Andrzej Lewandowski: Narty i… desusy

2017-11-25.

ECHA WYDARZEŃ: Najpierw coś z życia sportowo-związkowego.

  • Pisałem, że ongisiejszy wiceprezes związku narciarskiego uznał, iż zamiast poddać się lustracji ( ustawa, do której minister sportu przekonał parlament) wolał listownie podać się do dymisji. Teraz doczytałem się, że drzewiej był młodszym oficerem WOP, a teraz to bywa karalne… Nawet, jeśli jakieś przewiny są błahe…

Nie komentuję, choć swoje zdanie (odmienne od ministerialnego) o lustracyjnych przeglądach – „z automatu” – w środowisku sportowym mam!

  • PZN ma kłopoty. Prezes Apoloniusz posłuchał prawie legendarnego pana Hofera i znów wprowadził w obieg dyskusji oraz propozycji skakanie na nartach na „Narodowym”.

Pan H. lubi być reklamowany, ale pan prezes ( też kocha uśmiechy do kamer i ubiory z reklamami) jakby uległ za łatwo. Szybko odpowiedział minister sportu: „Skoki narciarskie na stadionie? Proponuję, by związek skupił się lepiej na zbudowaniu długoletniej strategii szkoleniowej w sporcie młodzieżowym dla przyszłych mistrzów…”

Tak to pomysł pada, bo „Narodowy” to przecież sfera wpływów administracji…

  • Kłopoty ma też związek kolarski. Aktywność obecnego zarządu PZKol spotkała się – sygnalizowałem – z różnymi wewnętrznymi oporami. Zrezygnował ważny sponsor, są dymisje, długi nie chcą maleć… I też jest reakcja ministerialna,: „Do wyjaśnienia” zawieszone współfinansowane – ze strony resortu, apel o dymisję zarządu, zaproszenie prokuratury do przyjrzenia się obrazowi…

Ze świata futbolu:

  • Nie żyje Janusz Wójcik. Znałem. Za wcześnie odszedł! Wiele wydarzeń w piłce związało się z Jego osobą – także olimpijskie srebro w Barcelonie, bo prowadził tamtą drużynę. Wiele ostrych, często kanciastych, a publicznych wypowiedzi i przedziwnych sytuacji Jego współautorstwa zapisało się w pamięci. Osoba nadzwyczaj barwna, z dyskusyjnością włącznie. Ale to nie czas by ten drugi wątek rozwijać. Szkoda, za wcześnie…
  • Nasza reprezentacja spadła na siódme miejsce w rankingu FIFA. To nie ma znaczenia dla losowania finałów mistrzostw świata – pierwszy koszyk i tak już jest. Niezależnie od gadań – tu i tam – w tzw. wielkim świecie piłkarskim, że pozycja w rankingu jest sztuczna, bo PZPN tak pokombinował z terminami meczów, że dopiero, gdy bój o koszyk został zamknięty zaczęło się granie towarzyskie – szkolne, ryzykowne, w osłabionym składzie. Niech sobie gadają, a jest jak jest… Spadek w rankingu, awans do puli finałowej oraz dobra pozycja startowa w losowaniu. 1 grudnia.
  • Jest znak zapytania, w związku z finałami: „Peruwiańska gazeta ‘Libero’ poinformowała, że powstał projekt, który sprawiłby, że Peruwiański Związek Piłki Nożnej znalazłby się pod kontrolą państwa. Taka sytuacja jest z kolei niedopuszczalna przez FIFA. Światowa federacja mogłaby zawiesić kadrę Peru, a to mogłoby skutkować nawet wykluczeniem z mistrzostw świata. O projekcie poinformowała Paloma Noceda, przewodnicząca Komisji ds. wychowania fizycznego, młodzieży i sportu. Włoskie media, w tym ‘La Gazzetta dello Sport’ i portal football – italia.net podają, że FIFA jest zaniepokojona wydarzeniami w Peru i poprosiła już tamtejszą federację o wyjaśnienia”.

Fakt, międzynarodowe federacje bardzo nie lubią, gdy ich ekspozytur (związki narodowe) wtrącają się władze administracyjne państw… Też miewaliśmy z takimi reakcjami do czynienia.

