Andrzej Lewandowski: Złoto pozłocone

Print Friendly, PDF & Email

01.10.2018

ECHA WYDARZEŃ: Polscy siatkarze mistrzami świata. Znów. Przyszło złoto 2018 do złota 2014. Można rzecz – złoto jeszcze pozłocone… Brylantami wysadzane…

W grze fazy medalowej najpierw takie wymordowanie faworyzowanych Amerykanów – 3:2, w finale – ledwie po kilkunastu godzinach oddechu pokonanie Brazylii. 3:0 – zastępuje szczegółowy opis. Gra piękna, skuteczna, z temperamentem wspartym myśleniem. Mistrzostwo w sztuce i silna wola. Ręce, nogi, głowy… DZIĘKUJEMY!

Cichym bohaterem tych mistrzostw jest trener reprezentacji Polski.

Z BIOGRAFII:

Vital Heynen (ur. 12 czerwca1969 w Maaseik) – belgijski trener siatkarski i były siatkarz.

W 2006 roku został trenerem Noliko Maaseik. W 2012 roku przejął po Raulu Lozano reprezentację Niemiec. Od sezonu 2016/2017 trener niemieckiej drużyny VfB Friedrichshafen. Od 7 lutego 2018 roku selekcjoner reprezentacji Polski.”

Z doktryny działania pan Vital bardzo mi przypomina Jerzego Huberta Wagnera. Nie boi się ryzykować, potrafi modyfikować program i zmieniać cele w miarę rozwoju wydarzeń. I nie obawia się o tym mówić. Gdy Wagner z drużyną – już mistrzowie świata – jechali na Igrzyska do Montrealu, trener odważnie głosił, iż interesuje go oraz podopiecznych tylko złoty medal. Nie była to fanfaronada, lecz odwaga w szczerości. Zdobyli!

Hayden mówił przed mistrzostwami, że został zaangażowany, by drużyna poszła w ślady wagnerowej – ale… gdy znów przyjdzie czas igrzysk, teraz niech będzie w „szóstce”. Ale gdy okazało się, iż przebudowa daje owoce szybciej, a drużyna, której część już znała smak mistrzostwa świata, zaś młodzi dopiero doskonalą się w sztuce – z miejsca zmienił cel. Medal, gra o medal, żadne tam zadowolenie z tego, że już się ma to, co było celem etapowym. Główny jest już inny, niejako w biegu. Ładne? Piękne!

Tak myślał trener, a że tak samo myśleli podopieczni – widać już było na parkiecie. Gołym okiem. W sposobie grania, w skupieniu, w reakcjach – gdy się akcja udała, albo gdy punkt zdobył przeciwnik i trzeba było choćby gestem dać znać koledze – „ nie przejmuj się, to nie koniec świata – zaraz weźmiesz rewanż”. W ogóle podoba mi się w siatkówce owa „gra gestów”. Widzę w niej zespół i wydaje mi się, że jest to koleżeństwo nie tylko boiskowe. Że życiowi kumple, którzy zawsze mogą na siebie liczyć…

Wyznam, że były chwile (porażki z Finami i Francuzami), gdy wydało mi się, że strefa medalowa jest jednak poza szansą. Jak rywale, nie doceniłem jednak szybkości dojrzewania tego zespołu. Co wyznaję w pokorze i … pomyłkę biorę za powód wielkiej frajdy. Bo dzięki sceptycyzmowi w początkowej fazie apetyt mi rósł – jak siatkarzom – w miarę konsumowania kolejnych dań. Które złożyły się w ucztę…

Czy mam uwagi krytyczne? Tak, ale nie wobec drużyny. Mam do systemu. Że, jak w decydującej fazie drużynom każe się grać dzień po dniu. Dla kalendarza i porządku transmisyjnego to ważne, rozumiem, ale dla sportowców trochę nieludzkie, Kto śledził – wie, ile zdrowia trzeba dziś włożyć w jeden mecz, Gdyby tak piłkarzom odebrano prawo do jakiegoś wypoczynku, to… Piłka – to m.in. prezes Boniek, a on zwrócił uwagę na niepełną jasność systemu klasyfikowania w początkowych fazach – nie tylko wynik, ale jeszcze sety, w nich punkty. Jakoś „po drodze”… Sport wymaga jasności, w podstawie – zwycięstwo, przegrana, remis; w siatkówce nawet prościej, bo remisów nie ma, jest granie do „15”… Nawet futbol postuluje, by w klubowych rozgrywkach przestać liczyć przy remisach gole strzelone „na wyjeździe…”

To jednak ledwie margines wrażeń, wobec emocji i podziwu dla siatkarzy. I paru pytań z tego zakresu, które sama obserwacja niesie. Np. to, co mi zasygnalizował w komentarzu Paweł Deresz, przyjaciel, kolega po fachu i wciąż zapamiętały tenisista: „Zastanawiam się, jaka jest różnica w zmęczeniu siatkarza od np. piłkarza, który podczas meczu przebiegnie ok.10 km. Czy tenisisty( 5 km). Inaczej mówiąc: jakie są kryteria zmęczenia (nie mówię o psychicznym)?”

Też się zastanawiałem, Zwłaszcza, gdy gdzieś przeczytałem, iż śp. Andrzej Niemczyk, sportu spec wielki (m.in. sławne „złotka „ siatkarskie”, rzekł, że gdyby piłkarze trenowali tyle i tak, jak siatkarze – byliby nie mistrzami, a arcymistrzami… Coś w tym jest. Jaki trzeba przejść trening siłowy, żeby ręką nadawać piłce szybkość ponad stu kilometrów na godzinę? Jaką trzeba mieś sprawność i refleks by odbierać tak zagraną piłkę – i nie tylko ją odbić, ale skierować do wybranego kolegi? Ile trzeba mieć „ siły w nogach”, by dwumetrowiec dziesiątki razy mógł w wyskoku podnieść własne kilogramy – w bloku, w ataku wyżej niż rywal… Jak się kształci odporność nerwową i zdolność do maksymalnej koncentracji przez godzinę, półtorej? No, i te mecze dzień w dzień, jak w Warnie oraz Turynie…

Detale? W pewnym sensie pewnie tak, ale w sumie jednak jak różne farby, którymi nam tak piękny obraz pędzel złotych mistrzostw wymalował…

Autor

Andrzej Lewandowski


senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +5 (from 5 votes)
Andrzej Lewandowski: Złoto pozłocone, 10.0 out of 10 based on 1 rating

2 komentarze

  1. Andrzej Lewandowski 2018-10-03

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com