Ewa Sawińska: SOS migranci

Print Friendly, PDF & Email

 

2018-02-14.

Kryzys migracyjny ma charakter polityczny a nie humanitarny. O migrantach niewiele wiadomo. Polska odmówiła ich przyjęcia, a pozostałe kraje Europy zgodziły się na relokację, ale wywiązały się z niej jedynie w ok. 20%.  Dzięki uszczelnianiu granic udało się przerzucić cześć problemu w inne obszary świata, ale prawdziwego rozwiązania wciąż brak. Chaos pogłębia się, a deklaracje państw mnożą się.

Początek 2018 r. został zdominowany przez kryzys migracyjny, który trwa nieprzerwanie od 2015 r. 4 i 5 stycznia w Paryżu zebrał się Stały Trybunał Ludności, który zrzesza społeczność międzynarodową od lat 70 i zbiera się nieregularnie w różnych krajach, aby wydawać opinie na temat przestępstw popełnionych przez rządy.

Tym razem tematyką była polityka wobec migrantów – Francja i Unia Europejska zostały symbolicznie skazane za zbrodnię przeciwko ludzkości. 10 stycznia odbył się szczyt Państw Śródziemnomorskich w którym wzięły udział Francja, Włochy, Malta, Grecja, Hiszpania, Portugalia i Cypr. W ramach podsumowanie padły deklaracje o potrzebie solidarności krajów UE oraz o współpracy z krajami z nią sąsiadującymi w celu uszczelniania granic. Podkreślono także potrzebę pomocy krajom pochodzenia migrantów. W temacie głos zabrały także dwie postaci, niemające ze sobą wiele wspólnego: Papież Franciszek i Viktor Orban. Głowa Kościoła z okazji Światowego Dnia Uchodźcy apelowała do wiernych, aby przezwyciężać swoje lęki i pomagać migrantom. Z kolei Viktor Orban nie wykluczył przyjęcia uchodźców w ramach rozdzielnika i potwierdził, że Węgry przyjęły do tej pory 1,3 tys.  Syryjczyków i Afgańczyków.

Jak podaje Międzynarodowa Organizacja do Spraw Migracji, w 2017 r. przez Morze Śródziemne do Europy przypłynęło 171 635 imigrantów. Do pierwszego w tym roku zatonięcia łodzi doszło 5 stycznia, a ostatnia spektakularna akcja ratunkowa tonącej łodzi odbyła się 27 stycznia. Przez lodź należy rozumieć drewnianą barkę lub dmuchany ponton, które są przeludnione i nieprzystosowane do przeprawy kilkuset kilometrów przez morze.

Europejska ziemia obiecana

Zaciekawiające jest to, że bohaterami kryzysu migracyjnego nie są sami migranci. To anonimowa masa o której nic nie wiemy, poza tym, że chcą przedostać się na Stary Kontynent. Przez Morze Śródziemne prowadzą tu trzy główne szlaki do Grecji, Włoch i Hiszpanii.

Do Grecji dostają się głównie Syryjczycy uciekający przed wojną. Chcą jedynie ją przeczekać i później wrócić do domu. Nie wszyscy wędrują do Europy – ponad milion znajduje się w obozach w Jordanii, kolejny milion w Libanie. Szlak do Europy jest odległy, wiedzie ok. 1200 km lądem przez Turcję, a następnie przez morze do Grecji. Jedną z najbliższych wysp jest Lesbos, które znajduje się zaledwie 10 km od wybrzeży Turcji. Migranci dostają się tu niedużymi łódkami czy wręcz kajakami, kolejnym przystankiem są dla nich obozy dla uchodźców. Dziś tylko w Grecji przebywa w nich ponad 50 tys. osób z czego 14 tys. znajduje się na wyspach.

