PIRS: Księga wyjścia

Print Friendly, PDF & Email

Znalezione obrazy dla zapytania exodus

Spacerowaliśmy sobie z żoną, a ja rozmyślałem o fatalnej sytuacji w kraju. Większość opozycjonistów odsiedziała w aresztach i wyszła, dawna inteligencja była zmarginalizowana. Profesorowie prawa udzielali porad prawnych w jakichś spółdzielniach, ekonomiści byli na bezrobotnym, inżynierowie pozakładali jakieś warsztaciki, a humaniści udzielali korepetycji, choć na to był niewielki popyt.

Ale to byli nieliczni. Większość produkowała cegły z gliny i słomy dostarczanej przez państwo, susząc je na słońcu, a potem sprzedając państwu – takie dostawy obowiązkowe.

Nie było łatwo, kiedy ktoś chciał wyjechać z kraju. Wizy inne kraje dawały niechętnie, a paszporty dostawali tylko zasłużeni zwolennicy władz. Zastanawiałem się, jak pomóc koledze, z zawodu politologowi, który marnie wiązał koniec z końcem, sprzedając jakieś patriotyczno–religijne obrazki produkowane przez córkę.

Gdzieś na brudnej ścianie, porysowanej i popisanej sprejem, zauważyliśmy aparat telefoniczny. Kto go tam powiesił i po co? Nie miał żadnego połączenia z czymkolwiek. Obok aparatu ktoś napisał „Pan Bóg”. No cóż, czyjaś fantazja.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\napis.jpg

Chciałem przejść obok – dla mnie sprawa była jasna, ale moja żona jest dociekliwa i wszystko sprawdza, więc podeszła do aparatu i podniosła słuchawkę. Usłyszeliśmy chór śpiewający Alleluja Haendla, a potem jakiś głos. Żona posłuchała chwilę, a potem podała mi słuchawkę mówiąc „To do ciebie”.

Nie wyglądało na to, że żartuje, zresztą zaciekawił mnie ten fragment muzyki. Ktoś pewnie zrobił kawał i nadawał bezprzewodowo jakieś kawałki. Fajne. Wziąłem słuchawkę i przyłożyłem do ucha.

– „Pirs” – usłyszałem – „przestań zastanawiać się nad sytuacją Waldka i słuchaj. A przede wszystkim załóż czapkę”.

To nie mógł być kawał! Ten ktoś wiedział o czym myślałem!

– „Ale dlaczego?” – wymamrotałem – „jest dość ciepło jak na tę porę roku”.

– „Stoisz na świętej ziemi” – zagrzmiał głos w słuchawce – „więc załóż czapkę!”

No tak, to mógł być tylko Jahwe.

Rozejrzałem się po zaśmieconym kawałku chodnika, ale już nie dyskutowałem i założyłem czapkę.

– „Tak, to ja”, powiedział głos. „Słuchaj uważnie. Pójdziesz do Prezesa i powiesz mu, że przychodzisz ode mnie, i że poleciłem ci zażądać wypuszczenia z kraju wszystkich inteligentów”.

– „Ale, Panie, kim ja jestem żeby mnie dopuszczono przed oblicze Prezesa? I co mu powiem – że Pan Bóg mnie przysłał?”

– „Tak mu właśnie powiesz, a ja sprawię że cię wysłucha. Ale najpierw zbierz tę trochę inteligentów co się ostali i powiedz im, że ci się objawiłem. Powiesz im tak ode mnie: »Nawiedziłem was i ujrzałem, co wam tu uczyniono. Postanowiłem więc wywieść was z ucisku w tym kraju i zaprowadzić do ziemi opływającej w mleko i miód«.

I pójdziesz razem ze starszymi z byłych elit do Prezesa i powiecie mu: »Pan, nasz Bóg, nam się objawił. Pozwól nam wyjechać za granicę, abyśmy złożyli ofiary Panu, Bogu naszemu«. Ja zaś wiem, że Prezes pozwoli wam wyjść stąd tylko wtedy, gdy będzie zmuszony ręką przemożną. Wyciągnę przeto rękę i uderzę Polskę różnymi cudami, a wypuści was. Sprawię też, że pisowski lud okaże wam życzliwość, tak iż nie pójdziecie z niczym, gdy będziecie wychodzić.”

