Ernest Skalski: Lewica szkodzi

Print Friendly, PDF & Email

X – Fantom POPiS

Lewica błędnie rozeznaje się w polityce

„PiS i Platforma Obywatelska powinny być traktowane jako partyjna koalicja rządząca Polską od dwunastu lat, obecnie posiadająca 370 na 460 mandatów w Sejmie i 97 na 100 mandatów w Senacie… Zamiast teki wicepremiera i kilku ministerstw słabszy partner otrzymuje tytuł wroga publicznego numer jeden – czyli pełną gwarancję pozostania w grze”.11) – to dziennikarz „Gazety Wyborczej” Stanisław Skarżyński:

Podobnie patrzy na rzeczywistość pisujący w lewicowym „Przeglądzie” prof. Bronisław Łagowski: „Na pogrążanie się postsolidarnościowego obozu w totalnym zgłupieniu nic nie można poradzić bo, ma on w swoich rękach rząd, opozycję i media.” 12)

Szerzej to uzasadnia prof. Henryk Domański, kierownik Zespołu Badań Struktury Społecznej oraz Zespołu Studiów nad Metodami i Technikami Badań Socjologicznych w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN: „Przecież PiS i PO są do siebie podobne, co potwierdzają m.in. transfery znanych polityków z jednej partii do drugiej oraz brak alternatywy programowej ze strony Platformy. Różnice między partiami – w podejściu do Unii Europejskiej, demokracji, reformy sądownictwa – mają w dużym stopniu charakter koniunkturalny.” 13)

Brak programu nie oznacza podobieństwa do innego programu. Koniunkturalny charakter mają przejścia polityków z partii do partii, a dokonywanie zasadniczej zmiany polityki europejskiej przez jedną z tych partii nie jest zmianą koniunkturalną, lecz zasadniczą, podobnie jak zawłaszczanie – między innymi – sądownictwa, czy cały proces odchodzenia od demokracji.

Listę zbieżności precyzuje inny autor „Przeglądu” i innych pism lewicowych Radosław S. Czarnecki : „Obie partie więcej łączy niż dzieli: klerykalizm, konserwatyzm… tradycjonalizm w polsko-peryferyjnym stylu, neoliberalizm…14)

Na konserwatyzm tu i tam, ale mocno zróżnicowany, można się zgodzić, lecz trudno przypisywać Platformie klerykalizm i polsko-peryferyjny styl, a Prawu i Sprawiedliwości – neoliberalizm. Wygląda to na naginanie faktów, aby tylko utrzymać obraz tworu POPiS, który miał, lecz nie mógł powstać w roku 2005.

Sławomir Sierakowski i w tej sprawie też ma na lewicy odrębny głos:  „Po dziesięciu latach ciężkich kłótni przyznaję rację Adamowi Michnikowi – pierwszy przestrzegał przed pełzającym zamachem stanu. Nawet najmądrzejsi ludzie uważali, że przesadza. Przy każdych kolejnych wyborach spierałem się, że do PO i PiS trzeba trzymać równy dystans… dziś twierdzenie, że PO i PiS to jedno zło, jest nieprawdą i błędem politycznym. Skłóca nas niepotrzebnie i osłabia w walce z PiS, który jest antypolski i de facto prorosyjski. Niszczy nie tylko demokrację, ale i podważa suwerenność”. 15)

Ci, którzy wcześniej uważali, że Michnik przesadza, nie musieli być chyba najmądrzejsi, jeśli nie widzieli, że zasadniczy, po roku 1989 podział polityczny między różnicującym się obozem postsolidarnościowym a postpeerelowską lewicą – SLD i PSL – stał się w XXI wieku całkowicie anachroniczny. Dwie duże partie: SLD, z Millerem, Hausnerem, Belką, a także Platforma Obywatelska, były pragmatycznymi partiami władzy, konkurującymi ze sobą w ramach obopólnie akceptowanego systemu, demokracji parlamentarnej i gospodarki rynkowej.

W dojrzałych demokracjach Europy większość elektoratu dzielą między siebie dwie takie siły. Ta, wywodząca się z tradycji socjalistycznych uważana jest za lewicę, druga – tradycyjnie konserwatywna i prawicowa współcześnie jawi się jako liberalna. Partia świadczeń socjalnych i partia niskich podatków, w niekonfliktowym sporze.