Przez Libię do Włoch wiedzie najbardziej niebezpieczny szlak. W zeszłym roku zginęły tu przynajmniej 2 833 osoby. Migranci pochodzą głównie z terenów Afryki Subsaharyjskiej. Ich celem nie jest Europa, tutaj przedostaje się jedyne 12%, reszta zostaje w Afryce. Nazywa się ich imigrantami ekonomicznymi, nie ma to jednak porównania z europejską imigracją do krajów, w których zarabia się lepiej. Ci migranci uciekają przed śmiercią głodową, służbą wojskową na całe życie, ubóstwem. Niektórzy z nich wędrują nawet przez kilka lat przez Afrykę ciężko pracując, aby opłacić ucieczkę do Europy przy pomocy przemytników. Ich dramat zaczyna się w Libii, która pogrożona jest w chaosie i stanie wojny domowej. Jak podaje Amnesty International, wciąż trwa tu handel czarnoskórymi niewolnikami – cena za jedną osobę wynosi ok 200 dolarów. Istnieją obozy pracy, niektórzy zostają porwani i torturowani, aby wymusić okup od rodziny, kobiety są gwałcone. Części udaje się uciec; inni są wykupieni, a pozostali umierają. Wszyscy są zgodni – Libia to koszmar, gdyby wiedzieli co ich tam czeka, nigdy nie wybraliby się w tę podróż. Nie jest więc dziwne, że gdy tylko znajdą się w Libii, Europa może wydawać się jedyną alternatywą.

Ostatnim etapem jest przeprawa przez Morze Śródziemne z Trypolisu do Włoch. Dystans do pokonania wynosi ok. 300 km. W tej odległości znajduje się Lampedusa – pierwsza włoska wyspa. Przepłynięcie 300 km przez morze pontonem wydaje się szaleństwem, a należy dorzucić do tego jeszcze fakt, że migranci pochodzących z Afryki Subsaharyjskiej w większości nigdy nie widzieli morza i nie potrafią pływać. Łatwo więc o zatoniecie łodzi w wyniku paniki; ktokolwiek wypadnie za burtę nie ma szans na przetrwanie.

Od 2016 r. powstał także nowy szlak, wiodący z Maroka do Hiszpanii. W 2017 r. na tej drodze zginęły 222 osoby, a aż 23 000 osobom udało się ja pokonać. Dla porównania w 2016 szlak ten przebyło zaledwie 6 000. W tym wypadku są to migranci z krajów Mahgrebu i Afryki Subsaharyjskiej. Dystans, dzielący Afrykę i Europę, jest niewielki – wynosi ok 20-30 km.; tu najważniejsze są szybkie łodzie, aby uciec przed strażnikami granicznymi.

SOS

Tematem niepodejmowanym jest kwestia bezpieczeństwa tych, którzy próbują przeprawić się przez Morze Śródziemne. Jedynie w 2017 r. przynajmniej 3 119 straciło życie u wybrzeża Europy. W wyrazie sprzeciwu i niezgody na bierność z inicjatywy niemieckiego kapitana Klausa Vogela i Francuzki Sophie Beau w 2015 r. powstała organizacja SOS Méditerranée. Jej podstawę stanowi statek z lat 70. z międzynarodową załogą, wśród której znajdują się m.in Lekarze Świata. Wypływa on z Marsylii na ok. trzytygodniowe rejsy, by szukać tych migrantów, którzy potrzebują pomocy na szlaku z Libii do Włoch.

Tego typu organizacje mogą interweniować, gdy migranci znajdują się na terenie wód międzynarodowych. Wtedy zabierają ich na swój pokład, udzielają pomocy medycznej, wsparcia psychicznego. Celem jest bezpieczne wysadzenie ich na lądzie (Libia nie wchodzi wiec w grę) i danie im szansy starania się o status uchodźcy w bardziej sprawiedliwych warunkach. Jedyny kraj, który otwiera swoje porty i przyjmuje odnalezionych na morzu migrantów to Włochy (Francja i Hiszpania odmawiają). W okresie od marca 2016 do marca 2017 Sos Méditerranée uratowało 13 991 osób. 83% stanowili mężczyźni, z czego 24% to nieletni, w większości bez opieki.