– „A jeśli inteligenci nie uwierzą i nie usłuchają słów moich, mówiąc, że Pan nie ukazał mi się wcale? W końcu to tylko telefon. Zaraz ktoś powie, że to był jakiś głupi kawał albo pomyłka”.

– „Zbliżają się święta. Powiedz inteligentom że kiedy tradycyjnie pomyją okna, na każdym z okien pojawi się moja podobizna według tego jak oni sobie mnie wyobrażają”.

Nie miałem ochoty na wizytę u Prezesa. „Panie”, powiedziałem, „ja się szybko wkurzam i nie mam cierpliwości do ludzi którzy wciskają mi kit, a to robią wszyscy politycy. Może wyślesz kogoś innego?”

Pan zaś odrzekł: „Kto dał człowiekowi usta? Kto czyni go niemym albo głuchym, widzącym albo niewidomym, czyż nie Ja, Pan? Przeto idź, a Ja będę przy ustach twoich i pouczę cię, co i jak masz mówić”.

Moja żona uśmiechnęła się i o nic mnie nie pytała. Zawróciliśmy do domu, omijając park, gdzie myśliwi urządzili sobie właśnie strzelanie do kaczek.

*

Postanowiłem działać. Spotkałem się z elitą dawnego Studia Opinii i opowiedziałem im całą historię. „Pan daje nam szansę na wyjście z tego domu niewoli. Pójdę do Prezesa tak jak mi kazał i dostaniemy paszporty”.

Najpierw mnie wyśmiali, że dałem się komuś nabrać na numer z telefonem. Ale jakoś ta idea ich ożywiła. Natychmiast powołano Komitet Obrony Polskiej Inteligencji (KOPI), którego honorowym przewodniczącym został tradycyjnie Stefan Bratkowski. No i zaczęła się dyskusja o tym jakie błędy popełniono w przeszłości, jak teraz należy dotrzeć do wyborców i przekonać ich żeby tak zagłosowali aby obalić tyranię. Głosy były podzielone.

Hazelhard obstawał przy edukacji i wyliczył że już za 12 lat wykształcimy naród do tego stopnia, że zrozumie jak został oszukany i zagłosuje na dawną partię .Nowoczesną. Wystarczy tylko przemycić odpowiednie treści do podręczników i zorganizować tajne komplety dla nauczycieli.

Ernest Skalski oznajmił, że należy przekonać wyborców lewicy żeby zagłosowali na PO, ale broń boże nie na lewicę, bo będzie tu jeszcze gorzej.

Magdalena stwierdziła, że najważniejszy jest język jakim powinno się rozmawiać z elektoratem i nalegała żeby również w rozmowie z Prezesem nie używać agresywnego języka.

Każdy mówił o czymś innym.

„Moi drodzy”, powiedziałem, „ja się nie palę do tej roboty, ale przysłał mnie Pan i powiedział co mamy zrobić. On nas chce uratować. Pan powiedział, że kiedy tradycyjnie pomyjecie okna przed świętami, to na szybach zobaczycie znak od niego i wtedy przekonacie się że mówiłem prawdę”.

Bogdan Miś stwierdził że jest ateistą i nie będzie mył żadnych okien na święta, bo to są zabobony. A w ogóle to czy Pan Bóg – jeśli istnieje – nie mógłby po prostu wypędzić tych co nas gnębią, zamiast wysyłać nas za granicę?

„Słuchajcie”, powiedziałem, „Pan chyba lepiej wie co jest dla nas dobre. Gdyby przodkowie Izraelitów nie posłuchali Pana i zostali w Egipcie to mieliby teraz nieciekawy żywot wśród tych muzułmanów i terrorystów. Nie czytacie gazet? To zupełnie co innego przyjechać tam jako turysta do Hurghady, a co innego być tubylcem”.

