Ernest Skalski: Nil desperandum, czyli: bójcie się, ale nie traćcie nadziei

Print Friendly, PDF & Email

 

2018-08-06.

Zagrożenia prawdziwe, wizja ponura. (Jan Hartman: Nadciąga katastrofa) Ale to tylko jedna strona problemu. Ludzi na świecie przybywa, lecz przyrost ten stopniowo się zmniejsza. Na dużych obszarach w Europie i w …Azji. Na ciągle najludniejszym  kontynencie już zmniejsza się populacja.

Prof. Hartman i jego oponenci zapomnieli wyraźnie o jeszcze jednym aspekcie naszej cywilizacji: o sztucznej inteligencji i w szczególności robotyce, które znajdą zapewne odpowiedzi na wiele dzisiejszych pytań i wątpliwości. Dodadzą bez wątpienia nowe, ale w sumie wierzmy, że cywilizacja „wyjdzie na swoje”.

Trzy wieki temu, wraz z rewolucją przemysłową i sukcesami medycyny, cywilizacja wkroczyła w okres szybkiego wzrostu populacji. W  miarę dalszego postępu ten wzrost stawał się coraz wolniejszy. A wraz z rewolucją postindustrialną, wzrostem poziomu życia i aspiracji oraz dalszymi… sukcesami medycyny, populacja zaczyna maleć. Globalizacja, wyrównując stopniowo standardy cywilizacyjne i przyczyniając się do  wzrostu zamożności na obszarach, określanych jako Trzeci Świat, przyśpiesza zmiany demograficzne, prowadzące do depopulacji. Przewaliło nas już dobrze za siedem miliardów, lecz jako ludzkość mamy szansę nie przekroczyć dziewięciu. Góra dziesięciu. Potem w świecie, jak teraz w Polsce, populacja będzie się zmniejszać.

Dziś, nasza znękana planeta jeszcze by tyle wytrzymała, ale – jak przypomina profesor Hartman – wyczerpujemy jej zasoby. Zaś ludzi będzie nie tylko – przejściowo! – więcej, lecz więcej będą od życia i Ziemi wymagać. Jednakże cywilizacja nie tylko stwarza zagrożenia, ale wypracowuje środki zaradcze. I to profesor całkowicie pominął, choć nie wyobrażam sobie, aby o tym nie wiedział. Lubimy się straszyć?

Ludzi kiedyś zacznie się robić mniej, ale oni się już przemieszczają. Przemieszcza się kapitał, know-how i patenty, towary i usługi, wędrują też pracownicy, uzupełniając luki.(Siła robocza to jakoś tak mało humanistycznie). Trudno przypuszczać, że ludzie przestaną różne rzeczy wymyślać i wynajdować i że w skali globu przestanie się zwiększać wydajność pracy. Że nie będzie komu pracować i nie będzie miał kto świadczyć usługi.

Nie byłoby problemu z wykarmieniem nawet dziesięciu miliardów, gdyby przeszły one na wegetarianizm. Żywność modyfikowana genetycznie wciąż budzi strach i wywołuje protesty, ale ludzkość, nie zdając sobie z tego sprawy, spożywa ją i to już od dawna. Obszary upraw nie muszą wzrastać proporcjonalnie do trwającego jeszcze wzrostu populacji i jej apetytu. Problemem jest konsumpcja wszelakich mięs. A w miarę narastania problemu ekologicznego, narasta problem humanitarny hodowli.

Przez dłuższy czas żyłem w przekonaniu, że JAKOŚ się z tego wybrnie. Jak z tkaninami. Pure cotton, czysta, żywa wełna jako przeciwieństwo jakiejś tam elany czy ortalionu. Tak było jeszcze całkiem niedawno. A teraz najmocniejsze i najtrwalsze, wodoszczelne i oddychające zarazem ubiory już stopniowo zwalniają tereny spod wrednej ekologicznie bawełny i chyba wkrótce nie trzeba będzie brutalnie strzyc owiec, żeby je w końcu obedrzeć ze skóry i zjeść. Więc pewnie kiedyś – myślałem – będzie jakieś sztuczne mięso, takie jakim dziś jest prawdziwe, czy nawet lepsze.

Okazuje się, że wcale nie musi być sztuczne. Kombinuje się narastanie komórek macierzystych… Życzę moim wnukom smacznego.

W skali globu nie powinno zabraknąć wody. Może zabraknąć energii dla jej odsalania. Jak i na wszystkie inne potrzeby. Wiatr, woda i baterie słoneczne to modne, źródła energii, ale daleko nie wystarczające. Górnictwo węglowe robi się zdecydowanie passe, ropy i gazu co jakiś ma zabraknąć, ale kiedyś w końcu zabraknie, a dla środowiska i te źródła są szkodliwe. Jak jeszcze się nie wynajdzie sposobu na uzyskiwanie energii z wodoru, a sytuacja będzie gardłowa, to pewnie uda się przezwyciężyć opory przeciw elektrowniom jądrowym.

Jednym słowem, ludzkość jedną ręką  podpiłowuje gałąź, na której siedzi, a drugą montuje sobie trwałą podporę. Zdążymy, czy „zanim słońce wzejdzie, rosa oczy wyje”? Pasjonujący to wyścig z czasem, którego wynik będzie widoczny już niedługo. Mniej więcej podczas kolejnego zaćmienia księżyca, takiego jakie widzieliśmy parę dni temu.

 

Ernest Skalski

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.8/10 (10 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +7 (from 13 votes)
Ernest Skalski: Nil desperandum, czyli: bójcie się, ale nie traćcie nadziei, 8.8 out of 10 based on 10 ratings

4 komentarze

  1. Ernest Skalski 2018-08-06
  2. andrzej Pokonos 2018-08-08

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com