PIRS: Kim są są wyborcy PiS?

Print Friendly, PDF & Email

2017-12-30.

Przyznam się, że nie oglądam państwowej telewizji. Docierają do mnie tylko różne „kwiatki”, kiedy ktoś zwróci uwagę na wyjątkowo bezczelne kłamstwo czy napaść na opozycję. Podobnie rzadko trafiam na jakieś „kwiatki” z pisowskich gazet. Do oglądania i czytania tych kawałków skutecznie zrażają wystąpienia pisowskich polityków i dziennikarzy podawane przez TVN czy Polsat, albo komentarze zwolenników PiS w internecie.

Komentatorzy oceniają wyborców PiS na ogół zgodnie z jakimiś wyobrażeniami, często przedstawia się ich jako biednych ludzi, którzy stracili na transformacji, ich problemy były pomijane przez władze III RP, a teraz dali się kupić za 500+.

Sądzę że także wyborcy PiS mają słabe wyobrażenie o poglądach ludzi głosujących na inne partie i nie zaglądają często do niepisowskich mediów, a jeśli już to z odpowiednim nastawieniem. Można tak wnioskować słuchając widzów którzy dodzwonią się czasem np. do Szkła Kontaktowego i pomstują na „totalną opozycję” dokładnie słowami polityków PiS.

Mamy okazję przyjrzeć się „drugiej stronie”, choć nie tylko jej. Ukazał się raport z badań przeprowadzonych w małym mieście na Mazowszu, gdzie PiS zyskało wielu wyborców – badań poglądów i postaw politycznych mieszkańców. Badania przeprowadzono w dwa lata po objęciu rządów przez PiS. To umowne Miastko (badacze nie podają o jakie miasto chodzi). Tytuł raportu: „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta. Autorzy raportu: Maciej Gdula przy współpracy Katarzyny Dębskiej i Kamila Trepki.

Badania przeprowadzono ciekawą metodą, łącząc wywiady biograficzne badanych osób z pogłębionymi wywiadami na temat ich poglądów.

W „Streszczeniu” autorzy piszą:

Z przeprowadzonych wywiadów pogłębionych wynika, że dzisiejsze poparcie dla PiS-u silnie wiąże się z przekonaniem o skorumpowanym charakterze poprzednich elit politycznych i z akceptacją aktualnych programów społecznych, a także z wizją wspólnoty, jaką oferuje swoim wyborcom partia Kaczyńskiego. Natomiast wyborcy niepopierający PiS-u są zrażeni i zniechęceni do polityki.

Przeprowadzone badania biograficzne pokazują, że wyborcy PiS-u w różny sposób opowiadają o swoim życiu i w różny sposób budują swoją wizję świata. Znajdziemy tu zarówno instytucjonalne historie życia pokazujące konwencjonalny przebieg drogi życiowej, trajektorie, czyli historie cierpienia i utraty kontroli nad własnym życiem, oraz biografie, czyli opowieści o życiu jako realizacji założonych celów osiąganych przez sprawczą jednostkę.

Różnorodność interesów, tożsamości i opowieści biograficznych skłania do poszukiwania odpowiedzi na pytanie: co łączy dziś wyborców PiS-u? Próbą odpowiedzi jest zaprezentowana w części 6. interpretacja dzisiejszej dynamiki politycznej w kategoriach neoautorytaryzmu. Neoautorytaryzm łączy przedstawicieli różnych klas, obiecując rozliczenie establishmentu, stworzenie dumnej wspólnoty narodowej i wzrost poczucia mocy zarówno wobec elit, jak i grup o słabszej pozycji, np. uchodźców. Dla tego typu sprawowania władzy bardzo ważne są relacje, w jakie publiczność wchodzi z liderem i organizowanym przez niego dramatem politycznym. W dramacie tym publiczność uczestniczy w różnych rolach – ofiary, dumnego członka wspólnoty narodowej czy człowieka twardych zasad moralnych. Jednocześnie neoautorytaryzm mieści się w ramach paradygmatu demokratycznego, kładąc nacisk na uczestnictwo wyborcze, dawanie głosu zwykłym ludziom i niezależność państwa narodowego. (…)

Wyjaśnienia odwołujące się do pojęcia populizmu uwypuklają przede wszystkim dwa źródła poparcia dla partii prawicowych. Po pierwsze są to napięcia ekonomiczne związane z neoliberalnym kapitalizmem. Chodzi o szereg zjawisk powodujących pogorszenie standardu życia wielkich grup ludności. Składają się na nie: utrata pracy, niepewność zatrudnienia, niskie lub niestabilne dochody, stagnacja dochodów i rosnące nierówności dochodów. W dodatku wypieranie tych problemów z debaty publicznej i spychanie ich na margines jako zjawiska lokalne, przejściowe i dotyczące wąskich grup ludności sprawia, że populiści artykułujący interesy obywateli dotkniętych przemianami ekonomicznymi mogą liczyć na ich głos w wyborach. (…)

