Andrzej Lewandowski: Kulą w „dychę”, czy w płot?

Print Friendly, PDF & Email

2017-12-13.

ECHA WYDARZEŃ: Tym razem będzie – niestety – mniej słów o wydarzeniach na arenach, więcej o tym, co wokół sportu.

Miałem zacząć od rachunków przedzimowo – olimpijskich, komputer „sam” podyktował zmianę. Otóż błądząc po sieci wpadłem na bezpośredni przekaz z sejmowo – komisyjnego posiedzenia w sprawach „różnicy zdań” między ministerstwem sportu a Polskim Związkiem Kolarskim. Było ciekawie i pouczająco…

Pamiętają Państwo: Minister głośno i z oburzeniem zareagował na wieści o skandalach – obyczajowych i jakichś innych w środowisku kolarskim. Publicznie zażądał uzdrowienia – m.in. przez dymisję wszystkich członków zarządu; sponsorzy zaczęli zawieszać wsparcie, jest ponoć doniesienie do prokuratury i tak dalej.

Prezes związku, jedyny, który do dymisji się nie podał – głosi, że jego, krótka dotychczas kadencja jest czysta jak łza – w intencjach i decyzjach. Co złe – bywało wcześniej, w innych niż zarząd mikrośrodowiskach kolarskich, PZKol zamówił zresztą audyt, żeby obrazowi lepiej się przyjrzeć. Niestety – wyników wciąż zamawiający nie ma, za to jakieś przecieki trafiły do ministerstwa i tak sprawa zamiast się sfinalizować – ku chwale moralności oraz sprawiedliwości, zaczęła mieć inne życie.

Posłów widziałem skonsternowanych. Z jednej strony spotkali powtórzenie teatralnej pryncypialności (wiceminister cieńszy się wydał w tym od ministra, który do posłów nie wpadł), z drugiej – proste słowa kolarskiego prezesa, który nie bił się w piersi, lecz błagał o obiektywizm. Do tego radca prawny związku – spokojnie, taktownie, dokumentami zadziwiająco łatwo rozprawił się z zarzutami ekipy ministerstwa..

Posłowie mieli kłopot. Dobra wola po ich stronie, lecz chwilami nastrój – po cośmy się do jedzenia tej żaby brali – po drugiej. Że lepiej może poczekać do 22 bm., gdy kolarstwo będzie miało nadzwyczajny zjazd i wtedy może podział prawd oraz poglądów będzie wyraźniejszy. I jeśli już została – słusznie – zaangażowana prokuratura, niech się ona wypowie w kwestii najbardziej wrażliwej – zarzutów natury obyczajowej. Kto zawinił niech zostanie ukarany przykładnie, sportowa młodzież nich uzyska – wraz z rodzicami – pewność, że jest właściwie chroniona przed złymi ludźmi i zachowaniami.

Właśnie, ponieważ sfera wrażliwa, wszyscy o niej mówią półgębkiem, ostrożnie, pomijając przykłady. Słusznie, ale gdy się kibicuje z boku całej tej awanturze, człowiek czuje się skonsternowany, jak… posłowie, Bo przestaje być pewien, że gra idzie tylko o obyczaj i jego obronę…

Którą to wątpliwością się dzielę – nie ulegając z góry i bez reszty ani resortowej burzy z piorunami, ale jeszcze bez ożywczego deszczu, ani zapewnieniom środowiska kolarskiego, że może kiedyś miało, ale już nie ma sobie nic do wyrzucenia…

Obraz z tego posiedzenia dał mi jeszcze inne skojarzenia.

Pierwsze – wiążę z osobą. Głos zabierał m.in. poseł Szymon Ziółkowski. Wiadomo, przed Pawłem Fajdkiem najtęższy w świecie miotacz młota. Pan Szymon jest od zawsze zwolennikiem czystej gry – środki dopingujące uznaje za ogromne zło, a proces wspomagania farmacją (itp.) za coś niszczącego sport.

Właśnie Osoba plus wydarzenia dnia problem przypomniały.

  1. „Panel dyscyplinarny przy Polskiej Agencji Antydopingowej utrzymał w pełni orzeczenie wydane w pierwszej instancji – czteroletnią dyskwalifikację nałożoną na ciężarowca Adriana Zielińskiego”…

Nie pomogło wspierane dobrowolnie wykonane badanie na wykrywaczu kłamstw twierdzenie, że sportowiec niczego „złego” nie przyjmował. Pozostaje apelacja do najwyższych międzynarodowych władz sportu i antydopingu, i wciąż jesteśmy w złym nastroju. Bo:

„W organizmie mistrza olimpijskiego z Londynu z 2012 roku podczas ubiegłorocznych MP w Mroczy wykryto nandrolon. Informację tę podano, gdy Zieliński był już w Rio, gdzie szykował się do rywalizacji o drugie złoto igrzysk. W atmosferze skandalu wrócił do Polski”.

Jest też druga świeżutka wieść tego gatunku.

