Ernest Skalski: Lewica szkodzi

Print Friendly, PDF & Email

IV – PKB durniu!

Lewica woli „Grab nagrabione!” (Lenin?)

Nwyznaczony przez Wosia wyższy etap rozwoju, i na wyższe płace polscy przedsiębiorcy i pracownicy wchodzą, teraz nawet dość intensywnie, w miarę jak dobra sytuacja gospodarcza generuje wzrost płac. Prywatny biznes, we własnym interesie, realizuje te postulaty w miarę poprawy koniunktury i sytuacji na rynku.

Ale lewica odrzuca nieznośny dla niej dyktat rynku, anachroniczny ponoć neoliberalizm oraz kult wzrostu. Przy czym, wbrew oskarżeniom z lewej, nikt nie twierdzi, że załatwia on wszystko. Tyle tylko, że bez wzrostu gospodarczego prawie niczego się nie załatwi. Rzeczy trzeba wyprodukować, usługi wyświadczyć. Realny, trwały wzrost płac i zamożności bierze się ze wzrostu PKB.

Taki na krótką metę; bywa też napędzany przez inflację i powiększanie deficytu. Aktualnie w Polsce działają te trzy czynniki jednocześnie. Przy czym z całą pewnością wiadomo, że koniunktura gospodarcza prędzej czy później się pogorszy. A ze strony lewicy żadnego odniesienia do inflacji i deficytu i nic o wzroście gospodarczym. Wiele natomiast o podatkach. Nie tyle wyprodukować, ile zabrać.

„…Wyższe podatki dotyczą tylko 10 proc. z góry finansowej drabiny… – postuluje Adrian ZandbergRozbudować usługi publiczne, stworzyć prawdziwy program mieszkaniowy, dofinansować ochronę zdrowia, podnieść płace… potrzeba większego budżetu… zmienić system podatkowy na bardziej sprawiedliwy… Żeby zwiększyć wydatki państwa trzeba zebrać pieniądze z podatków. Tyle, że propozycja Partii Razem wcale nie oznacza wyższych podatków dla wszystkich. Przeciwnie – większość zapłaci tyle samo albo wręcz mniej niż obecnie… więcej zapłacą najbogatsi i wielki biznes. Najwyższy czas, żeby kumple prezesa Morawieckiego zaczęli się w końcu na serio dorzucać do budżetu.7)

Tym postulatom poprawienia wszystkiego nie towarzyszy nawet próba szacunku kosztów i czasu realizacji. Nie ma też propozycji komu z tych kumpli, jak i ile można by dodatkowo zabrać. Nawet rezygnując z rzuconej w przestrzeń obietnicy obniżania podatków komukolwiek. A nie może się pojawić zestawienie postulowanych wpływów z tym co by trzeba wydawać, bo to kwoty zupełnie innego rzędu! I już na pewno nie będzie analizy na co ci najbogatsi nie wydadzą tego co dodatkowo zapłacą. W jakiejś części byłyby to inwestycje, na które im zostanie mniej środków i które będą mniej opłacalne.

Już obecnie mamy najniższy – 18 proc. – udział inwestycji w PKB od wielu lat. A możliwość wyprowadzania kapitału z kraju przez tych najbogatszych, przez co byłoby jeszcze mniej do opodatkowania niż obecnie?

Czytelnik nie musi pamiętać sceny z serialu Stefana Bratkowskiego „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”.

Poznań, początek XX wieku, syn socjalista w rozmowie z ojcem pozytywistą, oburza się na nędzę, ciemnotę, brud i choroby. A na pytanie ojca, czy w związku z tym zbudował studnię, założył szkółkę, sprowadził lekarza, odpowiada z przejęciem, że przecież to wszystko załatwi rewolucja socjalna.

Państwo, społeczeństwo, gospodarka to wielki skomplikowany agregat, w którym wszystko zależy od wszystkiego. A całość jest częścią jeszcze większego agregatu, jakim jest gospodarka światowa. Trzeba to z mozołem rozwijać i doskonalić, dopasowując do siebie różnorakie elementy.

Radykalna naprawa hurtem wszystkiego, bez zajmowana się trudnymi szczegółami, to Rosja 1917, Chiny 1949, wszystkie demoludy w Europie, Korea Północna, Wietnam, Kambodża, Chile prezydenta Allende i Wenezuela Chaveza.

Political fiction. Razem zdobywa większość, jaką dziś rozporządza PiS. Planowane przez Zandberga podatki nie starczają na nic. Kapitał ucieka, prywatne inwestycje zmniejszają się, państwowe windują deficyt. Volens nolens, Razem przyhamowuje, tak jak grecka Syriza, która po wygranych wyborach musiała się pomiarkować w rewolucyjnym zapale. Trwa kryzys i jego końca nie widać.

Dalej fantazjujemy. Razem ucieka do przodu. Zabrania wywozu kapitału, przestaje napływać zewnętrzny. Gospodarka siada, więc zaporowe cła, czy zgoła zakazy importu. Wszystkie wskaźniki spadają, z wyjątkiem inflacji, bo wszystkiego zaczyna brakować. Reglamentacja spożycia, kartki. Ręczne sterowanie gospodarką, nacjonalizacja. Po drodze wylatujemy z Unii Europejskiej, jeśli nie nastąpiło to jeszcze przy władzy PiS. A od pewnego momentu mamy już realny socjalizm. I raczej prędzej niż później – biedę. Kradzione, jeśli nawet czasami tuczy, to mało i krótko. Wieś korzysta z hrabiowskiego pałacu, ale chłopi hrabiowskiego statusu nie osiągają.

Lider tej władzy – nieważne, kto to – nie chce być dyktatorem, jak być może nie chciał nim być Fidel Castro, szlachetny rewolucyjny demokrata, kiedy zdobywał władzę. Jednak by przeforsować tak radykalne zmiany i się utrzymać musi mieć aparat przemocy, kastę uprzywilejowaną i umoczoną, która jak może broni swych przywilejów i bezpieczeństwa.

Kaczyński zaczyna od drugiej strony. On wychodzi z tego, że chce rządzić, mieć silne i opresyjne państwo ze służebną gospodarką. U „Zandberga” celem jest sprawiedliwa gospodarka i władza ma temu służyć. Przy kolosalnej różnicy haseł, słownictwa, tradycji i sztafażu, wychodziłoby z grubsza na coś podobnego. Z tym, że PiS już zdobył władzę i rządzi. A w dającej się przewidzieć przyszłości, lewica nie ma na to najmniejszych szans.

Ale ciągle są chętni inteligenci, uwiedzeni świeżością i prostolinijnością partii Razem, którzy uważają, że im się uda. Na razie pomogli Kaczyńskiemu zdobyć władzę i pomagają mu ją utrzymać.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.4/10 (44 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 52 votes)
Ernest Skalski: Lewica szkodzi, 7.4 out of 10 based on 44 ratings

14 komentarzy

  1. Pat 2018-01-06
  2. slawek 2018-01-06
  3. PK 2018-01-06
  4. hazelhard 2018-01-06
  5. Zbyszek123 2018-01-07
  6. koraszewski 2018-01-07
    • Pat 2018-01-09
  7. slawek 2018-01-08
    • Pat 2018-01-09
  8. andrzej Pokonos 2018-01-08
  9. jacek 2018-01-08
  10. Mr E 2018-01-09
  11. wsc 2018-01-11
    • wsc 2018-01-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com