Marek Jastrząb: Warsztaty dla kanciarzy

Print Friendly, PDF & Email

 

2018-06-06.

Milcząca mniejszość jest przerażona mołojeckim ekspansywnym zbydlęceniem i rozpustą pazerności ludzkiego rodzaju.

Skromna i nieśmiała, nie pasuje do dzisiejszego obrazka; gardzi osiąganiem sukcesu za wszelką cenę. Stroni od tymczasowego tryumfu i nie dąży po trupach do wbicia rywala w ziemię.

Lecz na swoje nieszczęście jest bezradna, bo nie wie, w jaki sposób ma rozmawiać z tą zbydlęconą częścią ludzi, którzy wyłącznie zainteresowani są wymianą argumentów zgodnych z przekonaniami swojego przywódcy; stosowane wobec nowozmianowców wszelkie tradycyjne techniki prowadzenia dyskursu – poległy, a jakiekolwiek próby nawiązania kontaktu spełzły na niczym i w efekcie ustępująca elita oblała wszystkie możliwe egzaminy.

*

Proces degradacji społeczeństwa ciągle trwa; z wolna poczynamy reagować na zbyt nachalne ukartowania. W szewskiej pasji podczas wymiany wzajemnie chamskich ciosów każda z walczących stron udaje zwycięzców, żadna zaś nie zauważa, że przestaje być traktowana serio.

Co w rezultacie prowadzi do wniosku, że naśladując obskuranckie metody walki stosowane przez przeciwników, przestajemy się od nich różnić. Co przez chwilę pozwala sądzić, że jesteśmy szlachetnymi wojownikami z dzidą.

*

Nie sądzę, by istniał człowiek, otwarcie deklarujący przynależność do wrogów kochania Ojczyzny; kiedy zapytać skina, dewota czy rasistę – kim jest ich organizacja, wszyscy ci zacni ludzie oświadczą zgodnym chórem, że tylko ich ugrupowanie właściwie rozumie słowo patriotyzm, zaś pozostała część narodu to czuby.

Tak więc w tym znaczeniu mamy tyle odmian patriotyzmu, ile środowisk. Bo jakie entourage, takie wartości, nieprawdaż?

Odpowiadam bez bicia: jak najbardziej prawdaż!

Przeto jedne będą mówiły o spolegliwości, koncyliacji i tolerancji, drugie o uczuciowych obertasach i oficjalnym stosowaniu w szkołach maczug do wpajania religii, a trzecie zaczną bzdurzyć o oświacie polegającej na likwidacji tejże.

Ale ja, niewysublimowany prostak nad prostaki, mam się za patriotę w nieszczekliwym stylu i w tym sensie znajduję się w  mniejszościowym, bo uczciwym gronie wyznawców miłości do swojego kraju.

Tu spieszę donieść: jestem patriotą nietypowym, bo z wielbicielami np. faszyzmu, łączy mnie brak wspólnego mianownika.

Jestem za ponownym i szybciutkim schodzeniem z drzew, nie mam więc krzty szacunku dla nieokrzesańców, którzy zabrali się za eksperymenty z wiedzą i oświadczam, że przenigdy nie będę łazić na czworakach przed szubrawcami.

*

Jacy są ci, co narzucają nam swój sposób wdzięk i szyk?

Przeważnie są młodzi, dorodni, urodziwi nad podziw, szczęśliwi na zabój. Przynajmniej tak chcą być widziani. W tej intencji tupią i wrzeszczą, szwendając się po kościołach i obnosząc po procesjach  bogoojczyźniane pienia.

Nic ich nie interesuje, a wszystko nuży. Są jak gdyby zwolnieni z obowiązku bycia zwyczajnym człowiekiem. Czują się wtedy niezastąpieni. Niczym predestynowani do wygłaszania zdań kompatybilnych z andronami.

Uwielbiają czynić tumulty, hałasy i rejwachy wokół siebie. Cieszą się, że ktoś traktuje ich serio. Przybierają wówczas niedostępne miny – udając, że mają rozum.

To stada leserów zapatrzonych w swoje pępki, hufce grasantów zbrojnych w kastety, szwadrony przekonanych, że szachrajstwo jest ich usprawiedliwieniem, że należą się im przeprosiny za parszywy los, jakaś godziwa rekompensata za ich usmarkane istnienie; sądzą, że krewni, znajomi, bliższa lub dalsza rodzina, wszyscy powinni im opatulać mimozowate ego, nadskakiwać, odgadywać zachcianki, przewidywać i uprzedzać ich najskrytsze życzenia.

Zanim jednak dostąpią łaski znalezienia się w okolicach dużych malwersacji, muszą przejść tresurę mówienia dementującego. Ukończyć szkołę ideologicznego przetrwania.

W języku zrozumiałym przez osoby lepszego sortu, mówienie dementujące  sprowadza się do wypierania się wszystkiego, co powiedziało się przed chwilą. Nawet (a zwłaszcza) wtedy, gdy ową wypowiedź słyszeli ludzie z innej bajki. Osoby nieupoważnione do poznawania prawdziwej prawdy. Prawdy podszytej fałszem.

Są kształceni na pieczeniarzy i wyrachowańców, co to niczego nie robią za darmo. Są przysposobieni do bijatyk, rywalizacji, tępienia odmieńców.

Owcza reszta stara się ich naśladować. Dorównać im kroku. Płynąć z prądem.

Ich naturalnym otoczeniem jest wrogość.

Znajdują się na bokserskim ringu, gdzie nie ma miejsca na przyjaźń, miłość, serdeczne i bezinteresowne uczucia, na jakieś ludzkie odruchy, które między sobą nazywają objawami słabości.

Zapatrzeni w siebie, chcą być twardzielami. Pragną żyć bez oglądania się na innych. Radzą więc sobie, jak potrafią: niektórzy są mądrzy do upadłego: z naukowymi tytułami nadanymi przez Uniwersytet Magiel.

Marek Jastrząb

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.3/10 (13 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 18 votes)
Marek Jastrząb: Warsztaty dla kanciarzy, 9.3 out of 10 based on 13 ratings

7 komentarzy

  1. j.Luk 2018-06-06
  2. Marek Jastrzab 2018-06-07
  3. j.Luk 2018-06-07
  4. Marek Jastrzab 2018-06-07
  5. j.Luk 2018-06-07
  6. Mr E 2018-06-07
    • j.Luk 2018-06-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com