Jakoś to trafiło do zebranych i rozeszliśmy się. Wkrótce po umyciu okien na szybach naszych inteligentów pojawiły się sylwetki brodatego mężczyzny w aureoli. A na oknie Misia, mimo że nie było myte, też pojawiła się sylwetka Pana, który popatrzył na Bogdana i wymownie pokiwał głową.

Podobny obraz

*

Postanowiliśmy, że do Prezesa udam się z przewodniczącym KOPI. To nam powinno zapewnić audiencję u Prezesa, który musiał słyszeć o Bratkowskim. Poza tym pan Stefan jest osobą koncyliacyjną i miał mnie szturchać w bok gdybym się za bardzo emocjonalnie zagalopował. Mnie było wszystko jedno – wysyłał mnie Pan, więc co mi tam Prezes.

Napisaliśmy pismo do kancelarii Prezesa, że tak a tak, pan Stefan Bratkowski przewodniczący KOPI i pan Pirs zostali wysłani z misją przez Boga Izraela i proszą o spotkanie. Szybko wyznaczono nam termin.

Prezes przyjął nas w swoim gabinecie. Od razu bez wstępów oznajmiłem:

„Bóg Hebrajczyków nam się ukazał. Tak powiedział Pan, Bóg Izraela: Daj paszporty inteligentom, aby mogli na parę dni wyjechać za granicę i tam złożyć Bogu ofiarę, żeby nie nawiedził nas zarazą lub mieczem”.

Na to odpowiedział Prezes:

Dlaczego to panie Stefanie i panie Pirs, chcecie odwieść lud od pracy? Idźcie co prędzej do waszych robót”.

Tego samego dnia taki rozkaz wydał Prezes dozorcom robót i pisarzom„Nie będziecie dostarczać więcej inteligentom słomy do wyrabiania cegieł, jak poprzednio. Odtąd niech sami starają się o słomę. Wyznaczycie zaś im tę samą ilość cegieł, jaką wyrabiali dotąd, nic im nie zmniejszając; ponieważ są leniwi, wołają przeto: »Pójdźmy złożyć ofiarę naszemu Bogu«.  Praca tych ludzi musi się stać cięższa, aby się nią zajęli, a nie skłaniali się ku fałszywym wieściom”.

Wyszli więc dozorcy robót razem z pisarzami i ogłosili inteligentom: „Tak rozkazał Prezes: Nie dostarczę wam więcej słomy. Sami rozejdźcie się i zbierajcie słomę, gdzie ją możecie znaleźć. Mimo to nic nie będzie odjęte z nakazanych świadczeń”.  I rozproszyli się inteligenci po całej ziemi polskiej, aby zbierać ścierń zamiast słomy.  Dozorcy zaś robót przynaglali i mówili: „Winniście wykonać w każdym dniu codzienną swą pracę, jak wtedy, gdy słomy wam dostarczano”.  Bito pisarzy spośród inteligentów, których dozorcy robót ustanowili nad nimi, mówiąc: „Czemu nie wykonaliście powinności waszej i nie dostarczyliście cegieł ani wczoraj, ani dzisiaj w tej mierze jak poprzednio?”

Pisarze zaś spośród inteligentów poszli do Prezesa i narzekali mówiąc: „Czemu w ten sposób postępujesz z inteligentami? Nie dają teraz nam słomy i mówią nam: »Róbcie cegły«.”

Prezes im odpowiedział: „Jesteście bardzo leniwi, i dlatego mówicie: »Chcemy wyjść, by złożyć ofiarę Panu«. Teraz idźcie, ale do pracy! Nie otrzymacie słomy, ale dostarczycie taką samą ilość cegieł”.

Gdy wychodzili od Prezesa, czekaliśmy na nich z panem Stefanem. I powiedzieli nam: „Niechaj wejrzy Pan na was i osądzi, gdyż naraziliście nas na niesławę u Prezesa i jego dworzan. Wy to podaliście miecz w ich rękę, aby nas zabijali”.