Tak już było i w III RP między latami 1991 (pierwsze demokratyczne wybory parlamentarne) i 2005. Oba ówczesne nurty miały inne niż w zachodniej Europie rodowody. Jeden był postsolidarnościowy, drugi – SLD z PSL – miał pochodzenie peerelowskie, ale też wpisywał się w reguły rynku i demokracji. Zwycięstwo lewicy w roku 1993 nie oznaczało restauracji ancien regime’u i wydawało się, że jesteśmy zabezpieczeni przed gwałtownymi zmianami w niepożądanym kierunku.

Gdy w roku 2005 Włodzimierz Cimoszewicz wycofał się z wyborów prezydenckich, czyjakolwiek kampania skierowana przeciw dość już iluzorycznym postkomunistom trafiałaby w próżnię. Wtedy Jarosław Kaczyński odkrył podział na Polskę „solidarną i liberalną”, stając się rzecznikiem tej pierwszej i pozycjonując PO w liberalnej, co z grubsza odpowiadało rzeczywistości. To tłumaczy dlaczego nie mógł zaistnieć POPiS. Nie tylko z powodu sporów kompetencyjnych pomiędzy nimi.

Sławomir Sierakowski, ze swoim zdaniem odrębnym na lewicy widzi, że: „...toczy się prawdziwa walka klasowa… konflikt dwóch światów, w których żyją klasy społeczne, dlatego każda z nich ma swój język, swoje emocje, problemy, stosunek do zagranicy, do obcych, do autorytetów…” 16)

Powyższy opis pokazuje realny podział w społeczeństwie. Wprawdzie podział według poglądów niekoniecznie pokrywa się z podziałem, który można by w pełni uznać jako klasowy, to obie partie reprezentują odmienne części elektoratu z odrębnym widzeniem rzeczywistości. To bez wątpienia głęboki kulturowy podział w społeczeństwie. Mógł być osią dialogu, lecz Jarosław Kaczyński świadomie zamienił go w ostry konflikt. Lewicy udaje się nie dostrzegać, że to dwa plemiona, czy wręcz dwie wrogie Polski, nowe wydanie wielowiekowego rozdarcia między nowinkarzami i sarmatyzmem. Jeśli nawet odbiór tego zjawiska bywa niekiedy przesadzony czy wręcz histeryczny, to przecież ten konflikt dominuje w naszej rzeczywistości. Podporządkowuje sobie większość jej najważniejszych dziedzin.

Gdy lewica już musi się doń jakość odnieść, to w jej języku pojawia się symetryzm. POPiS to może niekoniecznie koalicja, ale dwa skrzydła tego samego postsolidarnościowego obozu, odgrywające role dobrego i złego policjanta. Oba złe, a ich spór jest – z lewicowego punktu widzenia – nieistotny, zaciemnia tylko rzeczywistość, taką jaką widzi lewica. Zatrzymała się ona w roku 2005, w roli przeciwnika nieistniejącego już wtedy obozu postsolidarnościowego i tkwi na tych pozycjach do dzisiaj: A przy tym: „…PO-PiS jest niestety potwornie anachroniczny17) zauważa Rafał Woś, dwanaście lat po tym, gdy okazało się, że taki podmiot nie mógł zaistnieć. Anachroniczne jest natomiast niezmienne postrzeganie zmieniającej się rzeczywistości. I pociąga za sobą koszty, które lewica ponosi.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.4/10 (44 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 52 votes)
Ernest Skalski: Lewica szkodzi, 7.4 out of 10 based on 44 ratings

14 komentarzy

  1. Pat 2018-01-06
  2. slawek 2018-01-06
  3. PK 2018-01-06
  4. hazelhard 2018-01-06
  5. Zbyszek123 2018-01-07
  6. koraszewski 2018-01-07
    • Pat 2018-01-09
  7. slawek 2018-01-08
    • Pat 2018-01-09
  8. andrzej Pokonos 2018-01-08
  9. jacek 2018-01-08
  10. Mr E 2018-01-09
  11. wsc 2018-01-11
    • wsc 2018-01-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com