Zbigniew Szczypiński: Patrząc w lustro

Print Friendly, PDF & Email

2017-12-15.

Nic o sytuacji bieżącej – jaka ona jest, każdy widzi.

Proponuję chwilę refleksji nad dominującą w mediach opozycyjnych, w tym oczywiście i na naszej stronie, opowieścią o tym co tu, teraz, nadużywając modnego słowa, jest narracją – dokumentowaniem, analizowaniem i prognozowaniem zdarzeń politycznych teraz i w przyszłości.

Nie odkryję żadnej prawdy gdy powiem, że cierpimy na nadmiar opisu zdarzeń i jednoczesnego brak pogłębionych analiz ich przyczyn. Dużo – za dużo! – czasu upłynęło od szoku powyborczego 2015, zanim pojawiły się głosy mówiące, że taki wynik był logiczną konsekwencją braku minimalnej choćby wrażliwości społecznej i empatii rządzącej poprzednio ekipy; wierzącej święcie, że przypływ unosi wszystkie łódki, że wzrost gospodarczy obejmuje wszystkich obywateli.

Zbyt wiele musiało upłynąć czasu, aby zaniechać opowieści o tym, jak to pieniądze z najprościej pomyślanego (powiedzmy wprost – prostacko pomyślanego) programu socjalnego, jakim jest program 500+ nie oznaczają jedynie wzrostu spożycia używek i hossy na rynku starych niemieckich samochodów. Nawet jeśli tak było, to trzeba też zobaczyć tłumy nowych urlopowiczów z dziećmi nad polskim morzem, i spadek ubóstwa w rodzinach wielodzietnych pozwalających na częściowe choćby odzyskanie godności.

Zbyt długo też grano nutę nieuchronnej katastrofy gospodarczej i ruiny finansów państwa, wzrostu zadłużenia, spadku produkcji i eksportu, osłabienia polskiej waluty. Pamiętając o tych rzeczywistych zagrożeniach, wręcz niebezpieczeństwach, musimy przyznać, że to nie teraz, że to nie już.

Zbyt długo, a powiedzmy wprost –  ciągle jeszcze – dominuje opowieść o katastrofalnych i natychmiastowych złych skutkach zamachu na podstawy demokratycznego państwa prawa, na Trybunał Konstytucyjny, na Sąd Najwyższy i niezawisłość sędziowską. Nie mówiąc o przejęciu publicznych mediów, które nastąpiło bezpośrednio po wygranych przez obóz Zjednoczonej Prawicy wyborach. To jest oczywista prawda, oczywista oczywistość jak mówi klasyk, ale w walce politycznej liczą się cele na tu i teraz. Cele taktyczne, a tym bardziej strategiczne – podlegają innej kalkulacji. Mówiąc krótko – aby można było je realizować, trzeba mieć władzę.

A władza, jak mówił Przewodniczący Mao, rodzi się na końcu lufy karabinu.

To w czasach wojny, w czasach pokoju Prezes Polski mógłby powiedzieć – mieć władzę, to mieć pieczątkę. Im większą ma się pieczątkę/pieczęć, tym większą ma się władzę.

To co się dzieje, to walka o pieczątki i pieczęcie. Gdy się skończy – nastanie czas budowy nowego człowieka. Myślącego nową historią z nowymi bohaterami. Zbudujemy nowe państwo dumnego narodu, ogarniętego misją nawrócenia na chrześcijańską wiarę lewackiej i laickiej Europy – a potem na jej czele całego innowiernego świata.

Piękna wizja? Nieprawdaż?

Nie miałem żadnych wątpliwości, że mamy w Polsce rewolucję. Że ekipa tych, którzy wygrali wybory prezydenckie i parlamentarne, skutecznie odcinając kupony od obowiązującego systemu przeliczania wyniku na liczbę mandatów w Parlamencie, to są rewolucjoniści. Ludzie małej lub żadnej refleksji, ale z rewolucyjną wiarą i ogniem w oczach.