*

Pobiegłem do telefonu, podniosłem słuchawkę i zawołałem: „Panie, czemu zezwoliłeś wyrządzić zło temu ludowi? Czemu mnie wysłałeś? Wszak od tej chwili, gdy poszedłem do Prezesa, by przemawiać w Twoim imieniu, gorzej się on obchodzi z inteligencją, a Ty nic nie czynisz dla naszego wybawienia”.

Pan tak mi odpowiedział: „Teraz ujrzysz, co uczynię Prezesowi. Zmuszony mocną ręką wypuści was i mocną ręką wypędzi z kraju”.

Wybraliśmy się znów do Prezesa i zacząłem mu robić wyrzuty, że nie posłuchał Pana i jeszcze bardziej obciążył inteligentów. „Ale jakie wy macie pełnomocnictwa?”, skrzywił się Prezes. „Każdy może się powołać na Pana”.

Wtedy – jak mi nakazał Pan – uczyniłem pierwszy cud. Wyciągnąłem laskę i dotknąłem kranu, a kiedy Prezes odkręcił kurek – z kranu poleciała brązowa, śmierdząca woda, która nie nadawała się do picia. Prezes gdzieś zadzwonił i powiedziano mu, że tak się stało w całej Warszawie, ale to wina źle przeprowadzonych robót przy wodociągu i już nad tym pracują. Takie cuda już się w Warszawie zdarzały.

Wyszliśmy z kwitkiem.

Pan jakoś tego nie skomentował, a ja nie miałem śmiałości zapytać dlaczego ta historia z wodą się nie udała.

*

Po tygodniu znowu odezwał się do mnie Pan i rzekł: „Idź do Prezesa i powiedz mu, że jeśli nie wypuści inteligentów to dotknę kraj plagą dzikich świń”.

Nie chciało mi się już chodzić do Prezesa więc wysłałem mu pismo poleconym. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, ale nagle w całym kraju zaczęły się pojawiać dziki, włazić do miast, buszować w śmieciach i w ogóle zachowywać się dość bezceremonialnie. Próbowano zatrudnić myśliwych, nawet zainicjowano modły w intencji pozbycia się dzików, ale nic to nie dało.

Znalezione obrazy dla zapytania dziki w mieście

Po tygodniu zadzwonił do mnie Prezes i powiedział: „Proście Pana, żeby usunął te dzikie świnie ode mnie i od ludu mego, a wypuszczę inteligentów, aby złożyli ofiarę dla Pana”.

Odpowiedziałem Prezesowi: Powiedz mi, kiedy mam prosić za ciebie, za twoje sługi i za lud twój, by Pan oddalił dziki od ciebie i od domów twoich”. Odpowiedział: „Jutro”. I rzekłem: „Stanie się według słowa twego, abyś poznał, że nie ma nikogo jak Pan, nasz Bóg. Dziki odejdą od ciebie, od twoich domów, od twoich sług i od ludu twego i pozostaną jedynie w lasach”.

Potem zadzwoniłem do Pana i poprosiłem żeby spełnił obietnicę jaką dałem Prezesowi. I Pan to obiecał. Następnego dnia na ulicach znaleziono setki martwych dzikich świń. Służby miejskie nie nadążały z usunięciem ich zwłok. Okazało się że wszystkie zaraziły się wirusem Afrykańskiego Pomoru Świń.

Kiedy Prezes przeczytał raport Głównego Inspektoratu Weterynarii, doszedł do wniosku że to nie jest jakaś kara boża, a po prostu zbieg okoliczności. Zresztą podejrzane było dla niego to, że choroba przyszła do nas ze Wschodu.

Ludzie wszędzie doszukują się cudu, a jak już się zdarzy to mają dziesiątki wątpliwości.

*

Streszczając: jakąkolwiek plagę zsyłał Pan, czy to z pogodą czy nawet meteory, nic nie przekonało Prezesa. A Pan powiedział mi, że robi tak specjalnie – specjalnie czyni serce Prezesa upartym, aby okazać potem swoją moc. To mi się nie mieściło w głowie, ja bym na miejscu Pana takiego sukinsyna co mnie nie słucha już dawno przywołał do porządku, a i Pan w przeszłości reagował szybciej i ostrzej, ale cóż – nieodgadnione są wyroki boskie.

