Krzysztof Mroziewicz: Kapuściński, Macierewicz i Sąd Ostateczny

Print Friendly, PDF & Email

11.08.2018

Marek Kusiba w swojej książce o Kapuścińskim wchodzi na pierwszą linię tekstu, co jest z trudem akceptowalne. Ale robi to z finezją, pamiętając o potrzebie zachowania odpowiedniego dystansu do swego bohatera.

W książce mamy mnóstwo bezcennych spostrzeżeń o sztuce pisania. Są to uwagi o własnym warsztacie poety, reportera, publicysty i felietonisty, ale też o warsztacie Ryszarda Kapuścińskiego – poety, reportera, aforysty, filozofa, gawędziarza, wykładowcy, panelisty światowego formatu i zwykłego rozmówcy.

Autor mieszkał w Polsce, ale po stanie wojennym wyemigrował do Kanady. Bywa w kraju i śledzi z uwagą, co się u nas dzieje. Jest czynnym i wpływowym dziennikarzem kanadyjskim; pisuje także czasem w „Studiu Opinii”. Kapuściński bywał częstym jego gościem w Toronto. Dziś Ryszard nie miałby co robić w Polsce. Pewnie by zachował się tak jak Kusiba po 13 grudnia. Dla subtelnej roboty dziennikarskiej nie ma tu miejsca. Pisać alegorycznie nie ma po co, na odlew – prawie nie ma gdzie. Zresztą na chamstwo jest tylko jedna odpowiedź: pogarda.

Amerykanie mogą uprawiać dziennikarstwo śledcze, bo mają za sobą potężne instytucje demokratyczne, których pojedynczy deweloper nie ugryzie. W Ameryce nie można wsadzić gangstera ale można obalić prezydenta. U nas można napisać znakomicie  udokumentowaną książkę Piątka i bohaterowi włos z głowy nie spada. Trzeba talentu, żeby napisać parafrazę rozdziału Biblii o tym, jak Cesarz czyli Wielki (lecz nie wzrostem) Mag podporządkowuje sobie wszystkie sądy po kolei, a na koniec zabiera się za Sąd Ostateczny. Kapuściński by to potrafił, ale jak mówił Pilch –  już mu nas… do grobu.

Kusiba przywraca wartość książkom mniej znanym lub zapomnianych jak „Gdyby cała Afryka…”. Odkrywa ówczesną aluzyjność tekstów, wtedy nieczytelną i dzisiejszą ich aktualność czyli potwierdzoną umiejętność przewidywań. Zresztą prognozy i spekulacje na temat przyszłości to  resztka obszaru, po którym zawodowe dziennikarstwo może się jeszcze poruszać.

Szkoda, że Kusiba pominął fascynację Kapuścińskiego Che Gueverą. Wydał on przecież „Dziennik z Boliwii” we własnym przekładzie, a to była wtedy bardzo aluzyjna książka. Na marginesie – Piątek z kolei nie mówi o fascynacji Macierewicza Che Guevarą. Zestawienie Kapuścińskiego z Macierewiczem  w książce o zawłaszczaniu Sądu Ostatecznego będzie kiedyś w IPN teczką specjalną.  

 

 

Krzysztof Mroziewicz

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.5/10 (19 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 20 votes)
Krzysztof Mroziewicz: Kapuściński, Macierewicz i Sąd Ostateczny, 9.5 out of 10 based on 19 ratings

Jedna odpowiedź

  1. kolarz 2018-08-13
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com