Marek Jastrząb: Wizażyści faktów

Print Friendly, PDF & Email

2017-11-15.

Choć – robiąc gigantyczne wysiłki – wszczęto kolejną buraczaną kampanię i  dokonano ideologicznej kolaudacji  polegającej na oddzieleniu faktów słusznych od nielegalnych, choć usiłowano  nam – w celach oświatowych – zaszczepić prawdę o naszej białasowskiej historii narodowej, to, na skutek oporu gorszego suwerena, przeszczep  nie wypalił.

Na pierwszy ogień zabrano się za rodzimego astronoma, niejakiego Mikołaja, a od niedawna – Jarosława Kopernika, który udowodnił, że lepszy mózg jest wypierany przez gorszy (niepotrzebne skreślić).

To nieopatrzne stwierdzenie tak go przygnębiło, że z nieutulonej  rozpaczy opublikował był heretycki traktat „O obrotach ciał niebieskich”.

Heretycki, ponieważ sprzeczny z kościelnymi poglądami.

Dlatego warto postulować, by wreszcie nadano mu honorowy tytuł naukowca wyklętego, gdyż jak nikt, w pełni zasłużył sobie na splendor bycia niesprawiedliwie oplutym.

*

Podczas uciążliwych debat o czterech literach wzięto sobie do serca wzmiankowany postulat o uhonorowaniu naukowców. Tak bardzo wzięto, że już w trakcie klapnięcia w sejmowych ławach z niektórych posłów bluznęła myśl, by nie ograniczać się do J. Kopernika, lecz by owo wyróżnienie rozciągnąć na wszystkie skrzywdzone osoby. W tym osoby pochodzenia ubeckiego.

Uniewinnienie neofickich kombatantów okazało się złotym  strzałem. Postanowiono więc wykrochmalić i odprasować wszelkie fałdy na obliczu naszej kwitnącej ruiny; chwycono się za bary ze skrzeczącą rzeczywistością i dawaj!

Wulkanizacyjny zapał stał się motorem wszelkich działań. Poprawiano, modyfikowano, dostosowywano, co się da. A jak nie szło z kosmetykowaniem, to naginano, tłumaczono, dementowano, zapowiadano gwałtowne zmiany, nowe podejścia i właściwe odczytania.

I tak to dyktat furiackiego czasu skłonił najtęższych kolorystów przeszłości do dalszego owocnego gmerania w intymnych wątpiach Historii. I tym sposobem – obojętnie jak by postąpiono, statystyczny szeregowy człowiek przeważnie zawsze okazywał się durniem.

zamiast postscriptum

czyli

bajka o PiS

Na ogół tryumfuje draństwo; zło zostaje ukarane, a pan zbój inkasuje resocjalizacyjny cios w napuszony nos. Przy czym przez całą bajkę ohydny pan zbój wkurza kogo się da, ma się na medal, korzysta z dobrodziejstw swojego łajdactwa, jest na totalnym luziku, robi wszystkim szydercze pa pa i filuterne zyg zyg, pławi się w luksusach, nie mówiąc o basenie z szampanem, i odgrywa niepokalaną fafułę, a dopiero na dwie sekundy przed jej końcem, gdy ginie, wydobywa się z niego coś w rodzaju cierpienia. I te dwie sekundy mają przekonać że istnieje sprawiedliwość.

Proporcje są tu takie: centymetr kiełbasy na dwa metry gówna.

Morał: odwrotnie, niż w rzeczywistości paradującej w bardzo nieseksownych gaciach, bajki są bajkami dlatego, że zwycięża w nich DOBRO.

Marek Jastrząb

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.7/10 (9 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 8 votes)
Marek Jastrząb: Wizażyści faktów, 9.7 out of 10 based on 9 ratings