Zbigniew Szczypiński: O suwerenie i potrzebie mobilizacji

Print Friendly, PDF & Email

2017-12-06.

Kim jest „suweren”, ten mityczny. ale i rzeczywisty konstrukt, na który powołuje się władza/rząd „dobrej zmiany”?

Wszystkie, nawet te całkowicie absurdalne z punktu logiki decyzje i reformy, mają jedno uzasadnienie – tak chciał suweren, który nas wybrał; wygraliśmy wybory prezydenckie i parlamentarne, a więc to, co my robimy, jest tym, czego chce suweren.

To rozumowanie piękne w swej prostocie. Wyniki sondaży społecznego poparcia dodatkowo wzmacniają przekonania rządzących, że racja jest po ich stronie, że to co robią ma najważniejszą legitymację, jaką chce mieć każda władza – przekonanie, ze realizuje wolę suwerena.

No to – kim jest ten suweren?

Zanim spróbuję odpowiedzieć na tak postawione pytanie, chciałbym zauważyć, że wśród komentatorów, publicystów i analityków polskiej sceny politycznej coraz częściej spotykamy się z odniesieniem tego, co mamy tu i teraz – do tego, co było w czasach „słusznie minionej” PRL. Nawet pobieżna analiza tego co jest wykazuje zadziwiającą zgodność z tym co było, co starsi pamiętają, a młodsi mogą poznać z lektury . Władza skupiona w osobie Pierwszego Sekretarza Komitetu Centralnego rządzącej partii i pozostałe ośrodki władzy – Biuro Polityczne, Komitet Centralny – bardzo przypominają obecny układ władzy z Prezesem Jarosławem, jego najbliższymi współpracownikami, Komitetem Politycznym Prawa i Sprawiedliwości.

Ta sama struktura, ten sam układ i zakres władzy. No, może jedna różnica – tamte ciała nie były tak anonimowe, a i system ich wyborów był demokratyczny.

W ramach demokracji wewnątrzpartyjnej, ale jednak demokracji.

Mamy ten sam problem co wtedy z określeniem roli Prezesa Jarka w relacjach międzynarodowych, co widać szczególnie wyraźnie, gdy trzeba  uzasadnić potrzebę jego spotkania na przykład z kanclerzem Niemiec. Dowiadujemy się o tym spotkaniu po fakcie, spotkania są poza protokołem. Pamiętam z tamtych czasów, że dyplomacja amerykańska stworzyła termin – „the communist leader” jako tytuł dla Edwarda Gierka w trakcie jego wizyty w Stanach Zjednoczonych czy ONZ. Tak było.

Jaki mógłby być odpowiednik dla obecnego władcy Polski – the populist leader?

Jesteśmy w trakcie budowania nowego porządku i ładu politycznego w Polsce. Naprawdę: nie trzeba żadnych subtelnych analiz czy badań, aby mieć pewność, że wzorem dla rządzących jest tamten ustrój. Atrapa władzy sądowniczej, w pełni kontrolowane przez władzę media (wtedy, przypomnę, był nawet na ulicy Mysiej w Warszawie Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk).

Pamiętamy też atrapę Sejmu. Sejmu, funkcjonującego jak precyzyjna maszynka do glosowania, Sejmu pluralistycznego, a jakże, ze stronnictwami sojuszniczymi i opozycyjnym, i z kilkumandatowym klubem katolickiej inteligencji. Z marszałkiem, który znany był wyłącznie jako ten, co trzyma laskę – symbol swojej władzy.

To wszystko już było, a pamiętacie może jak długo trwało ?

No to teraz o suwerenie. W tamtym ustroju, w państwie demokracji ludowej, władza należała do ludu pracującego miast i wsi.

Pięknie powiedziane! Składowe tego pojęcia ludu pracującego, to robotnicy, chłopi i inteligencja pracująca. Prosta, trzyelementowa struktura klasowa państwa – Polskiej Republiki Ludowej.

Tamto państwo powstało w wyniku kontraktu politycznego pomiędzy możnymi ówczesnego świata po największej jak dotychczas wojnie światowej; kontraktu, w którym jako polskie społeczeństwo nie mieliśmy wiele do powiedzenia. Przez pierwszych dziesięć lat po zakończeniu małej wojny domowej instalowano nam ustrój, będący kalką ustroju Wielkiego Brata ze wschodu; ale po 56 roku to już były nasze własne pomysły i rozwiązania.

Było jak było, pamiętam. Myślałem, że to nie wróci…

Te trzy podmioty struktury klasowej tamtego społeczeństwa to robotnicy, tak jest, to klasa społeczna w klasycznym rozumieniu tego pojęcia; chłopi, tu już mamy kłopot, bo w tamtej Polsce zostawiono chłopom prywatną własność ziemi; oraz inteligencja z dodatkiem pracująca. Ten dodatek był bardzo ważny. Pozwalał oddzielić inteligencję pracującą od tej, która była inteligencją tylko z pochodzenia. Powiem wprost, od burżuazji lub ziemiaństwa, a tych tamta władza nie lubiła.

