Marek Jastrząb: Nauka je sexy!

Print Friendly, PDF & Email

2017-12-31.

Zaczęło się normalnie: zgłupieliśmy do cna. Zaczęło się od tego, że odnaleziono zagadkowy pęcherz, mieszczący się pod naszymi fryzurami i nazwano go „mózgiem”.

Naukowców zaintrygował ten tajemniczy przyrząd, z którego – jak przypuszczali – wydobywa się nasze myślenie.

Przy okazji dostrzegli, że niektóre jego sektory można pobudzać. Osobnik, umiejętnie trykany w bąbel, mógł reagować zgodnie z intencją badacza. W zależności od dźgnięcia w podrażnione miejsce, skręcał się albo z gniewu, albo ze śmiechu.

Odkrycie to wzbudziło sensację. A także niebywałe poruszenie wśród naukowców parających się parówkarstwem. Dotychczas uważano, że ów aparat jest naturalnym zbiornikiem przechowującym smarki. Jednak w obliczu rewolucyjnych odkryć pogląd ten wykopyrtnął się na nowych faktach i uległ gruntownej rewizji.

Ludzie z charłaczym pomyślunkiem poczęli domagać się wzmocnienia palety swojej wyobraźni. Prawnicy zabiegali o przystawki umożliwiające szybsze błądzenie wśród gęstwy przepisów. Biuraliści błagali o przydział markowych widoków na świetlaną przyszłość. Standardowi posłowie – dożywotnich diet oraz częstszych wyjazdów na Kajmany.

Nikt jednak nie domagał się turbiny z roztropnością. Ale mimo to uruchomiono produkcję ZASILACZY DLA WYBRANYCH.

Najlepiej sprzedawały się wkładki do uprawiania miłosnych figlików; wzmacniacze z erotycznymi wideoprzeżyciami, szły jak woda. Zwiększały obroty nie tylko u nabywcy, ale też stawiały na nogi puste konta elektrowni.

Starczyło je kupić, podłączyć do kontaktu, by wyjść na zdatnego do wyrażania cielesnych uczuć.

Zachwycony delikwent ze sztyftem w potylicy spędzał czas na rojeniach i spekulacjach. Kategorycznie odmawiał spania, jedzenia i przebywania z dala od gniazdka.

Jednak nie ma niczego za darmo: okazało się wkrótce, że ludzi wciągniętych do igraszek z elektrodami prześladuje tępota bez umiaru. Powiększają im się wola, a na zewnętrznej obudowie uwydatniają się rogowate wypustki przypominające szczękonóżki, zęby tracą szkliwo i wypadają, a wzrost im się łachmyci.

Widok ten nie napawał niczym dobrym. Przeciwnie. W trosce o ratowanie zdrowia ludności cywilnej i urzędowej, poczyniono odpowiednie kroki: wydano apel o zaniechanie masowej produkcji pobudzaczy i wprowadzono na nie obowiązkową reglamentację, a wyroby krajowe obłożono podatkiem od dziwactwa.

Od tej chwili wszelkie przystawki miały być krótkotrwałe. Warsztaty nie przyjmowały ich do naprawy, jeżeli aparat był u właściciela dłużej niż kwadrans.

Powiedziano, że skoro nie można inaczej, to niechaj już sobie będą, ale z lichego surowca i wyłącznie na dynamo. Uchwalono, że mają się psuć równo co trzy minuty z dokładnością do pięciu miejsc po przecinku.

Łóżkowym Rambo zaproponowano zbieranie znaczków i życie znowu rozpoczęło morderczą walkę z nudą.

Marek Jastrząb

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.0/10 (10 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +9 (from 11 votes)
Marek Jastrząb: Nauka je sexy!, 9.0 out of 10 based on 10 ratings