Telewizja pokazała (469)

Print Friendly, PDF & Email

14.10.2018

W Lublinie 13 października miał się odbyć — i w końcu się odbył – pierwszy w tym mieście Marsz Równości.

Działacze PO i Nowoczesnej naciskali na organizatorów marszu, aby zmienili datę, bo taki marsz może zaszkodzić prezydentowi Krzysztofowi Żukowi (PO) w kampanii wyborczej. Wojewoda lubelski Przemysław Czarnek (PiS) naciskał, aby nie dopuścić do „marszu homoseksualistów” i stwierdził m.in., że „Zgromadzenie ma prowokować, jego uczestnicy będą epatować swoją seksualnością na ulicach miasta, naruszając moralność publiczną. Jest to sprzeczne z przepisami karnymi”.

Krzysztof Żuk, prezydent Lublina, najpierw tłumaczył w liście do księży dlaczego nie może zakazać marszu: „Nie mogę zakazać Marszu Równości, tak jak nie mogę zakazać marszu ONR, czy innych zgromadzeń organizowanych przez różne środowiska”.  Potem jednak, po rozmowie z komendantem policji, zakazał marszu, bo „jego odbycie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”.

Komendant policji w Lublinie nie sugerował, aby zakazać marszu. Radził, aby prezydent wysłał na manifestację swego przedstawiciela, który mógłby rozwiązać zgromadzenie, jeśli sytuacja stałaby się groźna.

To bardzo typowe zachowanie dla polityków PO, znane wielokrotnie z przeszłości – dają do zrozumienia, że są lepszymi ludźmi niż konkurenci i podzielają w zasadzie poglądy takich osób jak organizatorzy marszu, ale na razie nie chcą drażnić ciemniejszego elektoratu no i konserwatywnych członków PO. Ale jak kiedyś sytuacja się zmieni, to oni na pewno zachowają się zgodnie z oczekiwaniami swoich światlejszych wyborców i obywateli i nie będą się zachowywać jak politycy PiS.

* * *

Tomasz Sekielski u Elizy Michalik (fragmenty):

TS: Polscy politycy, szczególnie Prawo i Sprawiedliwość, nauczyli się wiele od Donalda Trumpa. Że trzeba patrzeć prosto w kamerę, mówić co się chce i w ogóle nie przejmować się, czy to ma cokolwiek wspólnego z faktami, i słowa kierować do własnego elektoratu, umacniać przekonania własnego elektoratu. Tamtych i tak nie przekonamy, trzymajmy swoje 40%, żeby przy kolejnych wyborach, jeśli nawet nie będziemy rządzić samodzielnie, a byśmy tworzyli koalicję z kimś… I nie przejmować się.

Politycy podchodzą oszczędnie do prawdy, ale ostatni rok, dwa lata, jest postępująca degrengolada. Mam takie odczucie, że nikt się tym specjalnie w świecie polityki nie przejmuje. (…) Prawo i Sprawiedliwość przesunęło tak dalece granicę rzeczy dopuszczalnych w polityce. Niszczenie tych granic spowoduje, że ci, którzy przyjdą po PiS-ie, będą mogli robić jeszcze gorsze rzeczy. (…)

Kościół zapowiedział, że za dwa miesiące przedstawi statystykę dotyczącą pedofilii w Kościele. Jeśli Kościół przedstawi pełną statystykę  to znaczy że ta statystyka była, tylko była ukrywana. Nie da się w dwa miesiące sprawdzić wszystkich archiwów w każdej diecezji, sprawdzić co dani księża robili, ile było skarg, ile ofiar; to jest praca na lata, albo na potężną komisję która będzie miała wgląd we wszystkie kościelne dokumenty.

EM: Kościół katolicki nie jest taką instytucją, żeby rozliczać siebie. Z całym szacunkiem do Kościoła, ale przestępca się sam nie rozlicza, a instytucja z systemem chronienia przestępców nie ma prawa rozliczać się sama. Nikt nie ma prawa być sędzią we własnej sprawie.