Taki był model. Prawdziwa struktura, prawdziwe procesy społecznych przekształceń były znacznie bogatsze i bardzo skomplikowane, ale to nie jest temat tego artykułu.

W warstwie symbolicznej przez całe dziesięciolecia utrwalał się robotnik jako hegemon ustroju. To on był bohaterem filmów, książek, pieśni. To on kroczył na czele pochodów. O tym, że robotnik, to hegemon niemalowany, a prawdziwy władza przekonywała się w momentach przesileń, w kolejnych „polskich miesiącach”, których rocznice pamiętamy i obchodzimy.

Malowany, postulowany, symboliczny bohater tamtych czasów stawał się rzeczywistym aktorem na politycznej scenie i często za cenę krwi dokonywał korekt systemu.

A jak jest teraz?

Po Wielkiej Transformacji lat 90. nie ma już jasnego modelu struktury społecznej. Nie ma klasy robotniczej, nie ma chłopskiej, a inteligencja pracująca zamieniła się w bliżej nieokreśloną klasę średnią.

Klasa średnia to kategoria uniwersalna, do której aspirowały wszystkie klasy. To zbiorczy wór, do którego można było wrzucać wszystko i wszystkich. To nie było pojęcie ostre, przynależność do niej mierzona była poziomem dochodu, stylem życia, wzorami kulturowymi. To nie są miary i wzorce ostre, jak w klasowym widzeniu świata.

Trzecia Rzeczpospolita była państwem klasy średniej. To dla niej budowane były zamknięte strzeżone osiedla w wielkich miastach, to dla niej banki wymyślały coraz to nowe produkty bankowe, dzięki którym można było uwierzyć, że bogactwo powstaje nie z pracy, a z kapitału. To dla niej wielkie sieci handlowe z całego świata otwierały coraz nowe i coraz większe galerie handlowe – współczesne świątynie konsumpcji i rozrywki…

Mogę tak długo, mogę tak bez końca.

W roku 2015, w wyborach – najpierw prezydenckich, a potem parlamentarnych – Trzecia Rzeczpospolita przegrała. Ten suweren, na którego powołuje się Prawo i Sprawiedliwość, to ci obywatele naszego kraju, którzy nie byli beneficjentami transformacji. Ci, którzy nie odnaleźli się w regułach gospodarki rynkowej (miała być społeczna gospodarka rynkowa, tak jest w Konstytucji z 97 roku).

Nie stanowią oni większości w naszym kraju. Jest ich mniej niż tych, którym się powiodło. Ich przewaga wynika z determinacji. Ktoś, kto ma podstawowe kłopoty z zaspokojeniem podstawowych potrzeb biologicznych, jest znakomicie lepiej motywowany do działania, niż wszyscy inni, którzy odczuwają stany napięcia, wywołane niezaspokojeniem swoich potrzeb wyższego rzędu.

Mówiąc prosto – głodni są lepiej i mocniej motywowani do działań niż przeżywający rozterki duchowe pięknoduchy.

I, żeby była jasność, mówiąc o motywacji do działań mam na myśli tak prostą sprawę jak pójście do wyborów – jeśli jeszcze jakieś wybory będą.

Wczoraj w Gdańsku po raz kolejny protestowaliśmy pod gmachem Sądu przeciwko temu co rząd zamierza zrobić z trzecią władzą – władzą sądowniczą. Na apel gdańskiego KOD kilkanaście ugrupowań, stowarzyszeń i partii politycznych przemaszerowało przez miasto pod budynek Sądu, by zamanifestować swój sprzeciw. Było jak zawsze gwarno, wesoło, z flagami, trąbkami, świecami. Odśpiewaliśmy hymn, koniecznie wszystkie zwrotki, pokrzyczeliśmy za wodzirejem z mikrofonem stosowne hasła i wysłuchaliśmy wystąpień przedstawicieli organizacji i partii politycznych biorących udział w proteście. Fajnie było, ale…

No to ile, jak myślicie, przy 18 organizacjach, uczestnikach tego wydarzenia, ilu było demonstrantów ?

Było około 300 demonstrantów. Dobrze, że tylu, padał deszczyk, był normalny, zwykły dzień.

W ważnym dniu, w dniu wyborów, też może być brzydka pogoda. Czy będzie inaczej ?

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

 

 

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.7/10 (7 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +12 (from 14 votes)
Zbigniew Szczypiński: O suwerenie i potrzebie mobilizacji, 9.7 out of 10 based on 7 ratings

6 komentarzy

  1. Zbyszek123 2017-12-07

Odpowiedz