„Chris Froome, jeden z najlepszych kolarzy w ostatnich latach, może stracić zwycięstwo w ostatnim wyścigu Vuelta a Espana. Brytyjczyk został na tej imprezie poddany badaniom i okazało się, że w jego organizmie stwierdzono znacznie podwyższony poziom salbutamolu, który jest lekiem na astmę”.

Froome, ten wielki Froome, któremu tak dzielnie w Tour de France pomagał nasz pan Michał Kwiatkowski…

Mistrz roweru wprawdzie twierdzi, że się nie wspomagał sztucznie, lecz jedynie normalnie kurował, ale… Ale pytanie już jest. I owo pytanie, stawiane dotychczas często, gdy mowa o skandynawskich (też) narciarkach – co jest na szczytach sportu z tą astmą, epidemia? Sport to zdrowie – sam przez się?

  1. Drugie skojarzenie jest związane z manierą ministra sportu, który lubi publicznie wywoływać „grzmoty”. Otóż zdarzyła się właśnie przykrość, że nasi łyżwiarze szybcy – medaliści olimpijscy z Soczi nie zakwalifikowali się do startu w koreańskich igrzyskach. Pobili rekord Polski, ale to nie wystarczyło… I już ministerialna recenzja, Publiczna, bo na Twitterze.

„Szkoda. Niestety w wielu związkach sportowych funkcjonuje myślenie tu i teraz, długofalowej strategii szkolenia następców wciąż brak. To się musi zmienić, bo świat nam odjedzie!!!” – napisał na Twitterze Witold Bańka.

Może i taka właśnie jest prawda; albo „półprawda”, bo minister jakby zapomniał dodać, że to brąz w Soczi można było uznać za sukces ponadnaturalny, w sytuacji, gdy czołówka wiele lat musiała trenować w Berlinie (siłą rzeczy i kasy – pewnie w niewielkim składzie). Bo m.in. resort sportu nie spowodował, że jest do dyspozycji w kraju nowoczesny – jak w innych regionach świata – tor pod dachem.

Teraz wreszcie Tomaszów, ale Stegny wciąż w minionym wieku – a gadania było tyle, że hej… Niech się wreszcie administracja sportu w biust walnie; nie tylko w związek sportowy, Któremu – być może – rzeczywiście wyobraźni i animuszu nie staje, ale z Soczi złoto i brąz jednak wywiózł.

Ja bym panu ministrowi, który tak lubi recenzować, podpowiedział pytania z taflą też związane: a) Dlaczego przy tylu sztucznych lodowiskach nie ma nas w łyżwiarstwie figurowym? b) Dlaczego w hokeju odgrywamy rolę choinek z rewii lodowej?

DALEJ, Z INNEJ JUŻ BECZKI:

Z hukiem zaczyna się program „strzelnica w każdym powiecie”. Panie, ileż to ja akcji pod głośnymi hasłami przeżyłem!

„Tysiąc szkół na tysiąclecie” – dla sportu też rewolucja, bo w każdej nowej szkole sala gimnastyczna; nawet, jeśli zgrzebna, to jednak…

Sprawny do Pracy i Obrony” – dla młodszych – Bądź Sprawny itd. Trening, sprawdzian, odznaka. SPO i BSPO musiały przegrać, nie dlatego, że złe w pomyśle, lecz ponieważ „ „ze złego importu”; Za to, co nasze – z międzywojnia nie wróciło. Jak owa – za sprawą Komendanta ustanowiona – Państwowa Odznaka Sportowa;, nawet generałowie nosili…

Biegi Narodowe – jakież to było święto sportu!

Czwórbój lekkoatletyczny „Świata Młodych” i iluż przyszłych tuzów lekkiej atletyki tędy szło; na szczęście „Czwartki Lekkoatletyczne” się jeszcze ostały; i nawet pięknie błyszczą.

Duży i setki Małych Wyścigów Pokoju… Kolarstwo za sprawą tytułów gazetowych – „Trybuna Mazowiecka”, „Sztandar Młodych”, „Trybuna Robotnicza”, „Dziennik Ludowy”,: „ Przegląd Sportowy” – toż to była sieć złożona w system.

Spartakiady – młodzieży, mundurowe, akademickie… „Panapaszczykowe” uczniowskie kluby sportowe – łącznik między sportem dziecięcym, młodzieżowym i wyczynowym; coś kapitalnego w pomyśle i wykonaniu…

Jeszcze by się to i owo znalazło, żeby w pamięci pogrzebać… Teraz ma być –za wielkie pieniądze – strzelnica w każdym powiecie. Ale… jak podejrzewam bez elementu strzelania sportowego. Bo ani minister sportu, ani Polski Związek Strzelectwa sportowego ani słowa! Pozwalamy, żeby tak kulą w płot? Zamiast też w „dychy” tarcz olimpijskich?

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +1 (from 1 vote)
Andrzej Lewandowski: Kulą w „dychę”, czy w płot?, 10.0 out of 10 based on 1 rating

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com