TS: Jeśli uznajemy, że ze względu na kilka przypadków sędziów, którzy coś tam ukradli, zachowali się niewłaściwie, jeździli po pijanemu, należy reformować całą tę strukturę i przeprowadzać wielkie zmiany, to nie rozumiem jak te same osoby które apelują, żeby dokonać wielkiej rewolucji w sądach ze względu na kilka czy kilkanaście przypadków, nie widzą problemu w tym, że są dziesiątki przypadków udowodnionych że byli księża którzy wykorzystywali dzieci. Dlaczego te same osoby, które wzywają do rozliczenia sędziów, nie wzywają do rozliczenia się z Kościołem i nie domagają się aby uprzywilejowana kasta – cytuję to co mówiono o sędziach – została rozliczona i aby pokazać prawdę o nadużyciach? (…)

Widzę w PiS-ie wciąż chęć walki i wygrywania. Ci politycy PiS-u, mówiąc językiem piłkarskim, oni gryzą trawę, walczą, im się chce. To wszystko wygląda, że jest pełne energii. Trochę tak, jakby oni byli w opozycji i chcieli komuś odebrać władzę. Natomiast opozycja tymi swoimi spacerami po kolejnym rynku miejskim… Albo ktoś w Internecie zauważył, że politycy opozycji teraz jeżdżą metrem i zachowują się jakby byli w Disneylandzie i jeździli jakąś kolejką górską, ponieważ dla większości z nich to jest pierwsza przejażdżka od lat metrem, tramwajem czy autobusem, i robią rozchachane miny i są tak przeszczęśliwi, że wsiedli, przeżyli, dojechali. To jest jakiś absurd. Polityk, który nagle udaje, że wie co to jest komunikacja miejska, chociaż jego tyłek jest wożony limuzyną spod drzwi domu. Ale są wybory i hej – my będziemy pokazywać, że wiemy co to jest komunikacja miejska i przejedziemy sobie z Warszawiakami metrem, zaprosimy oczywiście wszystkich dziennikarzy żeby to obfotografowali, a jeśli nie dziennikarzy, to będziemy tutaj mieli kogoś ze sztabu kto zrobi zdjęcia i pokaże jak my jesteśmy blisko zwykłych ludzi, jak rozumiemy ich potrzeby.

EM: Pytanie, czy my wyborcy mamy w ogóle takie potrzeby. Ja nie wymagam od polityka, żeby udawał, że nie ma służbowego auta, tylko wymagam, żeby był kompetentnym facetem albo babką, kto potrafi podnieść telefon, wie do kogo trzeba zadzwonić, żeby coś skutecznie załatwić, wie jak to załatwić zgodnie z prawem i dobrze, zna różnych ludzi, wie do kogo się zwrócić, kiedy jest jakaś potrzeba, zależy mu na jakimś mieście, a nie jeździł metrem.

TS: PiS świetnie wymyślił to hasło, że PiS może więcej, czyli daje do zrozumienia wyborcom: wybierz kogoś z PiS-u, a dzięki temu, że my mamy rząd, to będzie ci lepiej. U ciebie w gminie, powiecie, w twoim miasteczku, wsi będzie lepiej jeżeli ludzie z PiS-u będą rządzić, ponieważ my już rządzimy w Warszawie, możemy kierować budżetem, możemy pomagać. Widać, że to jest przemyślana, dobrze zorganizowana kampania. Nie wiem, czy Patryk Jaki wygra w Warszawie, ale nie wykluczam, że tak się stanie. Natomiast jestem pełen podziwu kiedy obserwuję polityków PiS-u, którym się chce. (…)

Od momentu jeszcze przedwyborczego w 2014 roku Platforma tylko reagowała na to, co robi PiS. Przestała nadawać ton debacie publicznej. (…) Wciąż nie widzę jasnej strategii dokąd opozycja zmierza, co chce powiedzieć wyborcom, żeby głosowali na opozycję. (…)

* * *

Odnosi się wrażenie, że opozycja raczej krytykuje PiS, ale nie ma planu przeciwdziałania.

Weźmy sprawę religii w szkole. Krytykuje się ją, i słusznie, od dawna. Jednym z aspektów sprawy jest to, że ciągle nie ma porządnego podręcznika do etyki czy książki o religiach, z której można by zapoznać się z innymi religiami. Przypomnę, o czym kiedyś pisałem:

– Kilka lat temu ksiądz Andrzej Jerie, rzecznik Wrocławskiej Kurii Metropolitalnej powiedział: Uczenie religii i etyki jednocześnie to konflikt interesów. To tak, jakby ktoś z przemysłu spirytusowego brał udział w kampanii antyalkoholowej.