Sos Méditerranée to inicjatywa obywatelska finansowana z datków osób prywatnych, organizacji oraz firm. Jeden dzień na morzu to koszt ok. 11 tys. Euro. Co ciekawe jednym z głównych partnerów jest merostwo Paryża, choć Francja nie przyjmuje ich w swoich portach.

Kryzys polityczny

Europa nie ma nic do zaoferowania migrantom – poza długimi miesiącami oczekiwania w obozach. Są one zarządzane również przez organizacje międzynarodowe, które starają się zapewnić wyżywienie, lekcje dla dzieci, wsparcie i wszystkie inne możliwe aspekty pomocy. Brakuje natomiast praktycznie wszystkiego: jedzenia, ciepłej wody, miejsca do spania oraz przede wszystkim informacji co dalej. Ludzie są zdrenowani, sfrustrowani.

Obozy liczą nawet po kilka do kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców. To wręcz miale miasta, w których oddolnie formuje się hierarchia, konflikty, walka o przywództwo. Obóz dla uchodźców to początek przede wszystkim długiej drogi administracyjnej. Wg danych za drugi trymestr 2017 r. 46% wniosków o azyl polityczny została rozpatrzona pozytywnie, najwięcej przez Niemcy. Pozostaje pytanie, co zrobić z pozostała ponad połową; gdzie należy ich odesłać wiedząc, że większość nie ma ze sobą dokumentów? Do kraju, z którego przybyli do Europy, czyli do Libii? Do kraju, z którego pochodzą, a w którym toczy się wojna, czyli do Syrii?

Obok dramatu migrantów istnieje także ekonomiczny wymiar problemu – Włochy i Grecja nie radzą sobie z tak ogromnym napływem ludności. Organizacja obozów dla uchodźców, to przede wszystkim ogromne koszty, ale i logistyka. Ponadto sytuacja ma także wpływ na zmniejszenie turystyki, która zajmuje ważne miejsce w budżecie obu państw. Dodatkowo, ani Włosi ani Grecy nie są w stanie trzymać imigrantów pod kluczem, więc oni po prostu rozchodzą się po Europie.

Uszczelnianie granic i wątpliwa współpraca

Europa poza wygłaszaniem haseł o solidarności wciąż nie znalazła rozwiązania. Sytuacja pozostaje kompletnie nieuregulowana. Pomysł relokacji migrantów do wszystkich krajów wspólnoty okazał się fiaskiem. Najbardziej spektakularny efekt przynosi uszczelnienie granic, choć sukces jest wątpliwy. Turcja zatrzymuje migrantów po swojej stronie w zamian za wznowienie negocjacji akcesyjnych.

Europa zdecydowała się także na współpracę z Libią – w zeszłym roku przekazano jej 46 mln euro wsparcia na ochronę granic. Władze Libii podały na początku grudnia, że w 2017 r. zatrzymały lub uniemożliwiły emigracje 80 000 osobom. Dylemat moralny polega jedynie na tym, że Libia nie przestrzega praw człowieka, zezwala na niewolnictwo i tortury. Nie jest ona nawet sygnatariuszem Konwencji Genewskiej, dotyczącej uchodźców.

Problem nie został rozwiązany, tylko zniknął z oczu Europejczyków. Kryzys migracyjny jest rozpatrywany przede wszystkim w wymiarze tego, jak Europa ma uniemożliwić migracje, a nie jak znaleźć rozwiązanie problemu. Inną poruszaną kwestią jest zmuszenie organizacji takich jak Sos Méditerranée do zaprzestania działań.

Oczywiście, nie można nie zgodzić się z tym, że to, co dzieje się na Morzu Śródziemnym przypomina wolną amerykankę  – natomiast brak działań organizacji międzynarodowych oznacza natychmiastowe zwiększenie śmiertelności na granicy Europy.

Ewa Sawińska

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.3/10 (4 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +4 (from 4 votes)
Ewa Sawińska: SOS migranci, 8.3 out of 10 based on 4 ratings

Jedna odpowiedź

  1. Magog 2018-02-15