W przypadku Polski trudno bronić tezy, że źródłem poparcia dla prawicy jest obniżenie standardu życia i niepewna sytuacja pracowników na rynku pracy, które wynikają z kryzysu ekonomicznego. Gdy przyjrzymy się zmianom, jakie zaszły w Polsce przez ostatnie kilkanaście lat, zauważymy, że ich kierunek jest odwrotny do tego, który diagnozuje schemat populistyczny. Bezrobocie w 2002 roku wynosiło 20,6%, dziś sięga 7%. Realne płace w Polsce wzrosły w ciągu 10 lat od wejścia do Unii Europejskiej o 50%. Nierówności dochodowe – mierzone wskaźnikiem Giniego – spadły z 35,6 w roku 2005 do 31,1 w 2011 roku. Nie oznacza to oczywiście, że poziom życia w Polsce zrównał się na przykład z niemieckim albo że zniknęła bieda lub nie istnieją grupy ludzi szczególnie dotknięte niestabilnością warunków pracy. Sytuacja gospodarcza przez ostatnią dekadę jednak wyraźnie się poprawiała i widać to nie tylko wtedy, i to nie tylko wtedy, gdy mierzy się ją wzrostem PKB, lecz także gdy uwzględni się inne wskaźniki, jak wzrost płac realnych czy zagrożenie bezrobociem, które lepiej odzwierciedlają kondycję ekonomiczną ludności.

Należy wziąć to pod uwagę, aby zrozumieć tak duże poparcie dla PiS-u w 2015 roku. U podstaw leżały nie napięcia o podłożu ekonomicznym, ale wzrost aspiracji związany z podnoszeniem się standardu życia. PiS odwoływał się do tych aspiracji o wiele lepiej niż Platforma Obywatelska i obiecywał ludziom, że państwo będzie ważnym partnerem w ich zaspokajaniu.

Kwestie interesów nie tłumaczą jednak wszystkiego. PiS był w stanie dużo sprawniej poruszać się w nowej sferze publicznej, która znacząco różni się od tej, która funkcjonowała 20, 15 i jeszcze 10 lat temu. W przeszłości sfera publiczna zorganizowana była wokół prasy, radia i telewizji. Uczestnictwo polityczne w tej sferze polegało na rywalizacji o narzucenie narracji, która okaże się przekonująca dla szerokiej publiczności. W rywalizacji tej uczestniczyli politycy, publicyści i intelektualiści. Można powiedzieć, że był to świat „pośredników kulturowych”.

Dziś komunikacja uległa głębokiemu przekształceniu z powodu rozwoju internetu. Nie chodzi tylko o to, że internet zabrał część publiczności, a dawne media działają w starym stylu, choć w mniejszej skali niż kiedyś. Internet przebudował stare media na swoją modłę. Oznacza to większą segmentację przekazu i jednocześnie olbrzymią presję konkurencyjną, by zdobyć uwagę publiczności. Dotyczy to także polityki, która przestała być aktywnością nastawioną na tworzenie i narzucenie narracji i przekształciła się w organizowanie publiczności wokół lidera. Lider nie tylko staje się uosobieniem proponowanego kierunku polityki, ale reaguje na wydarzenia, a czasem wręcz je wywołuje. Są to momenty wyjątkowe, przerywające zwykły bieg spraw i organizujące zbiorową uwagę, zaburzające logikę przekazu. Wydarzenia są nagłe, wymagają reakcji i angażują emocje.

Do takich wydarzeń można zaliczyć na przykład katastrofę smoleńską, awarię systemu informatycznego podczas wyborów lokalnych w 2014 roku czy kryzys uchodźczy. Liderzy polityczni są głównymi aktorami publicznymi, organizującymi zbiorowe interpretacje, emocje i reakcje na wydarzenia. Mogą także wydarzenia kreować – jak robi to dziś Kaczyński, likwidując autonomię ważnych instytucji życia publicznego – lub prowokować, jak stało się to choćby w przypadku protestów ACTA i czarnego protestu.