– Do pisania podręcznika etyki zatrudniono księdza. Oczywiście jest to dzieło naukowe. Pisze m.in. ksiądz profesor: Poczęty człowiek jest autonomiczną osobą ludzką, która nade wszystko jest dzieckiem Ojca Przedwiecznego, zrodzonym przez ziemskich rodziców i powierzonym przez Boga ich pieczy.

Krytykujący luminarze naszej nauki zwracają uwagę, że są odpowiednie osoby, które na zlecenie Ministerstwa Edukacji mogłyby takie podręczniki opracować. Ale dlaczego nikt nie opracował takich podręczników i nie umieścił ich w Internecie? Czekają aż minister Zalewska zleci im tę pracę?

Do większości ludzi, nie tylko do młodzieży, nie dociera krytyka posunięć PiS. Czy ktoś stworzył inne źródło informacji, które nie będzie zajmowało się tylko krytyką, ale w prosty sposób wyjaśni istotę problemu i czy spróbował z energią dotrzeć do potencjalnych odbiorców?

* * *

Czy jest jakaś metoda na nachalne kłamstwa PiS-u? Opozycja czasem oddaje sprawę do sądu, po czym w najlepszym przypadku, zamiast przeprosin za kłamstwo, pojawia się „sprostowanie”, na które zresztą zwracają uwagę tylko przeciwnicy PiS. W większości przypadków w mediach państwowych nie pojawia się korekta kłamstw, bądź jest ona przedstawiana tak, aby jeszcze bardziej obrzydzić opozycję. Zalewa nas potok pomówień, chamstwa i rynsztokowego języka. Opozycji brak pomysłów, jak przeciwdziałać tej kampanii kłamstw.

Ja na miejscu dziennikarzy i polityków opozycji zacząłbym zadawać pytania, które na pewno szeroko byłyby rozpropagowane przez wszelkie media. Na przykład zapytałbym ministra Brudzińskiego: czy to prawda co się słyszy, że powrócił do zwyczajów jakie miał w młodości, kiedy napadał na dzieci idące do szkoły, bił je i zabierał im pieniądze? Czy zechciałby to skomentować i ewentualnie zdementować? My chętnie zamieścimy takie dementi w mediach, na przykład: MINISTER BRUDZIŃSKI ZAPRZECZA, JAKOBY POWRÓCIŁ DO ZWYCZAJU BICIA  I OBRABOWYWANIA DZIECI SZKOLNYCH.

Pana Ziobro zapytałbym, czy to prawda, że w dalszym ciągu nagrywa potajemnie swoich rozmówców, tak jak to robił w czasie studiów gdy nagrywał kolegów. I gdyby zaprzeczył – od razu rozpropagowałbym sprostowanie: PAN ZIOBRO TWIERDZI, ŻE NIE NAGRYWA JUŻ POTAJEMNIE SWOICH ROZMÓWCÓW.

Pana Morawieckiego zapytałbym, czy jako dobry katolik spowiada się ze swoich licznych kłamstw i czy dostaje rozgrzeszenie. Jeśliby powiedział, że to jego prywatna sprawa, napisałbym: PREMIER MORAWIECKI TWIERDZI, ŻE JEGO PUBLICZNE KŁAMSTWA TO JEGO PRYWATNA SPRAWA.

Pana Kaczyńskiego można by zapytać, czy to prawda, że chce powrócić do miesięcznic, tym razem odbywając je przed ratuszem w Warszawie, gdzie jego brat był przez pewien czas prezydentem, a potem zostaną one przeniesione przed budynek NIK, gdzie LK był przez pewien czas prezesem. Choć tu mam wątpliwości – oni mogą uznać że to znakomity pomysł i naprawdę zaczną go realizować.

* * *

Sejm przyjął zgłoszoną przez PiS ustawę ustanawiającą 19 października Narodowym Dniem Pamięci Kapłanów Wyklętych.  Święto ma oddać hołd tym którzy „swoją postawą dawali wyraz swojej wierze w Jezusa Chrystusa, ale też męstwu i niezłomnej postawie patriotycznej oraz niejednokrotnie przelewali krew w obronie swej chrześcijańskiej Ojczyzny – Polski”.

No i nic dziwnego – czym miałby się zajmować sejm świeckiego państwa?

Za przyjęciem ustawy głosowało 376 posłów, w tym 105 posłów PO, 21 Nowoczesnej i 15 PSL-UED. Przeciw było 30 posłów, a 12 wstrzymało się (czyżby to nie byli chrześcijanie?).

