Zbigniew Szczypiński: Sejmowa maszynka do głosowania

Print Friendly, PDF & Email

2017-12-10.

W piątek (ach, te piątki…) Sejm RP przegłosował dwie ustawy – o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Jeżeli Duda nie zawetuje, mamy pozamiatane.

Nie będę się tu zajmował materią prawną obu ustaw, ich niekonstytucyjnością, trybem zgłoszenia i procedowania. Z całkowitym lekceważeniem opinii polskich konstytucjonalistów i instytucji europejskich, zgodnie mówiących o zamachu na zasadę trójpodziału władz, na likwidowanie zasad państwa prawa. Powiedziano boweim już wszystko. Protestowano w wielu miastach. Nic to nie dało, walec „dobrej zmiany” jechał równo.

Stało się!

Chciałbym podzielić się refleksjami, jakie towarzyszyły mi w trakcie obserwowania blisko pięciogodzinnej transmisji telewizyjnej z obrad.

To nie jest normalne – wytrwać tak długo przed telewizorem gdy w Sejmie trwa głosowanie, a marszałek zgodnie z regulaminem – ale i z tym co podpowiada mu zawsze czujne biuro legislacyjne – poddaje pod głosowania kolejne poprawki. To, że wytrwałem cała sesję, wynikało z dwóch powodów: po pierwsze, sprawa była naprawdę ważna i po drugie, że przypominały mi się lata uczestnictwa w takich głosowaniach.

Siedząc w swym ulubionym fotelu (wygodniejszym niż fotel sejmowy), mając zdecydowanie lepszy komfort w dostępie do używek, na przykład czerwonego wina, wytrwałem do końca. Chciałbym podzielić się teraz refleksjami dotyczącymi samej istoty demokracji.

Pierwszą przemożną refleksją jest ta, że był to teatr odgrywający kiepsko wyreżyserowaną i źle napisaną sztukę przed widownią symbolicznie obecną na galerii sejmowej (posłowie zabierający głos odwoływali się do niej) i anonimową publicznością przed telewizorami (również do niej zwracali się niektórzy posłowie opozycji).

O tym, że to był teatr – a nie prawdziwa, nieprzewidywalna akcja – świadczyło to, że decyzje w naprawdę niekiedy skomplikowanych kwestiach, dotyczące różnych zawiłości prawnych, przechodziły z automatu, zawsze tą samą liczbą głosów rządzącej większości, z niemal zawsze tą samą liczbą głosów posłów opozycji i mniej więcej stałą liczbą głosów wstrzymujących się. Skoro tak wielka jest dyscyplina wewnątrzpartyjna, skoro nikt spośród ponad dwustu posłów klubu Zjednoczonej Prawicy nawet nie starał się zareagować, tj. zrozumieć  poprawki zgłaszane przez kluby opozycyjne, czyli pomyśleć samodzielnie, to szkoda czasu na ten teatr.

Wystąpienia posłów klubów opozycyjnych zderzały się z oporem marszałka, który powołując się na regulamin domagał się – niezmiennie jak automat – aby posłowie odnosili się do treści głosowanej poprawki, a nie wygłaszali sądy ogólne o praworządności, o łamaniu Konstytucji, o zdradzie prezydenta. Sądy prawdziwe, ale „niezgodne z regulaminem glosowania”. To był naprawdę kiepski teatr. I nędznie zaprogramowany był ten automat.

Dwie przegłosowywane ustawy dotyczyły ustroju państwa. Nie były to wąsko specjalistyczne ustawy o opiece weterynaryjnej nad trzodą chlewną, czy o zmianie prawa morskiego w zakresie żeglugi pełnomorskiej. Podaję te przykłady dlatego, że wtedy można zrozumieć potrzebę wypracowania w klubie wspólnego stanowiska po zasięgnięciu opinii ekspertów. Nie każdy musi znać się na wszystkim.

Ustawy ustrojowe dotyczą materii istoty naszego państwa. Każdy, kto zdecydował się na start w wyborach musi mieć własne poglądy na ten temat. Nie wierzę, że wszyscy posłowie obozu Zjednoczonej Prawicy mają taki sam. To, że glosowali jak jeden mąż, bez wyjątku, w każdej sprawie, każdej jednostkowej poprawce – nie jest dowodem na jednomyślność, jest dowodem ich strachu, strachu przed karą za samodzielność.

Jaki to strach? Nie ma tu zagrożenia utratą życia czy zdrowia. Co najwyżej partia (jej Prezes), nie poprze, nie rekomenduje na listę partyjną przy następnych wyborach. Ale przecież zawsze można stworzyć własną listę, własną partię, można też nie kandydować. Nie ma obowiązku być posłem.

Co można zrobić, aby zmniejszyć szanse oglądania takich tandentnych i obrażających naszą inteligencję spektakli?

Głosowania są imienne. Jak kto głosował – informuje biuletyn sejmowy. Można wejść na stronę Sejmu i zapoznać się z tymi informacjami. Żmudne i nudne. Ale najważniejsze wyniki glosowań publikowane imiennie w prasie, Internecie, radiu – mogą być formą społecznej kontroli i nacisku.

Można pomyśleć o innym kształcie i wielkości izby. Sejm składający się z 460 posłów jest zapewne za duży na wielkość kraju takiego, jak Polska. Mniejsza liczba mandatów mogłaby przełożyć się na lepszą jakość moralną i intelektualną wybrańców. Przy większej konkurencji może mielibyśmy wybór z lepszych kandydatów. Może też warto pomyśleć o innych metodach podejmowania decyzji, korzystając z wielu już wypracowanych technik i metod występujących na rynku, może…

Tak jak jest, jest fatalnie i widać, że lepiej nie będzie.

Zbigniew Szczypiński

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.0/10 (5 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +6 (from 8 votes)
Zbigniew Szczypiński: Sejmowa maszynka do głosowania, 8.0 out of 10 based on 5 ratings

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com