Ta ostatnia kwestia kieruje nas w stronę pytań o innych niż liderzy aktorów życia politycznego, którzy zyskali na zmianie architektury komunikacji. Są nimi bez wątpienia ruchy społeczne. Skala i częstotliwość protestów są dziś w polskiej polityce radykalnie różne od tych sprzed kilkunastu lat. Ruchy społeczne skutecznie korzystają z nowych mediów, żeby organizować protesty. Wszystkie media chętnie je prezentują i pokazują, a ponadto protesty są jedną z coraz popularniejszych form uczestnictwa w życiu politycznym, znajdującą się – jeśli chodzi o intensywność zaangażowania – gdzieś między głosowaniem w wyborach a działalnością w partiach politycznych. Same ruchy społeczne różnią się jednak znacznie od tego, czym były w przeszłości. Kiedyś koncentrowały się na sprawach wykluczanych z narracji głównego nurtu (na przykład wokół praw kobiet, wojny w Iraku, legalizacji miękkich narkotyków) i często wiązały się z tworzeniem alternatywnych narracji. Dziś są silnie związane z wydarzeniami i liderami i pokazują siłę protestu wobec konkretnych posunięć władzy. Ruchy te wykorzystują energię sprzeciwu i łączą różnych aktorów sceny politycznej i społecznej, bez wypracowywania jednolitej tożsamości.

Te zmiany braliśmy pod uwagę, tworząc scenariusz wywiadu pogłębionego. Nie pytaliśmy o orientację ideologiczną, stosunek do państwa, nie sprawdzaliśmy znajomości programów politycznych. Koncentrowaliśmy się natomiast na sposobie zdobywania wiedzy o polityce i pytaliśmy o wydarzenia kształtujące poglądy i wpływające na zaangażowanie ludzi w sferę publiczną, o gorące tematy istotne w walce politycznej oraz o ruchy społecznego protestu. Kwestionariusz ten pozwolił dotrzeć do politycznych opinii i postaw, a w wyniku dał coś więcej: możliwość zrozumienia, jaki sens ludzie nadają toczącym się procesom i jak stają się ich częścią.

W konstrukcji i interpretacji badania bardzo ważną rolę odegrała perspektywa klas społecznych, przekraczająca jednak wymiar ekonomiczny. Odwołaliśmy się do teorii francuskiego socjologa Pierre’a Bourdieu i polskich reinterpretacji jego koncepcji. Bourdieu przyjmuje, że klasy są definiowane przez różne typy kapitału (ekonomiczny, kulturowy, społeczny), a w ich obrębie formują się specyficzne klasowe style życia. Styl życia wyraża się w określonych praktykach, odruchach i dyspozycjach, wpływających na postępowanie jednostek w różnych sferach życia społecznego. Bourdieu mówi o trzech klasach: wyższej, średniej i ludowej. W naszym badaniu ze względu na specyfikę małego miasta skoncentrowaliśmy się na klasie ludowej, czyli ludziach wykonujących pracę fizyczną i zatrudnionych w prostych usługach, oraz na klasie średniej, czyli pracownikach umysłowych w firmach i w instytucjach publicznych. Zwracaliśmy uwagę na charakterystyczne style życia tych klas i ich sposób powiązania z postawami i zaangażowaniem politycznym.

W Aneksie metodologicznym autorzy podają, że nie kierowali się kryterium sympatii politycznych rozmówców.

Bardzo zależało nam, żeby wywiad biograficzny był możliwie mało zaburzony przez przywoływanie preferencji wyborczych. Założyliśmy, że przy 30 wywiadach trafimy na osoby głosujące na różne partie polityczne, a ponieważ badanie miało charakter jakościowy, a nie ilościowy, nie musieliśmy dążyć do reprezentatywności w sensie precyzyjnego odzwierciedlania poglądów w populacji. Nasze założenie okazało się słuszne – w badaniu wzięli udział wyborcy głosujący na wszystkie główne partie startujące w wyborach.

Okazuje się, że często decyzje i poglądy polityczne rozmówców nie wynikają z ich sytuacji materialnej czy doświadczeń życiowych, ale z przyjęcia cudzej narracji, niekoniecznie tylko z telewizji.

Autorzy przytaczają wiele rozsądnych wypowiedzi rozmówców, np. o programie 500+ czy o aborcji, ale mnie poruszyły szczególnie fragmenty wypowiedzi, świadczące o mętliku w głowach który charakteryzuje wielu wyborców. Zacytuję kilka takich wypowiedzi – nie wszystkie pochodzą od wyborców PiS.

