Andrzej Lewandowski: Chichotki

Print Friendly, PDF & Email

 

2018-05-15.

ECHA WYDARZEŃ: Dodam – bardzo dawnych wydarzeń. A przypomnianych, bo u Pawła Pietruszkiewicza (jeden z kolegów „po firmie”) poznałem Piotra Wilczarka, – też dziennikarza, tyle że pokolenie po Pawle, za to bardzo zainteresowanego przeszłością profesji w jej „sportowym” wydaniu. W faktach i w anegdocie. I tak to wywabił mi z pamięci m.in. takie oto CHICHOTKI.

  • Zdarzyło się kiedyś, że wicenaczelnych redakcji było tylu, ile palców u ręki. W tym taki, który miał stopień generalski. I ksywę: Generał-Minerał. Szybko zmienił posadę, ale nas – „sportowców” zapamiętał. I po jakimś czasie zatelefonował ze skargą, że płynął przez Wisłę w żółtym czepku i… został ukarany mandatem. Jakim prawem – przecież żółty czepek daje przywilej pływania w każdym miejscu? A mnie coś podkusiło, i zamiast wyjaśnić, że warunkiem jest brak zakazu, wyraziłem zdziwienie: Bo widocznie nie płynął pan w mundurze! Na szczęście spotkałem się z poczuciem humoru…
  • Na dysku pokazała mi się stara fotka. Budapeszt, szermiercze mistrzostwa świata, basen parujący, bo woda ciepła, w basenie…

Jurek Jabrzemski – dziennikarz sportowy już w międzywojniu, bardzo zasłużony w okupacyjnym podziemiu – dla prasy harcerskiej, powstaniec; wielki autorytet zawodowy; świetny starszy kolega.

Lech CergowskiVirtuti w Powstaniu, krzywdy powojenne, na szczęście, gdy zły czas przeminął – podpora „Przeglądu Sportowego”. Dziennikarz, który jak mało kto umiał obracać słowem i się tym cieszyć.

Włodek Źróbik – szef „sportu” w PAP, do tego bobsleista-olimpjjczyk, saneczkarz, trener.

Hanka Grabowska-Źróbikowa – saneczkarka z długim stażem, zawsze w czołówce. Jakże atrakcyjna. Przystojna, zgrabna pomnikowo, każde męskie oko musiało się zatrzymać…

Gdzieś z boku moja skromna osoba, najmniej tu ważna.

Relaksujemy się przed robotą, gaworzymy, a tu blisko staje dwóch panów. Typowi rodacy „na delegacji”. Nawet „dyplomatek” nie zostawili w szatni. Gapią się na Hankę, gapią i coraz głośniej mówią, co oni by z tą Węgierką zrobili… I – jak. My łby pod wodę, że śmiech ukryty i… czekamy. Hanka też, do czasu. Za to, gdy wygłosiła swą mowę w języku „polsko-łacińskim” warto było zobaczyć jak zwiewali. Mało dyplomatek nie pogubili…

  • Pamięć wywołała więc Leszka Cergowskiego. Jakże uroczy człowiek; koleżeński, wyrozumiały – jak wspaniałomyślnie nie eksponował krzywd, a miałby po temu wszelkie prawa. I jakie poczucie koleżeństwa oraz humoru.

Poznań, czekając na zawody coś tam robimy. Przydałaby się jakaś butelczyna, a tu bezalkoholowy chyba poniedziałek. Leszek mówi: „Ja załatwię”. Idziemy za nim, wchodzimy do Delikatesów, a On do ekspedientki coś w tym rodzaju: „Czy to prawda, że w prawomyślnym i bogobojnym w Poznaniu w poniedziałki tylko starozakonnym alkoholu nie sprzedają”? Panienka pokraśniała, przybiegł kierownik, przyniósł co trzeba… Wolał zaryzykować niż narazić się na zarzut, że jest anty…

  • Igrzyska w Monachium. Mieszkam z Włodzimierzem Gołębiewskim, wówczas moim szefem, zawsze mentorem.

Jest już także prezesem Polskiego Związku Kolarskiego, więc zabiega o dobre stosunki z Adriano Rodonim, szefem UCI. Zrozumiałe. W tym celu mój szef przywiózł, co pan Adriano polubił – miód pitny made in Poland. Butelki czekały w szafie, a tu… kolarze zdobyli nam medal olimpijski. Więc „u nas” koleżeńska feta – wesoło radośnie. Ale bez miodu.

Nagle przez balkon – a było to piętro – wchodzi sąsiad. Szwed przeszedł po gzymsie, żeby zrobić porządek z tymi, którzy nie dają mu spać. Oczywiście został w wplątany w ogólną radość, spełniał toasty za polsko-szwedzką granicę… na Bornholmie. A Włodek, gdy zauważył, że zbliża się kryzys – zawołał – „Andrzej, pieprzyć Rodoniego, będzie miał mniej; wyciągaj miód, bo inaczej gość nie da rady… Dał, wracał też nie przez drzwi, po gzymsie, ale doszedł. Dobrze kibicowaliśmy.

  • Igrzyska. Po monachijskim zamachu wciąż stan najwyższej gotowości. Nie dojdziesz do sportowca, poza zdawkową konferencją. Długo po zawodach, a czas goni. A to akurat wyjątek – komandos jakiś wyrozumiały albo tolerancyjny, i można zbliżyć się na odległość głosu do naszego medalisty! Nareszcie coś z pierwszej ręki! Co myślał, jak osobiście recenzuje, komu dedykuje, itd. Co robił przed startem? Czytał książkę! Brawo – tytuł, autor, o czym? „Fajna była. Już nie pamiętam o czym. Gruba, ale trener zabrał, bo trzeba było zacząć rozgrzewkę…?

***

Kończąc CHICHOTKI obiecuję kolejne. Kiedyś. O Jego Wysokości Telefonie, deadline, itd.

Andrzej Lewandowski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +2 (from 2 votes)
Andrzej Lewandowski: Chichotki, 10.0 out of 10 based on 2 ratings

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.