Jerzy Łukaszewski: Nekrolog nie/zwykłego człowieka

Print Friendly, PDF & Email

2017-11-23. 

Na łamach Studia Opinii pojawiają się czasem wspomnienia o zmarłych osobach. Osobach na ogół dobrze znanych i cenionych, których nazwiska coś mówią czytelnikowi.

Chciałbym dziś odejść od tej zasady i zamieścić wspomnienie o człowieku, którego zapewne nikt z państwa nie zna. O człowieku, którego los jest jednak bardzo charakterystyczny dla polskiej historii ostatnich kilkudziesięciu lat.

Poznałem go kilka lat temu na jakiejś uroczystości w Gdyni i stopniowo, z coraz większym zainteresowaniem słuchałem.

Pan Tadeusz Butler.

Urodził się w 1925 roku w Kolnie jako syn urzędnika tamtejszego starostwa.  Jeśli spojrzeć na jego rodzinę, to wychodzi na to, że musiał być tym kim był. To przecież w domu nasiąka się tym, co najważniejsze.

Pradziadek zesłany na Sybir po powstaniu 1863, dziadek nauczyciel, ciotka i wuj (który poległ w 1920r.) takoż nauczyciele, siostra nauczycielka. Podobna ilość oraczy edukacyjnych w rodzinie matki Tadeusza.

W czasie okupacji hitlerowskiej Tadeusz pracuje w Kolnie jako robotnik w niemieckiej firmie Getreidehandel Sudpreussen  G.m.b.h. od pierwszych dni stawiając się do dyspozycji polskiej konspiracji. Jeszcze w Związku Walki Zbrojnej nosił pseudonim „Bum”.  Później Armia Krajowa i udział w akcji „burza” w oddziale kpt. Olszaka.

Po wojnie ukończył Politechnikę Gdańską i pracował jako projektant w Biurach Projektowych Budownictwa Morskiego.

Człowiek niezwykle aktywny i życzliwy ludziom.

Nigdy nie uważał się za kogoś „zasłużonego”, bo mawiał, że takim może być ktoś kto zakończył już życiową aktywność, a on przecież wciąż ma wiele do zrobienia.

Utalentowany jako plastyk obdarowywał swoimi pracami najczęściej szkoły, do których najwyraźniej czuł rodzinny sentyment. Wychodziły z tego czasem zabawne historie, jak ta z galerią polskich orłów. Tadeusz na podstawie własnych znalezisk i studiów  sporządził figury wszystkich odmian polskiego godła na przestrzeni dziejów czym zaskoczył nawet zawodowych historyków. Podarował ją jednej ze szkół podstawowych, bo uważał, że to młodzi ludzie powinni mieć z nią codzienny kontakt. Tymczasem galeria zachwyciła jedno z warszawskich muzeów, które rozpoczęło starania o jej przejęcie. Na skutek interwencji Tadeusza nie doszło do tego i tak wystąpił przypadek niezwykły w historii polskiego muzealnictwa, że jedno z centralnych muzeów prezentowało eksponaty wypożyczone od szkoły podstawowej z małego miasteczka.

Poznałem Tadeusza kiedy był już wiekowo zaawansowany. Widziałem problemy z jakimi borykał się on i jego koledzy kiedy to panowie po 90tce mieli kłopoty z zaniesieniem swego ciężkiego sztandaru na jakieś uroczystości, a chętnych do pomocy brakowało. Czasem trafiali się harcerze.

Widziałem minę Tadeusza i jego kolegów kiedy bywali spychani (czasem dosłownie, byłem tego świadkiem) przez „przebierańców” czyli „piłsudczyków” z pierwszego rzędu na oficjalnych uroczystościach. Prawdziwi żołnierze polskiego podziemia byli chamsko wypychani przez ludzi ustrojonych w „legionowe” mundury przy pełnej aprobacie ze strony księdza kapelana.

Tadeusz nie miał wątpliwości gdy wypowiadał się na temat włączania „apelu smoleńskiego” do programu jakiejś państwowej fety. Na szczęście Marynarka Wojenna kieruje się swoimi zasadami i apel taki zdarzył się bodaj raz na kilkanaście uroczystości, które wraz z AK-owcami obserwowałem.

Nasze czasy …

Miesiąc temu Tadeusz stracił żonę.  Właścicielka kamienicy, w której mieszkał „przypomniała sobie”, że to nie Tadeusz lecz jego żona była głównym lokatorem i wystąpiła z żądaniem, by… się wyniósł. Bardzo to polskie, prawda? Stary, schorowany człowiek ma się wynieść, bo ona ma chętnych na to mieszkanie!

A co on na to? Nie uwierzycie. Jego głównym zmartwieniem był los zgromadzonych przez lata archiwaliów i książek, które przez lata zgromadził, a których nie miał dokąd zabrać. Dzieci proponowały mu przenosiny do siebie,  do Prabut, ale nie było tam warunków do przechowywania zbiorów.

Między innymi dlatego podarował mi zbiór „bibuły” z roku 1980, który wspaniale uzupełnił moja prywatną kolekcję.

Jego życie zatoczyło dziwne koło. Śmierć upomniała się o niego w chwili gdy słuchał młodych wykonawców na konkursie piosenki patriotycznej w szkole podstawowej Gdyni. W szkole noszącej imię … Żołnierzy Armii Krajowej.

Jerzy Łukaszewski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.0/10 (9 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +18 (from 18 votes)
Jerzy Łukaszewski: Nekrolog nie/zwykłego człowieka, 9.0 out of 10 based on 9 ratings

Jedna odpowiedź

  1. koraszewski 2017-11-23