O rządach PO:

Strasznie, powiem szczerze. Afera za aferą i jeszcze nic nie było, co wyszło, to wszystko było zamiatane pod dywan. To było coś niesamowitego. Kłamstwo kłamstwem poganiało. Złodziejstwo niesamowite weszło. Ciągle mówili, że nie mają pieniędzy, budżet pusty, luka w budżecie, a sami się tak obłowili przez te 8 lat, że w głowie się nie mieści. Tylko dla siebie mieli, tak? A teraz stare afery, prywatyzacja w Warszawie jaka wyszła? Z tą Gronkiewicz-Waltz. To normalnie coś niesamowitego. Prezydent nie wiedziała, co się dzieje, jak kamienice za grosze sprzedawała w centrum Warszawy. To był cały obraz PO właśnie. Afera Amber Gold i tam jeszcze inne rzeczy. Syn był zamieszany Tuska. Tuska już tak nienawidzę, że po prostu masakra. (Alicja)

Nie wiem. Nie mam zdania chyba. Teraz nie mogę sobie tak skojarzyć jakichś dobrych i złych rzeczy, przynajmniej na tę chwilę. Znaczy, wiem, że mi się podobała ta Ewa Kopacz. Może na nią źle mówili, czy coś, ale jakoś ją lubiłam, taka dobra ciocia, można powiedzieć, była. Czy, jak pamiętam, ci górnicy coś tam na niej, nie pamiętam, wymusili, to jakoś tak starała się coś tam, być taka, może za bardzo uległa, ale podobała mi się, ale tak więcej, to szczerze nie pamiętam nic. (Lena)

O Trybunale Konstytucyjnym:

Aczkolwiek nie wiem, jak mam ocenić, bo z jednej strony teraz jest odnośnie Trybunału jakieś tam, jak to się nazywa, afera i w ogóle. Odnośnie tych wprowadzonych, dzisiaj nawet słuchałem coś w radiu. Nie wiem, moim zdaniem coś z tymi sądami mamy nie tak, skoro coś tam zaczęli z nimi robić. I faktycznie, z kim by się dookoła nie rozmawiało, to jeśli się powie o sądzie, to każdy, że to są złodzieje i w ogóle. Znaczy, cytuję kogoś, nie to, że ja. Styczności z sądami nie miałem na razie, więc ja tam nie mogę powiedzieć, ale z kim by się dokoła nie rozmawiało, to wiecznie wszystko wytykane i w ogóle, jak jakaś taka sprawa, różnie to bywa. (Łukasz)

O KOD:

Jeśli chodzi o KOD tak zwany, ja odniosłam takie wrażenie, może się mylę, ale mam takie wrażenie, że Komitet Obrony Demokracji powstał właśnie przez, tak to wyglądało, jakby to powstało przez ludzi, którzy zostali od tego koryta odciągnięci, czyli ja mam wrażenie, że to Platforma po prostu zaczęła, tak? Takie mam wrażenie od początku i nie sądzę, żeby ludzie sami z siebie, bezstronni, gdyby to założyła osoba bezstronna, to być może gdzieś tam byłoby to wiarygodne. (Maja)

Znaczy, wiesz co, mi się wydaje, że w ogóle te całe demonstracje to są po to, że ktoś napędza w ogóle. Znaczy, ja nie jestem totalnie za PiS, czy coś, ale to jest głównie, żeby obalać, żeby kopać ich po nogach, tak? Żeby po kostkach ich ten, każdy przepis co wymyślą. Większość tych nowych przepisów jest chorych, co oni wymyślają, ale to jest kopanie ich po kostkach przez inne partie, albo… I na pewno jakieś osoby się tam trafiły, które naprawdę mają przekonania, ale większość mi się wydaje, że to taka pokazówa. Tak samo jak z, co mówiliśmy wcześniej, z tym KOD-em. (Karol)

Inne wypowiedzi:

Pani Kopacz, która tak kłamała i takie przekręty zrobiła, to się nie podoba. Jak  się może podobać? Albo to, że pan Komorowski, odchodząc z gabinetu, kradnie, ginie u niego, nie powiem, że kradnie, bo nie stwierdziłem, ale ginie z jego gabinetu obraz Kochanowskiego, znanego malarza, nieduży obraz, albo meble, które były w renowacji właśnie giną. (Artur)

Gorąco polecam przeczytanie całego raportu (liczy 40 stron). Ciekawe są wypowiedzi badanych, także na inne niż powyżej tematy, jak też wnioski autorów raportu.

No Title

No Description

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.4/10 (11 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +7 (from 15 votes)
PIRS: Kim są są wyborcy PiS?, 9.4 out of 10 based on 11 ratings

9 komentarzy

  1. artu 2017-12-30
  2. Ernest Skalski 2017-12-30
    • artu 2017-12-31
      • Pat 2017-12-31
  3. hazelhard 2017-12-31
    • Pat 2017-12-31
  4. j.Luk 2018-01-01
    • Pat 2018-01-07
  5. Magog 2018-01-03