Eugeniusz Noworyta: Czy Polacy to zauważyli?

Print Friendly, PDF & Email

 

2018-08-09.

Wśród wielu sondaży, z reguły korzystnych dla PiS, w połowie lipca tego roku na panelu Ariadna dla Wirtualnej Polski opublikowano wyniki badania wskazujące, że Polacy zauważyli skok „dobrej zmiany” na kasę i odkryli, że uczciwiej było za rządów PO-PSL.

Przy równoczesnych nadal utrzymujących się wysokich wskaźnikach zaufania do eksponentów tej władzy: prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego…

Ta paradoksalna sytuacja zachęciła wielu poważnych publicystów i analityków do próby zdefiniowania rzeczywistego stanu poparcia dla obecnej władzy i nakreślenia perspektyw rozwoju sytuacji z uwzględnieniem czekającego nas wyborczego maratonu.

A że sprawa jest niebagatelna dla nadchodzących wyborów – świadczy wypowiedź Donalda Tuska, który właśnie w złodziejstwie, charakteryzującym władzę, która demoluje demokratyczny system przez podporządkowanie sobie sądów, prokuratury, policji i niezależnych mediów, upatruje główne pole starcia w wyborczej rywalizacji. Natomiast Jerzy Baczyński zwrócił uwagę na złożony charakter zjawiska, które składa się na pojęcie korupcji władzy. Nie chodzi bowiem tylko o podwójne pensje i podobne formy nielegalnego i, zazwyczaj, utajnionego wynagradzania prominentów, co tak niedawno, gdy wyszło na jaw, zbulwersowało opinię publiczną, karmioną od dłuższego czasu opowieściami o moralnej wyższości „dobrej zmiany” i jej bezinteresownej służbie sprawiedliwemu państwu.

Przywołane na początku badanie opinii publicznej pozostaje w zgodności z rozpowszechnionym przekonaniem, że do polityki idzie się głównie dla pieniędzy, a nie z altruistycznych pobudek. Odkrycie, że ta przypadłość dotknęła też moralizatorską ekipę „dobrej zmiany” stanowi skazę na wizerunku, ale, jak sądzę, nie na tyle groźną aby podważyć jej fundamenty. Władzą nie zachwieją też przypadki pospolitego łapówkarstwa, bo te, z uwagi na ich kompromitujący charakter, są z zasady tępione.

Rzecz idzie, na co zwraca uwagę J. Baczyński, o bardziej wyrafinowane formy zawłaszczania instytucji państwa, ich upartyjnienie i podporządkowanie interesom władzy, ale także nieograniczonego przepisami prawa korzystania z zasobów budżetu.

Wraca więc nomenklatura bynajmniej nie w formie właściwej dla państw demokratycznych, w których wyborcze zwycięstwo uprawnia do obsadzenia określonej liczby stanowisk kompetentnym personelem – lecz przeciwnie, zagarnianie wszystkich możliwych urzędów, państwowych spółek i samorządowych przedsiębiorstw, mediów publicznych, instytucji kulturalnych i fundacji bez oglądania się na kwalifikacje beneficjentów.

Pod warunkiem, że gwarantują lojalność wobec władzy.

Nieodległe temu jest załatwianie posad rodzinie, bliskim i znajomym czyli nepotyzm. Listę korupcyjnych działań uzupełniają jeszcze transfery środków publicznych dla określonych grup i środowisk, organizacji społecznych tworzących zaplecze wyborcze oraz klientelizm, przejawiający się m.in. w uzależnianiu prywatnego biznesu od rządowych umów, przetargów i regulacji.

Czy ten zespół korupcyjnych praktyk władzy jest dostrzegany przez Polaków, i czy może to wpłynąć na wynik wyborów? Nie mam pewności, ponieważ w mniejszym czy większym stopniu zachowania korupcyjne występowały za poprzednich rządów, a nie wszyscy są skłonni do zastanowienia się nad skalą tych patologii.

Innym polem wyborczego starcia może się stać sprawa niezależnego sądownictwa. Na oczach społeczeństwa dokonało się podporządkowanie sądów powszechnych, prokuratury i Krajowej Rady Sądownictwa władzy wykonawczej, która, z żelazną konsekwencją zabrała się teraz do niszczenia niezawisłości ostatniego bastionu demokratycznego systemu, czyli Sądu Najwyższego.