Stało się i trwa.

Przez dwa minione lata rządząca ekipa systematycznie budowała opowieść o tych co przegrali, jako o zdrajcach i złodziejach. Budowała też wraz z kościołem toruńskim, zarządzanym przez prawdziwego przywódcę polskich katolików, sektę smoleńską, wierną Jarosławowi Kaczyńskiemu. Do znanych okrzyków i haseł takich jak „Jarosław Polskę zbaw” doszedł ostatnio wielki, kościelny w swym kształcie baner : „Jarosław Kaczyński – jesteś wielki”.

Dzieje się!

W ostatnich miesiącach pojawiają się wreszcie głębsze analizy i próby diagnozy tego co się w Polsce stało. To dobrze, mamy naprawdę co badać i nad czym się zastanawiać. Jest rzeczą charakterystyczną, że dominują analizy oparte raczej o badania jakościowe, o miękkie narzędzia, a nie rozkłady statystyczne i wskaźniki korelacji czy równania regresji.

Liczba firm badawczych, zwłaszcza badających nastroje i opinie społeczną nie idzie jednak w parze z jakością i rzetelnością warsztatu badawczego. „Wywiadownie” stały się uczestnikami sporu politycznego. Raporty z badań ukazują się w rytmie co parę dni, najwyżej tygodni. Badania „wewnętrzne”, jakie przeprowadzają partie polityczne (za nasze zresztą, publiczne pieniądze) nie są ogólnie dostępne. Są wiedzą tajną, tylko dla kierownictwa zlecającej partii.

To ciekawe, że nikt nie zażądał tych wyników: skoro uzyskuje się je za publiczne pieniądze, to opinia publiczna ma prawo je znać. Piszę to, wiedząc dobrze, że to nie będzie możliwe.

W analizach i próbach diagnozy są obecne (już wcześniej występujące) duże syntezy losów narodu, jego powikłanej historii bogatej w niepodległościowe zrywy i przegrane powstania, a ubogiej w przykłady pracy organicznej i tworzenia polskiego mieszczaństwa. Ważne miejsce zajmują prace oparte o analizy dzieł literackich, czy prace dotyczące przeciwstawnych wzorów kultury: szlacheckiej czy ziemiańskiej – i kultury chłopskiej, pana – i chama, dworu – i folwarku.

Warto odnotować sięganie do pierwszych lat po transformacji ustrojowej lat 89/90 i danych o frekwencji wyborczej w pierwszych – jakże ważnych – wyborach parlamentarnych. Do tego fenomenu, jakim było wyeliminowanie z drugiej tury wyborów prezydenckich Tadeusza Mazowieckiego przez „człowieka znikąd” – Stana Tymińskiego. To są prawdziwe wyniki badań społecznych, wyniki oparte na rejestracji zachowań, a nie na odpowiedziach na zadawane przez telefon pytania typu – na kogo będziesz głosował w najbliższych wyborach?

I na koniec – spróbujmy sobie odpowiedzieć: jak to jest, że w tej części „myślącego społeczeństwa”, wśród zawodów najwyższego zaufania społecznego – takich jak sędziowie, profesorowie prawa, nauk społecznych, ogólnie: elity intelektualnej – zawsze znajduje się wystarczająco dużo takich, którzy poprą najbardziej nawet kłamliwe tezy, dadzą świadectwo swoim nazwiskiem i twarzą najbardziej haniebnym rozwiązaniom; którzy prosto do kamery kłamią jak sztubak albo zapijaczony menel przyrzekający abstynencję.

Musimy niestety postawić bolesne pytanie: mamy jeszcze w Polsce inteligencję z jej etosem, czy tylko chciwe młode kadry, które zapamiętały hasło wymyślone przez Prezesa: „TERAZ KURWA MY!

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.9/10 (9 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +13 (from 13 votes)
Zbigniew Szczypiński: Patrząc w lustro, 9.9 out of 10 based on 9 ratings

Jedna odpowiedź

  1. Poltiser 2017-12-15