Zbigniew Szczypiński: Bój o Gdańsk to coś więcej, niż bój o prezydenturę Gdańska!

Print Friendly, PDF & Email

 

2018-02-22.

Z pewną taką nieśmiałością chciałbym zaproponować temat inny od dominującego aktualnie nurtu, związanego z tym, co dzieje się państwie PiS i jego międzynarodowym otoczeniu.

Tym wszystkim, którzy sądzą, że jesteśmy na dnie, że gorzej już nie będzie, bo być nie może – odpowiadam, że są w błędzie. Skala rozziewu pomiędzy celem, jakim jest zbudowanie nowego państwa dumnych Polaków, wstanie z kolan i odzyskanie należnej, wynikającej z samego faktu bycia Polakiem, znaczącej pozycji w Europie i świecie – a poziomem kwalifikacji i klasą intelektualną pisowskich kadr, jest tak wielka, że dotychczasowe wpadki, gafy i potknięcia naszych „dyplomatołków”, to tylko wstęp i przygrywka. Najważniejsze przed nami.

Maszyna polityczna PiS ruszy, gdy zakończy się trwający jeszcze proces przejmowania politycznej władzy nad sądami, a w najbliższych wyborach samorządowych sprawdzone zostaną rozwiązania, będące jeszcze w trakcie procesu przejmowania kontroli przez państwo samorządu terytorialnego tylko planem.

Wszystko, co wyżej – niech będzie potraktowane jako uzasadnienie zajęcia się sprawą wyborów na prezydenta Gdańska, mojego miasta.

Paweł Adamowicz jest prezydentem Gdańska bardzo długo, dwadzieścia lat. Jest człowiekiem ściśle związanym z politycznym środowiskiem gdańskich liberałów. Był jednym z założycieli Platformy Obywatelskiej – partii, która jako jedyna w całej dotychczasowej historii polskiej transformacji rządziła przez dwie pełne kadencje. Partii, która spektakularnie przegrała ostatnie wybory prezydenckie i parlamentarne.

Paweł Adamowicz nie jest obecnie członkiem Platformy. Paweł Adamowicz rządził jednak Gdańskiem przy pełnym poparciu Platformy. Paweł Adamowicz wygrywał wszystkie dotychczasowe wybory dlatego, że stawał naprzeciw kandydatom Prawa i Sprawiedliwości tak beznadziejnym, jak poseł Jaworski (z zawodu etnograf), którego Prawo i Sprawiedliwość potrafiło zrobić prezesem Stoczni Gdańskiej – tylko po to, aby z tej pozycji, mając do dyspozycji całą stoczniową infrastrukturę i pieniądze, walczyć o prezydenturę w Gdańsku.

Z takim kandydatem Paweł wygrywał, bo wygrywać musiał. Sam głosowałem na niego, mimo że nie był on z mojej bajki.

Za kilka miesięcy mamy wybory samorządowe, bardzo ważne dla rządzącej partii i całego obozu Zjednoczonej Prawicy. Od wyników tych wyborów zależy bardzo wiele. Uzyskanie władzy pochodzącej z wyborów, posiadanie „swoich” burmistrzów i prezydentów bardzo ułatwi rządzenie krajem bez potrzeby brutalnego łamania prawa, czy stosowania takich kruczków prawnych, jakie widzimy w Warszawie, gdzie urzędnik administracji rządowej zajmuje Plac Piłsudskiego po to tylko, by wydać zezwolenie na budowę pomników smoleńskich poza samorządem mieszkańców.

Gdańsk był (jest?), jak dotychczas, matecznikiem Platformy. „Odbicie” Gdańska, wygranie przez kandydata zgłoszonego przez PiS prezydentury – to mógłby być dla PiS większy sukces polityczny, niż wygranie prezydentury w Warszawie, jak myślę.

Popatrzmy, jaką mamy aktualnie sytuację. Prawo i Sprawiedliwość nie zgłosiło w Gdańsku jeszcze żadnego kandydata, nawet nie ma na ten temat poważnych spekulacji. I to jest przewaga PiS nad Platformą. Kandydat PiS będzie dobrany pod kandydata Platformy.

A co w Platformie? Tradycyjnie – kłótnia. Szef Platformy wzywa publicznie prezydenta Adamowicza, by nie startował; Adamowicz ogłasza, że startuje, bo nie jest przecież członkiem Platformy i nie musi się słuchać. Władze Platformy wykonują jakieś dziwne ruchy, z których wynika, że trzeba poczekać aż kurz opadnie, że decyzja jeszcze nie zapadła…

Ludzie! Tak, to możecie się bawić w przedszkolu, a nie w polityce!

Przed napisaniem tego tekstu przeprowadziłem telefoniczną sondę wśród swoich znajomych i przyjaciół – mieszkańców Gdańska, zadając im dwa proste pytania :

  1. Jak oceniają to, że Paweł Adamowicz, który nie jest członkiem Platformy, ogłosił chęć startowania w nadchodzących wyborach na prezydenta miasta Gdańska, nie czekając na decyzje władz tej partii?
  2. Czy w najbliższych wyborach zagłosują na Adamowicza, skoro zgłosił swoją kandydaturę?

Sondaż telefoniczny – to słabe narzędzie badawcze, traktuję więc uzyskane wyniki jako sygnalne, ale jednak coś mówiące. Na ponad trzydzieści rozmów, tylko w dwóch przypadkach uzyskałem zdecydowaną odpowiedź – nie powinien zgłaszać swojej kandydatury i nie będę na niego głosował.