Przedstawiciele rządu i prezydent ogłaszają otwarcie, że nie zamierzają stosować się do wyroków Sądu Najwyższego, mimo że wszystkie organy są zobowiązane do respektowania postanowień sądów, nawet gdy się z nimi nie zgadzają. Czy zamach na praworządność będzie miał szersze reperkusje, czy będzie kojarzony z podważeniem poczucia bezpieczeństwa każdego obywatela i wywoła wyborczy sprzeciw Polaków?

Pewne nadzieje dają protesty w obronie wolności sądów oraz badania wykazujące, że większość uważa ciągle państwo prawa za największe osiągnięcie procesu transformacji.

Podobnie wygląda sprawa naszych relacji z Unią Europejską. Tu również polityka rządu rozchodzi się z większościową opinią Polaków, przychylnych naszej obecności w Unii. Logika konfrontacji z Unią Europejską będzie prowadzić do pytania o sens pozostawania Polski we wspólnocie europejskiej w warunkach negowania przez władze unijnych zasad i wartości, a w odpowiedzi, uruchomienia przez Unię mechanizmów uzależnienia transferów finansowych do państw członkowskich od stanu praworządności, a w rezultacie, zamrożenia pieniędzy unijnych.

Skierowanie pytań prejudycjalnych do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i zawieszenie obowiązywania przepisów dotyczących przechodzenia sędziów w stan spoczynku przez Sąd Najwyższy, a z drugiej strony reakcja obozu rządzącego, w tym prezydenta, świadczące, że władze nie zamierzają respektować postanowienia Sądu – wskazują, że w sporze o zachowanie praworządności osiągnęliśmy pozycje brzegowe. Trwanie sędziów na pozycjach konstytucyjnych i jednoznaczne zaangażowanie Unii Europejskiej w obronę praworządności w Polsce w zderzeniu z niszczycielską determinacją władz postawi wyborców wobec konieczności dokonania zasadniczego wyboru decydującego o kształcie ustrojowym kraju. Czy prawda o tym, że bez niezależnych sądów nie ma wolności – dotrze do większości Polaków, poddanych nachalnej propagandzie mediów publicznych i znieczulającym wrażliwość społeczną zabiegom władzy?

Innym nurtem toczącej się dyskusji jest pytanie: do kogo ma być kierowany przekaz demokratycznej opozycji, do wyborców PiS, czy do liczącej kilkanaście procent grupy niezdecydowanych. Zjednoczona Prawica, mimo wszystkich zawirowań i potknięć, wciąż uzyskuje 40 proc. poparcia w sondażach, przy zbliżonym wyniku połączonych sił opozycyjnych.

W tej sytuacji, kalkulacje na wykruszanie się pisowskiego elektoratu – temat poruszony przez Andrzeja Koraszewskiego – nadzieje na to, że coś zacznie docierać do wyborców PiS i że zmienią się proporcje, mogą być zawodne. Natomiast szanse na obronę demokracji przy urnach należałoby upatrywać raczej – na co zdecydowanie stawia Ernest Skalski – w pozyskaniu poparcia tzw. centrum, tj. tych niezdecydowanych, których głosy mogą przechylić szalę na każdą ze stron; pomysł na przekonywanie zakonu pisowskiego natomiast to strata czasu i energii.

Aby osiągnąć pożądany cel opozycja musi jednak przedstawić odpowiedni program, który nie może się ograniczać do zapowiedzi  unieważnienia wszystkich pisowskich ustaw ( co samo w sobie jest obarczone poważnym błędem ), ani też obietnicy powrotu przeżywającej kryzys na całym świecie demokracji liberalnej, bez niezbędnych korekt własnej polityki m.in. w kwestiach społecznych, zwalczaniu przestępczości gospodarczej, czy ważnej w polskich warunkach, polityki historycznej.

Liczenie tylko na błędy PiS niczego nie da. Niszczenie reguł polityki opartej na dialogu i kompromisie obezwładnia, jednak trzeba wykrzesać w sobie energię nie tylko dla przezwyciężenia poczucia bezradności, lecz także ukazania dróg wyjścia z obecnej chaotycznej sytuacji.

 

Eugeniusz Noworyta

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.2/10 (11 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +14 (from 16 votes)
Eugeniusz Noworyta: Czy Polacy to zauważyli?, 9.2 out of 10 based on 11 ratings

2 komentarze

  1. jacekm 2018-08-09
  2. j.Luk 2018-08-09
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com