Piotr Rachtan: Wieczne pytanie – co robić?

Print Friendly, PDF & Email

2018-01-02.

Przeczytałem oba teksty Krzysztofa Łozińskiego, polecam jego diagnozę – trafną, mechanizmy opisane – świetnie. Tak, cham dominuje, chamstwo nas przygniata, stało się osią i narzędziem zarazem polityki państwa.

Dynamika polskiego chamskiego autorytaryzmu ma jeden wektor, skierowany ku tężejącej dyktaturze. Taka jest uniwersalna prawidłowość, którą Łoziński dostrzega w Chinach, Kambodży i Niemczech. Tak, to prawda, zdążamy w tym samym kierunku. Jeżeli tego nie zrozumieją, nie zinternalizują, nie przetrawią kręgi politycznej opozycji, środowiska inteligenckie, ludzie spragnieni wolności – będziemy w czarnej dupie uwięzieni na dziesięciolecia.

To wiemy. Taka jest prawidłowość. Zostaniemy bez wolności, bez naszych mediów, bez Europy. Bez przyszłości. Z cenzurą, z posłusznymi władzy sędziami, przekupnymi politykami i wszechwładnym kompleksem partyjno-policyjnym.

Przestrzegać trzeba, objaśniać przeszłość i wskazywać analogie. Czy to wystarczy? Zdecydowanie nie!

Z terapią sprawa nie jest tak prosta, choć dopiero uświadomienie sobie skali zagrożeń, bynajmniej nie urojonych niebezpieczeństw, logicznych konsekwencji prowadzonej przez obóz rządzący polityki pozwala szukać środków zaradczych, sposobów organizowania oporu, stawiania celów bliskich i dalszych, realistycznych i lęgnących się w marzeniach.

Zacznijmy po kolei.

Najpierw na dziś. Zapisywać, notować, kopiować dokumenty, zachowywać w formacie cyfrowym i analogowym dokumenty, fakty i obrazy. I nazwiska. Tak właśnie, nazwiska – każda decyzja, każde zło, każde chamstwo ma przecież stanowisko, imię i nazwisko. I twarz.

A po zapisaniu, po wciśnięciu klawisza enter – publikować. Na plakacie, na memie, na Facebooku czy Twitterze – udostępniać. Anonimowość jest sojusznikiem zła. Twarz musi być pokazana, by wiedziała o niej rodzina, sąsiedzi, najbliżsi i dalsi, krewni, ale i szefowie.

Coraz wyraźniejsza jest niechęć instytucji publicznych do udostępniania danych o umowach, o autorach idiotycznych bądź graniczących z prawem ekspertyz. Władze milczeniem zbywają wnioski o dostęp do informacji publicznej, albo wykrętnie tłumaczą, że umowa organu konstytucyjnego z Iksem jest objęta tajemnicą handlową. Na szczęście sądy nie są jeszcze w pełni uległe, korzystajmy z tego, dociskajmy instytucje publiczne – niech się męczą z nami, ale też nie bójmy się ujawniać tego, co wiemy, czego dowiadujemy się z dokumentów.

Jawność jest największym wrogiem dyktatury. Antydemokratyczna władza potrzebuje tajemnicy, skrywa się za zasłoną milczenia, skwapliwie chowa się w cieniu. Fotografia, kopia dokumentu, treść polecenia ujawnione – kompromitują dyktatorów, zmuszają ich do reakcji, na ogół nieprzyjaznej, ale wytrącają ich z obranego kursu, odbierają pewność siebie. To wspaniale, że już działają oko.press i Archiwum Osiatyńskiego, taka droga jest najwłaściwsza i najbardziej skuteczna.

Władza, nawet dyktatorska, musi liczyć się z odbiorem społecznym jej posunięć. Nawet, jeżeli udaje, że jest inaczej, wsłuchuje się uważnie w odgłosy, wywołane jej decyzjami. Oczywiście, z czasem popada w samouwielbienie i może skończyć zaskoczona wynikiem 99/100 – jak w 1989 roku.

Tymczasem jednak, nim dojdzie do tak spektakularnego upadku, patrzmy uważnie, kto tę władze stanowi. Nie interesuje mnie Jarosław Kaczyński i stan jego emocji czy intelektu. Niech sobie siedzi na Nowogrodzkiej, oddzielony ode mnie i od myślących jak ja obywateli, ale także od tych obojętnych, neutralnych i niezainteresowanych gęstwą prywatnych i publicznych agentów i ochroniarzy, policją, barierkami i radiowozami. Bóg z nim, on się nie zmieni, świata nie pozna, z nory nie wychynie. Lecz co z jego dworem, ze stadem służalczych lokajów, lizusów i podszeptywaczy, donosicieli i pokornych mniej czy bardziej wierzących w przekazy dnia i przykazy płynące z centrali?

Z wykonawcami jest inaczej, pokazując ich – ujawniamy nędzę ich zależności od centralnego ośrodka politycznego, wysyłamy sygnał do ich środowisk, że otacza ich aura niechęci, albo wprost – obrzydzenia. Wspierajmy wszelkie tego rodzaju inicjatywy, materialnie i organizacyjnie, niezależnie od tego czy inicjatorami są bliscy nam czy raczej odlegli ideowo aktywiści.

Dobrze też pamiętać – i mówić, komu rękę się podaje, a komu jej umyka. Ostracyzm jest dość skutecznym narzędziem, zwłaszcza w środowiskach elit naukowych i artystycznych.