Miałem już tego dość. Już nie wysyłałem listów poleconych Prezesowi, tylko maile, a on najpierw niby się zgadzał, ale jak plaga minęła to nic nie robił. Zadzwoniłem do Pana i poskarżyłem się na nieskuteczność Jego działań. I rzekł mi Pan: „Idź do Prezesa, ponieważ uczyniłem twardym serce jego i jego sług, abym mógł czynić znaki swoje wśród nich, i abyś opowiadał dzieciom twoim i wnukom, co zdziałałem w Polsce. A znaki moje czyniłem między nimi, aby wiedzieli, że Ja jestem Pan”. I zapowiedział Pan ostatnią plagę: „Jeszcze jedną plagę ześlę na Prezesa i na Polskę. Potem uwolni was stąd. A uwolni was całkowicie, nawet was wszystkich stąd wypędzi. Oznajmij to ludowi inteligenckiemu, ażeby każdy mężczyzna przygotował coś dla sąsiada swego pisowca i każda kobieta przygotowała coś dla sąsiadki swej pisówki”.

A Pan zjednał nam łaskę w oczach ludu, tak że pan Stefan i ja zażywaliśmy w kraju wielkiej czci tak u sług Prezesa, jak i u ludu pisowskiego.

Poszliśmy więc znowu z panem Stefanem do Prezesa i powiedzieliśmy: „Tak powiedział Pan: »Dokądże będziesz zwlekał z ukorzeniem się przede Mną? Wypuść lud mój, aby Mi służył. Bo jeżeli będziesz zwlekał z wypuszczeniem ludu mego, to sprawię że lekarze przestaną pracować po 400 godzin miesięcznie i upadnie służba medyczna w tym kraju, a żaden inny lekarz nie będzie chciał tu przyjechać«.”

Prezes się tylko uśmiechnął i powiedział: „To z czego będą żyli? Przecież nigdzie stąd nie wyjadą”. I jeszcze powiedział: „Odejdźcie ode mnie! Strzeżcie się i nie zjawiajcie się już przede mną! Jeśli was jeszcze raz zobaczę to pożałujecie.”

I odpowiedziałem Prezesowi: „Będzie, jak powiedziałeś. Nie zjawimy się więcej przed tobą”.

A na drugi dzień okazało się, że wszyscy lekarze w kraju, nie tylko rezydenci, wypowiedzieli umowy opt–out, które pozwalały im pracować ponad normę. I nie tylko to – stosowali „strajk włoski”, a więc trzymali się ściśle procedur, co przeciągało ogromnie wizyty. Prezes próbował poszczuć na nich opinię publiczną, ale lud, który widział poprzednie plagi, zaczął obawiać się gniewu Pana i burzył się.

Po tygodniu Prezes nas wezwał i powiedział: „Dobrze, dostaniecie paszporty, ale jeżeli po trzech dniach nie wrócicie do kraju, to już was tu nie wpuścimy”.

*

Nadszedł dzień eksodusu. Dzień wcześniej inteligenci i inteligentki odwiedzili sąsiadów pisowców i zaoferowali im amulety, które miały chronić przed gniewem Pana, bo obawiano się że może powtórzy się sytuacja z Biblii, kiedy to Pan pozabijał wszystkich pierworodnych oprócz tych z domu Izraela, bo jego domy były oznakowane. Pisowcy płacili hojnie, złotem i srebrem, i wywiesili amulety na drzwiach. W ten sposób naród poznał gdzie mieszkają jego wyzyskiwacze, ale co zrobił – tego już nie oglądaliśmy.

