Zbigniew Szczypiński: Wygramy tę bitwę na pewno. Pytanie tylko – kiedy?

2017-11-20.

Andrzej Miszk w tekście „Tej bitwy nie wygramy” dowodzi, że to z czym mamy do czynienia to walka klasowa. Walka, w której nowa władza eliminuje klasę średnią, która powstała po transformacji i która jest/była jej beneficjentem.

To ciekawa teza ale…

Klasa średnia to termin zapożyczony z socjologii amerykańskiej, w której operowano nie teorią klasy społecznej, a warstwy. W tej socjologii wprowadzono stratyfikację społeczeństwa na trzy „klasy”, trzy warstwy: wyższą, średnią i niższą i, aby było bardziej subtelnie, każdą z tych klas podzielono na kolejne trzy, uzyskując dziewięciostopniową skalę rozwarstwienia społeczeństwa, wyznaczanego wielkością rocznego dochodu.

Proste, łatwe i przyjemne. Żadnych konfliktów, żadnej walki klas, żadnego Karola Marksa i nikogo z jemu podobnych.

Pamiętam żarty na studium wojskowym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie ten model stratyfikacji amerykańskiego społeczeństwa przenosiliśmy na budowę dzidy bojowej, która też składała się z trzech części – przedniej, środkowej i tylnej, a każda z nich z przedniej-przedniej, przedniej-środkowej i przedniej-tylnej części, a środkowa z środkowo-przedniej, itd., itd.

No to teraz na poważnie.

Pisze autor, że Zjednoczona Prawica wygrała wybory, odwołując się do wszystkich tych, którzy nie stali się beneficjentami transformacji i którzy są obecnie dowartościowani przez rząd „dobrej zmiany” Klasa średnia, zanim się jeszcze w pełni ukształtowała, jest przez ten rząd traktowana jako ta, która ma dostarczyć pieniędzy na transfery socjalne; jako ta, która ma ustąpić miejsca nowym elitom z nominacji pisowskiej władzy.

Oj! – pachnie walką klas…

Pisze dalej autor, że marne są nasze perspektywy, że tej walki prędko nie wygramy, że mylił się gdy bezpośrednio po wyborach spodziewał się szybkiej klęski nowej władzy, że teraz to trzeba czekać, aż zabraknie dóbr do kupowania poparcia społecznego.

W przeciwieństwie do autora nie miałem takich oczekiwań. Było dla mnie jasne, że to potrwa długo, nawet bardzo długo.

Nie zgadzam się również z tezą, że rządy „dobrej zmiany” skończą się, gdy zabraknie fruktów, którymi władza kupuje społeczne poparcie. Poprzednia peerelowska władza przetrwała kilka takich kryzysów wywołanych brakiem chleba; jedyną reakcją było zaostrzenie represji wobec buntujących się ludzi.

To stary patent. Działa zawsze i wszędzie.

Jeżeli historia może czegoś nas nauczyć (mimo, że bliższe jest mi przekonanie, że historia uczy, że nigdy nikogo niczego nie nauczyła) to tego, że aby system padł musi obok takiej prostej sprawy jak brak chleba – w nowych elitach władzy, w niej samej, muszą wystąpić oznaki dekompozycji układu. W jakiejś części tej elity musi wystąpić chęć przywrócenia prawdziwego sensu ważnych słów i pojęć, zrozumienia czym jest władza.

Zwykle zajmuje to czas życia dwóch pokoleń nowych elit, a pokolenie w socjologii to 30 lat.

Stary system też upadł dopiero wtedy, gdy do wyraźnych braków na rynku (przypomnę – to wg znanego ekonomisty węgierskiego była gospodarka niedoboru) doszły elementy zmian świadomości elit rządzących, wcześniej nic nie wzruszało podstawą, nie naruszało fundamentów rządzenia.

Budowanie pozytywnych scenariuszy, opartych na założeniu odmowy przez klasę średnią dawania kasy, pracy, twórczości i talentów nowej władzy odbieram jako naiwność i błąd.

Reakcja na takie działania będzie kodeksowa, a wymiar sprawiedliwości kontrolowany przez pana Zbyszka zadba o szybkie wytłumaczenie próbującym tej formy walki jej bezskuteczności wraz z jednoczesnym pokazaniem nowych „wrogów ludu” swojemu elektoratowi. To łatwe i proste jak konstrukcja cepa.

Ta polska klasa średnia powinna również uświadomić sobie, że musi się skończyć jej fascynacja neoliberalnym modelem gospodarki. Wiara, że przypływ uniesie wszystkie łódki równo, w miarę uzyskiwanego wzrostu gospodarczego, że o państwie nie wolno mówić i myśleć jak o nocnym stróżu, zakładać, że wszyscy muszą zostać przedsiębiorcami, że za normalne uznać należy to, że lekarz zarabia mniej niż bankowiec czy inżynier mimo, że to on ratuje życie i leczy ludzi, że płacenie podatków to nie jest gra z fiskusem a danina na rzecz wspólnoty, że…itd., itp…

Walec „dobrej zmiany” jedzie równo. Jedyne co się liczy, to działania tu i teraz. Wiele różnych, żaden jeden cel czy zadanie. Wyznaczenie takiego jednego celu czy zadania skazane jest na pewną przegraną z władzą, mającą do dyspozycji cały aparat państwa – a za chwilę cały wymiar sprawiedliwości, media i co tam jeszcze zostało.

Nie liczę na sukces w wyborach, ani samorządowych ani tym bardziej parlamentarnych.

To potrwa.

Oczywiście, zawsze mogą wydarzyć się rzeczy spoza protokołu, jakieś nagle wielkie nieszczęścia takie jak wojna, czyjaś nagła śmierć – ale to jest poza granicami naszego wpływu.

No to co robić? Robić swoje, jak śpiewał klasyk.

Wróciłem właśnie z pikiety, happeningu spod Neptuna na gdańskiej starówce. Odbyło się tam spotkanie tych, którzy chcieli wyrazić swój sprzeciw temu co widzieliśmy na Marszu Niepodległości 11 listopada w Warszawie.

IMG_5519
IMG_5511
IMG_5522
IMG_5520
IMG_5513
IMG_5504
IMG_5503
IMG_5521
IMG_5525
IMG_5524
IMG_5523

Zebrało się może 200 osób, organizatorem był KOD, ale nie było ani jednej flagi KOD-u. Z partyjnych znaków obecne były tylko Partia Razem i Partia Zieloni. Były banery „Dziewuchy – dziewuchom”, powiewała tęczowa flaga. Postaliśmy, hymn zaśpiewaliśmy, pokrzyczeliśmy, że nie chcemy faszyzmu, wysłuchaliśmy relacji jednej z uczestniczek tej głośnej blokady marszu faszystów, podpisaliśmy listy domagających się delegalizacji ONR. Działo się…

Gdyby jednak było tak, że na tamte 60 tysięcy w moim Gdańsku zebrało by się przynajmniej 600 osób – bo o 6 tysiącach nie marzę – to byłoby mi lepiej

Ale 200 było !

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.6/10 (10 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 16 votes)
Zbigniew Szczypiński: Wygramy tę bitwę na pewno. Pytanie tylko – kiedy?, 9.6 out of 10 based on 10 ratings

12 komentarzy

  1. A. Goryński 2017-11-21
  2. Dariusz Wisniewski 2017-11-22

Odpowiedz