W pierwszym przypadku dlatego, że rozmówca stwierdził, że będzie glosował na kandydata swojej formacji politycznej (lewica); w drugim rozmówca nie podał powodów decyzji.

Wszyscy pozostali, podkreślając swoje wątpliwości i zniesmaczenie ciągnącymi się za prezydentem Adamowiczem niewyjaśnionymi do końca zarzutami związanymi z niepodaniem w oświadczeniach majątkowych istotnych składników majątkowych, oraz tym, że już i tak długo rządzi, wybierali wariant – zagłosuję na Pawła Adamowicza. Z komentarzy słownych do wybranego wariantu odpowiedzi zdecydowaną przewagę miały te, które nawiązywały do oceny rządów prezydenta, do oceny jakości usług i wyglądu miasta, do zdecydowanej, proeuropejskiej postawy prezydenta Adamowicza w starciu z „pisowską” władzą.

W ocenie słuszności decyzji o starcie w wyborach znacznie większe było zróżnicowanie postaw i ocen tej decyzji – wskazywano na złożoność sytuacji wewnątrz Platformy, na niechęć Schetyny do Adamowicza, na niejasną sytuację prawną prezydenta…

Jasne, podane wyniki sondażu przeprowadzonego w grupie znajomych nie mają waloru reprezentatywności, są tylko sondą. Zdaję sobie sprawę, że w wyborach politycznych zastosowane zostaną przez „pisowskie” państwo wszystkie nieczyste chwyty i zagrania, że suweren reaguje raczej emocjonalnie niż racjonalnie, że to będzie trudna i brutalna kampania. Jeśli tak, to tym bardziej nie wolno pomagać PiS-owi, a tak postrzegam to co wyrabia Grzegorz-Nie ma przebacz-Schetyna.

Jako leciutką zapowiedź, że może się udać, odebrałem brak jednoznacznego stanowiska władz Platformy po spotkaniu Neumann – Adamowicz. Dajcie sobie czas panowie, jesteście na ringu, gdzie sędzią będzie prezes Polski, to on dobierze kontrkandydata do walki z waszym zawodnikiem.

I na koniec coś od siebie – władze Platformy wskazywały swoich partyjnych kandydatów na prezydenta Gdańska mówiąc, że są to ludzie młodzi, nieuwikłani w żadne afery. Wiara, że partyjny kandydat, nawet gdy nie jest uwikłany w żadne niejasne sprawy (a o tym dopiero wypowiedzą się pisowskie służby) nie będzie dźwigał na sobie bagażu partyjnych afer i przekrętów z reprywatyzacją warszawską na czele, to krańcowa naiwność albo jeszcze mocniej – to głupota.

Bój o Gdańsk, to nie jest zwykła walka o prezydenturę dla Adamowicza. To bój o to, czy rewolucja pisowska, w wyniku której ma nastać nowa epoka, nowa Rzeczpospolita, nareszcie suwerenna i nareszcie wolnajeszcze bardziej przyspieszy, a państwo PiS opanuje do końca swobodne jeszcze sektory życia społecznego. Ta bitwa nieuchronnie rozpocznie się w tym roku.

Chodzi o to, czy będziemy mieli jeszcze trochę czasu, w którym znane ze swej fachowości i inteligencji super-kadry rewolucji pisowskiej: minister Sasin, minister Jaki, minister Suski, Kępa, Szydło i inni – bez wątpienia kolejny raz strzelą sobie (i nam) w stopę, podejmując akcje takie, jak ta nowelizująca ustawę o IPN. Czy co tam jeszcze przyjdzie prezesowi do głowy.

Omówiłem wyniki sondy telefonicznej bez ujawniania kto jak odpowiadał. Nie łamiąc żadnych standardów, mogę podać tylko własne odpowiedzi. Ja mianowicie uważam, że źle się stało, że Paweł Adamowicz zgłosił swoją kandydaturę bez uzgodnienia z Platformą. Ale jako jeszcze większy błąd uważam to, że Platforma nie uzgodniła tego wcześniej z Adamowiczem. Jednak stało się.

Teraz trzeba to dobrze rozegrać. Jedyne kryterium postępowania jest takie – Gdańsk nie może zostać oddany pod władzę rządzącej Polską partii. Dlatego też, gdy trzeba będzie decydować przy urnie wyborczej, nie mam wątpliwości – zagłosuję na Pawła Adamowicza

Do wszystkich partii i ugrupowań politycznych, ruchów społecznych, obywatelskich – to naprawdę jest bój o wszystko. O coś więcej, niż lokalne ambicje i znaczenie na lokalnej scenie politycznej nawet tak dużego i ważnego miasta, jakim jest Gdańsk.

Trzeba dziś myśleć systemowo. Całościowo, nie patrząc na  własne podwórko. Które jest w gruncie rzeczy w tym wypadku zwykłym grajdołem!

Zbigniew Szczypiński

Gdańsk

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.9/10 (12 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +14 (from 16 votes)
Zbigniew Szczypiński: Bój o Gdańsk to coś więcej, niż bój o prezydenturę Gdańska!, 7.9 out of 10 based on 12 ratings

4 komentarze

  1. Ernest Skalski 2018-02-22
  2. jureg 2018-02-23
  3. j.Luk 2018-02-23
  4. Zbyszek123 2018-02-23