Często słychać głosy liberałów, że nie chcą z lewicą, albo od razemowców, że nic nie łączy ich z platformersami, za to wszystko dzieli. I to jest właśnie największa słabość opozycji, że ważniejsze dla niej jest zachowanie tożsamości kosztem urojonej utraty własnego wizerunku. Bogiem a prawdą, komu ubędzie, gdy obok Zandberga stanie Schetyna, a Kosiniakowi-Kamyszowi będzie wtórować Nowacka? Każde z nich zostanie przecież sobą.

I żaden polityk z Nowogrodzkiej ani propagandzista z Placu Powstańców tego nie zmieni. Nie zmieni podziału Polski na PiS i nie-PiS. Chamstwo, o którym traktuje Łoziński, jest paliwem rozdarcia Polski. Ale bez utarcia rogów sprawcom i instygatorom, którzy to chamstwo wyzwolili i zgoła uświęcili – niczego nie osiągniemy. Chamstwo stanie się chroniczne i strukturalne, nawet gdy założy wyprasowany mundur organizacyjny i opaskę z rodłem.

Niestety, chamstwo jest amorficzne, nie da się zwalczyć chama, pokrzykując: jesteś chamem, jesteś chamem!– tak jak nie wyleczy się schizofrenika z choroby krzycząc: jesteś schyzio, jesteś schyzio! Można za to chamstwo zapędzić z powrotem do klatki, odcinając je od reżyserów, którzy nim się posługują. Znów więc wracamy do jednolitej, wspólnej postawy wobec siewców zła. Chciałbym wiedzieć, czy Budka podaje rękę Jakiemu? Czy Gasiuk-Pihowicz wita się z Piotrowiczem?

Czasem słyszę, że tak nie można, że żyjemy w jednym kraju, mówimy jednym językiem i nie wolno nam zamykać się na tamtych. Tak, to prawda, używamy tych samych słów, ale mają one różne znaczenia dla Polski PiS i dla Polski nie-PiS. Inaczej rozumiemy wolność, inaczej – suwerenność, inaczej pojmujemy i rację stanu, i prawo, i demokrację, i tak dalej.

Ten stan rzeczy trzeba po prostu zaakceptować. By się zmienił, potrzebna jest bardzo długa, wieloletnia praca edukacyjna. Której się nie rozpocznie bez zmiany władzy. Ale zaprojektować trzeba już dzisiaj. I to jest jedno z zadań opozycji, parlamentarnej i pozaparlamentarnej na czas przyszły.

Jednak z opozycją parlamentarną i pozaparlamentarną zorganizowaną w partie i ruchy polityczne jest jeden poważny kłopot. Przez media przelewają się wprawdzie wezwania do jedności, formułowane przez osoby obdarzone autorytetem, jak Lech Wałęsa i Władysław Frasyniuk, jakoś uzasadnione przez zwartą armię przeciwnika, któremu czoła stawić może tylko jednolita, silna koalicja. Tymczasem zdają się one – partie polityczne – nie rozumieć, nie chcą zrozumieć, że przeciw PiS musi wystąpić zjednoczony nie-PiS. Okazuje się, że dwa lata rządów PiS doprowadziły do ledwie mało przekonywujących pertraktacji PO z .Nowoczesną przed wyborami samorządowymi, z niewyraźnymi efektami, w postaci porozumienia dla Warszawy. PSL zapowiada samodzielne starania, a lewica mocno deklaruje, że nie jest skłonna do uczestniczenia we Froncie nie-PiS. Na dodatek, sama jest – jak dotąd – chyba już trwale podzielona.

Pojawiają się pierwsze inicjatywy po stronie pozaparlamentarnych ruchów społecznych i organizacji pozarządowych, w rodzaju Obywatelskiego Forum Legislacji składającego się z blisko 30 osób reprezentujących NGO’s, uczelnie i środowiska prawnicze, albo dwóch czy trzech koalicji, jak Inicjatywa Wolne Wybory, przygotowujących kampanie edukacyjne przed wyborami samorządowymi.

To jest zapewne przeciwnik dla obozu rządzącego niewygodny, bo amorficzny, nieuchwytny, choć działa jawnie, nadto działający w obszarze, w którym niełatwo jest oskarżać go o wrogość, sprzedajność i antynarodowy charakter – edukacji obywatelskiej, promowania uczestnictwa w wyborach i objaśniania procedur wyborczych, w tym sprawowania obywatelskiego nadzoru nad prawidłowością wyborów.

I to jest także prawdziwy początek  kształtowania społeczeństwa obywatelskiego, z którym walczyć trudno, nawet gdy dysponuje się licznymi policjami, całym aparatem przemocy i tubami propagandy.

Jawność i samoorganizacja, przygotowanie projektów ustaw i innych aktów prawnych przywracających ład konstytucyjny uwiarygodni Front nie-PiS i da mu narzędzia do szybkiej naprawy Rzeczypospolitej nazajutrz po Dniu Po…wbrew chamom i chamstwu nawet zorganizowanemu. Bo ono jest ciągle marginesem, nawet w kieszonkowej dyktaturze.

[responsivevoice_button voice=”Polish Female” buttontext=”Czytaj na głos”]

Piotr Rachtan

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.4/10 (36 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +38 (from 40 votes)
Piotr Rachtan: Wieczne pytanie – co robić?, 9.4 out of 10 based on 36 ratings

3 komentarze

  1. Zygmunt Krasucki 2018-01-02
  2. hazelhard 2018-01-02
  3. Magog 2018-01-02
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com