedlisk przyrodniczych oraz gatunków, jakie są uważane za cenne i zagrożone w skali całej Europy. Założenia programu mają tworzyć wspólne krajów europejskich działania na rzecz zachowania dziedzictwa przyrodniczego Europy w oparciu o jednolite prawo optymalizujące koszty i potęgujące efekty korzystne środowisku.

Prawo to zobowiązuje każdy plan lub przedsięwzięcie, jakie potencjalnie mogłoby wpływać na obszar „Natura 2000”, aby był – przed zezwoleniem na zmiany – oceniony pod kątem tego wpływu. Nie można zezwalać na realizację przedsięwzięcia, którego wpływ na taki obszar byłby znacząco negatywny. Obowiązuje przy tym zasada ostrożności: wszystkie racjonalne wątpliwości muszą być interpretowane na korzyść ochrony obszaru. Organ sprawujący nad nim nadzór jest zobowiązany do zapobiegania wszelkim pogorszeniom stanu siedlisk i znaczącemu niepokojeniu gatunków, będących w danym obszarze przedmiotem ochrony. Dotyczy to także niwelowania pogorszeń, powodowanym przez czynniki naturalne czy nawet w wyniku legalnej działalności człowieka, wymagającej szczególnych zezwoleń.

Poznając formy ochrony przyrody w Polsce, te zwyczajowe, nawet też określane doktrynami religii, a zwłaszcza legislacyjne, podporządkowane unijnym (określone ratyfikacje), mogłoby się wydawać, że Puszcza Biała (też i inne, podobne jej obszary w kraju), w ramach „Natura 2000”, powinna w swoim obrazie przyrodniczym i prawnym stanowić mniejszą Puszczą Białowieską, z wszelkimi jej przywilejami, a przynajmniej – mając jednak na względzie konieczności gospodarcze – racjonalnie przez powołane służby zarządzana i prowadzona.

Niestety. W ostatnim dziesięcioleciu rabunkowa gospodarka zasobami przyrodniczymi w Polsce, bo inaczej nie można jej nazwać (w Puszczy Białej widzę to na własne oczy od wczesnej wiosny do pierwszych śniegów) nijak ma się do dziewiętnastowiecznej „dewastacji” przez zaborców – z korzystnym oglądem tamtych.

Można śmiało stwierdzić, że tamci dziewiętnastowieczni okupanci – o paradoksie! -nadzwyczaj skrupulatnie dbali o zasoby flory i fauny na terenach dzisiejszej Polski. Ach!… Nawet – można przypuszczać – prochy Goeringa przewracają się w jakimś grobie na myśl ile to milionów marek III Rzezy na darmo – jak się dzisiaj okazuje – zostało wpakowanych w białowieski zasób przyrodniczy.

Świat cały patrzy na dramat Puszczy Białowieskiej. Ale nawet mało który mazowszanin, a co dopiero odleglejszy od tego rejonu kraju mieszkaniec wie, co się dzieje w Puszczy Białej. Nie ma tam demonstracji przywiązanych łańcuchami do drzew ekologów. Nie pisze o tej katastrofie prasa, nie nagłaśnia problemu telewizja niezależna. A resztki Puszczy Białej, dewastowanej przez okupanta wewnętrznego, pod wodzą obłąkanego, zżartego starczą amnezją ministra środowiska i zapowietrzonego swoimi koligacjami rodzinnymi z wiadomym prezesem, dyrektora Lasów Państwowych – znikają.

W Puszczy Białej, wiosną i latem, nie słychać ptaków. Jesienią milczą rykowiska jeleni. Ptaki wędrowne, zauważyłem, zapewne w związku ze zmianą prądów powietrznych (wyrąb dużych połaci lasu), zaczynają w kluczach przelatywać już w przestrzeni skraju Puszczy i poza nim, nie jak jeszcze dwa, trzy lata temu nad jej obszarem. Daje się zauważyć coraz mniej liczna populacja bocianów i innych, mniejszych ptaków. Nie widać kuropatw i bażantów. Zniknęły zające i borsuki.

W tym roku wiosną mimo wyjątkowo obfitych opadów i napełnieniu wodą deszczową i zalewową Narwi wszystkich zagłębień sąsiadujących z Puszczą terenów łąk, nie było słychać zwykle bardzo doniosłych śpiewów zalotnych żab.

5.
4.5.
4.4.
4.3.
4.2
4.1.
3.2.
3.1.
2.
1.2.
1.1
3.2.
3.1.

O czymś niepokojącym to świadczy. Zaczyna brakować często spotykanych owadów. Zanikają widziane dawniej rośliny. Las za to grzmi odgłosami spalinowych pił i silników ciężkich pojazdów. Nie pachnie żywicą sosen, śmierdzi benzyną i ropą naftową. Nierzadko, nie tylko w czasie chłodów wiosennych czy jesiennych, między mgłami snują się dymy ognisk, rozpalanych w lesie przez pracowników nadleśnictwa. A co raz poszukujący zanikających grzybów lub jagód w rozrytym przez ciągniki runie, natykają się na porozrzucane przez nich między ściętymi sosnami i dębami porzucane butelki i puszki, najczęściej po piwie.

Nie widać w Puszczy strażników leśnych. Po duktach i „wpław” przez zarośla spotyka się często psy, puszczane samopas przez ich miłośników, ale i włóczące się bezpańsko, zagrażające nie tylko prawdziwym mieszkańcom lasu, także turystom usiłującym odnaleźć umykające uroki natury, „Natury 2000”…

Koty domowe, przywożone przez letników i te wiejskie, to już plaga. Na własne oczy widziałem kota, który zabił zająca. A ptaki, gniazdujące w niskich partiach krzewów i drzew? W trawach łąk? Jak mają się przed tymi szkodnikami bronić? Samochody na leśnych ścieżkach, mimo drogowych znaków zakazu, ale i nadrzędnego do nich zakazu prawa, to codzienność.

Wyścigi quadów zakłócają spokój wielu kilometrom kwadratowym, pomijając skutki toksyczności produkowanych przez nie spalin i niszczenie połaci zagospodarowywanej przez naturę gleby.

Jak wspomniałem, strażników leśnych nie widać. Osobiście widziałem ich w czasie ostatnich dwudziestu lat dwa razy. Za każdym razem przejeżdżających duktami samochodem. Wygodnie i beztrosko, no i bezkonfliktowo z dewastującymi poza ścieżkami materię lasu. Policja? Śmiechu warty temat (niebawem, w osobnym tekście do niego wrócę, w kontekście małych osiedli, miejscowości gminnych). Jej nie interesują nawet dziesięcioletni kierowcy samochodów rozjeżdżający po okolicznych miejscowościach.

Taki oto obraz przedstawia anno domini 2017 Puszcza Biała w rejonie tuż za Pułtuskiem. Po minięciu na szosie z Popław tablicy z napisem określającym jej status: „Natura 2000”. Od znajomych z innych rejonów Polski dochodzą mnie podobne relacje, dotyczące innych skupisk przyrodniczych, objętych ochroną programu „Natura 2000”.

Andrzej Markowski – Wedelstett

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +7 (from 7 votes)
Andrzej Markowski – Wedelstett: W cieniu Puszczy Białowieskiej, 10.0 out of 10 based on 6 ratings

Odpowiedz