Włosi podobno zwietrzyli nawet szansę – w eliminacjach awans przegrali. A nie oni a zapewne Nowa Zelandia by zajęła miejsce Peru, w przypadku wykluczenia. A czy to w ogóle wchodzi w rachubę? Kiedyś, i to w mistrzostwach Europy zdarzyło się wykluczenie po eliminacjach. Reprezentacji ówczesnej Jugosławii odebrano szansę, bo tam toczyła się wojna. Przypominam: do udziału dopuszczono wówczas Duńczyków. Zebrano drużynę złożoną z odpoczywających po sezonie na plażach piłkarzy i ona ograła wszystkich…

Historia wciąż dobrze pamięta tę sensację. My też, jako że w wygranych w końcu eliminacjach do tych mistrzostw reprezentacja Polski też pobrała lekcję od Duńczyków… 0:4!

Znalazłem w mediach ciekawy dyskurs. Sprawa stara jak sport, ale… wciąż podnoszona. Otóż napisała w sieci młodziutka lekkoatletka, już z sukcesami, choć metrykalnie dopiero kandydatka na mistrzynię, że na zakończenie bardzo dobrego sezonu dostała od klubu „6 gustownych szklaneczek, a parę tygodni wcześniej od ministerstwa sportu otrzymałam smycz, notes i długopis”… Najmocniej zabrzmiało zakończenie wpisu:  „…Chyba czas przerzucić się na piłkę nożną…”

Wypowiedź ma reakcję. Posła, niedawnego mistrza rzucania młotem, Szymona Ziółkowskiego: „Szkoda, że nie docenia się talentu i pracy. Pamiętam jak w 1989 roku, za poprawienie rekordu okręgu w mojej kategorii wiekowej, otrzymałem od prezesa mojego klubu słuchawki do walkmana, nie miałem walkmana, Takie były czasy, ale muszę przyznać, że to była jedna z najważniejszych moich nagród. Za złoty medal olimpijski moje miasto rodzinne, Poznań w osobie prezydenta Grobelnego obdarowało mnie kolorowym telewizorem i parasolem. Zostałem też wybrany sportowcem pięćdziesięciolecia Głosu Wielkopolskiego, za co nagrodą był odtwarzacz mp4 i do tego zepsuty. Tak więc róbmy swoje…”

Dyskusji nie podejmuję, Ledwie sygnalizuję, że jest. Także w tle wielkiego sportu.

Sensacje i dziwadła. To na koniec wpisu:

BOKS: „Brytyjskie media podkreślają, że to najkrótszy pojedynek mistrzowski w historii pięściarstwa. Ale skoro wygrywa się w zaledwie 11 sekund – nie może być inaczej. Tym wyczynem popisał się bokser z RPA Zolani Tete. Zawodnik z Republiki Południowej Afryki rywalizował w Belfaście ze swoim rodakiem Siboniso Gonyą o obronę pasa mistrza świata IBF w wadze koguciej. Pierwszy i zarazem decydujący cios Tete wyprowadził w piątej sekundzie. Sędzia rozpoczął liczenie, ale widząc, że Gonya leży na plecach bez ruchu, szybko je przerwał i natychmiast wezwał personel medyczny. Nokaut ogłoszono po 11 sekundach”. Obejrzałem film. Fakt, jeden cios, zadany jakby od niechcenia i już? Dziękuję za takie rekordy!

NARTY: Konkurs skakania, z widocznym polskim udziałem. Dyskwalifikacje w… kwalifikacjach: „Kobayashi miał źle dobraną bieliznę termiczną, pod kombinezonem, która ma za zadanie utrzymać prawidłową temperaturę ciała w czasie aktywności fizycznej. Przepisy FIS mówią, że wszystkie jej warstwy nie dość, że muszą przylegać do ciała, to nie mogą być grubsze niż trzy milimetry. U Japończyka było inaczej…”. To już w majtki zaglądają?

Andrzej Lewandowski

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +4 (from 4 votes)
Andrzej Lewandowski: Narty i... desusy, 10.0 out of 10 based on 1 rating

4 komentarze

Odpowiedz