Trochę się wcześniej obawialiśmy, czy nie powtórzy się historia z Biblii. Nikomu nie uśmiechało się wędrować czterdzieści lat po bezdrożach i przestrzegać dziesiątków nakazów dotyczących żywności, zachowania, dzieci itp., a jeszcze może doszłoby obrzezanie. Ale Pan postanowił inaczej – każdy z nas mógł pojechać do kraju, który wybrał, a tam będzie przyjęty z honorami i opływać będzie w dostatki, jako że cały świat już się zorientował że jesteśmy wybrańcami Pana.

Zebraliśmy się na lotnisku, bo większość chciała polecieć samolotem i tylko nieliczni zdecydowali się na pociąg czy samochód. Nie było nas wielu. Inteligenci stale rozważają sprawy i nie mogą się zdecydować co zrobić, zapewne część uznała że przeczeka sprawę w kraju i zobaczy jak nam się powiedzie.

*

A kiedy wyjechaliśmy z kraju, Prezesowi objawił się Pan i rzekł:

– Wielki rozlega się krzyk przeciwko Polakom, że grzech ich jest bardzo ciężki. Zstąpię więc i zobaczę, czy postępowali we wszystkim tak, jak głosi krzyk, który doszedł do mnie, czy nie; muszę to wiedzieć!

A zbliżywszy się do Pana, Prezes rzekł:

Nie myślałem Panie, że tak szybko zareagujesz na ten krzyk. To pewnie nasi przeciwnicy polityczni. Może trochę przesadziliśmy wprowadzając porządki dobrej zmiany…

Jaka zmiana?! – zagrzmiał Pan. – Wytracę to występne nasienie do ostatniego bezbożnika!

Czy rzeczywiście zgładzisz sprawiedliwego wespół z bezbożnym? Wszak znajdzie się tu wielu sprawiedliwych wśród naszych posłów, senatorów i europosłów; czy także ich zgładzisz i nie przebaczysz miejscu temu przez wzgląd na tych sprawiedliwych, którzy są w nim? Nie dopuść, byś miał uczynić coś podobnego, by uśmiercić sprawiedliwego wespół z bezbożnym, by sprawiedliwego spotkało to samo co bezbożnego. Nie dopuść do tego! Czyż ten, który jest sędzią całej ziemi, nie ma stosować prawa?

I rzekł Pan: – Nie pamiętasz już co o nich mówiłeś?! Oni już są straceni, ale jeśli znajdę w tym kraju prawdziwych sprawiedliwych, przebaczę całemu miejscu ze względu na nich.

Odpowiedział Prezes i rzekł: – Ale gdzie dziś szukać sprawiedliwych? Przecież nie w tej totalnej opozycji.

I rzekł Pan: – Sprawiedliwymi dziś są ci którzy cierpią – uchodźcy. A ty sprzeciwiasz się temu aby ich tu przyjąć. Miało być 7 000 a nie ma ani jednego! O pomstę do nieba wołają już wszystkie ludy Unii.

Odpowiedział Prezes i rzekł: – Oto ośmielam się jeszcze mówić do Pana mego, choć jestem prochem i popiołem. Może zabraknie pięciu do tych siedmiu tysięcy sprawiedliwych, czy zniszczysz cały kraj z powodu tych pięciu?

I rzekł Pan: – Nie zniszczę, jeżeli znajdę 6995.

Prezes zaczął targować się dalej, aż doszedł do dziesięciu.

No dobrze – rzekł Pan – a masz już tych dziesięciu sprawiedliwych?

Prezes zamilkł i głęboko się zamyślił. – Sprowadzimy ich i przebadamy, a jak udowodnią że nie przenoszą żadnych chorób i nie zamierzają przeprowadzać tu ataków terrorystycznych…

Westchnął Pan i rzekł: – Lepiej weź kota i idź na południe.

Nad Polską zaczęły się gromadzić chmury.

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.9/10 (24 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +29 (from 35 votes)
PIRS: Księga wyjścia, 8.9 out of 10 based on 24 ratings

6 komentarzy

  1. hazelhard 2018-01-14
  2. Magdalena 2018-01-14
  3. Mr E 2018-01-15
  4. PK 2018-01-15
  5. A. Goryński 2018-01-17
  6. PIRS 2018-01-17
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com