* * *

W gazecie z 1938 r., która pisze o zajęciu Zaolzia przez Polskę, tytuł głosi: – Gdy wkraczamy w historyczne piastowskie granice…

Strasznie manipuluje się, używając do tego historii. Ciekawe, kogo wyrżnęli czy przepędzili Piastowie kiedy wkraczali na późniejsze polskie ziemie. Jak daleko mamy cofnąć się w historii? Może przeprosimy Prusów i dawnych mieszkańców Pomorza za wyrżnięcie ich przodków i zajęcie ziem?

Przypomina się krzywdy jakich doznali nasi przodkowie od przodków innych narodów, sugerując, że potomkowie tych narodów dalej chcą nas skrzywdzić. I w dodatku ci potomkowie nie chcą nas dostatecznie ładnie przeprosić za te dawne zbrodnie. Chociaż i tu pamięć historyczna jest wybiórcza. Jakoś nie mamy pretensji do Szwedów za potop, choć strasznie złupili wtedy Polskę.

Nie jest to tylko specjalność polska. Rosjanie obchodzą Dzień Jedności Narodowej w rocznicę odzyskania niepodległości w 1612 roku – odbicia Kremla opanowanego przez Polaków. Jakoś jednak nie słyszałem żeby domagali się przeprosin za to zajęcie Kremla 400 lat temu.

To apelowanie do dawnych krzywd, przy jednoczesnym pomijaniu własnych win, jakoś trafia do dużej liczby rodaków. Panuje dość powszechne przekonanie, że Polacy zawsze byli krzywdzeni przez innych, a sami nic złego nie robili. Stąd łatwiej uwierzyć paru milionom ludzi, że to ktoś zrobił zamach na samolot pod Smoleńskiem, niż że to jest wynik tak częstego i powtarzającego się bałaganu i nieprzestrzegania procedur.

Powinno się ustanowić ŚWIĘTO POTĘPIENIA CIEMIĘŻYCIELI POLAKÓW i co roku ogłaszać kogo tym razem mamy nienawidzić – Rosjan? Niemców? Komunistów? KOD-owców? Niekatolików?

* * *

Byłem na „Klerze”. Ponieważ piszę swoje teksty zwykle z wyprzedzeniem, więc kiedy ten tekst się ukaże to ci z Państwa którzy się wybierali na film, to już go pewnie widzieli, a ci co się nie wybierali – zapewne nie pójdą, a więc mogę zdradzić pewne szczegóły.

Jak by to podsumować? Potrzebny film, miejscami przejmujący, ale nie najlepszy. Potrzebny polskim katolikom, bo niby to wszystko widzą na co dzień, ale tu mają to na ekranie. Może niektórzy zastanowią się nad swoją wiarą i stosunkiem do księży. Ten obraz wydaje się prawdziwy, co potwierdzają liczne relacje księży, którzy film obejrzeli. Takie unaocznienie spraw, które na co dzień są przemilczane choć znane, może być ożywcze.

A dlaczego nie najlepszy?

Miałem wrażenie, jakby autor postawił sobie zadanie: pokaż parę spraw w Kościele. No i on pojechał po tematach. A tematy ujął nie zawsze najlepiej. Po pierwsze, nie sądzę, żeby pedofilia była zaraźliwa i jak kogoś ksiądz wymłócił w młodości, to on sam się stał potem pedofilem, tak jak to ma podobno miejsce z wampirami – ugryzie cię, i zaraz stajesz się też wampirem. W przypadkach pokazanych w filmie, księża wykorzystujący chłopców sami w młodości byli wykorzystani przez innych księży. Jakoś mnie to nie przekonuje. Prosiło się też pokazać tak licznie opisane przypadki uwodzenia czy nawet gwałcenia dziewcząt.

Po drugie, Więckiewicz nie miał nic do grania – na ile sposobów można pić wódkę na ekranie?

Jeden z księży nagle silnie przeżywa to, co zrobił i przechodzi przemianę zakończoną samobójstwem. Taki impuls zmiany nie jest tu dostatecznie umotywowany psychologicznie. Przypomina mi to (już do końca się podłożę) schematyczne ujęcie pani prokurator w „Idzie” i jej niewytłumaczalny skok z okna.

Przytoczone są autentyczne wypowiedzi hierarchów na temat pedofilii. Prawdziwe jest też to, jak ksiądz wyjaśnia, dlaczego ktoś umiera młodo – Pan Bóg powołuje go do siebie, bo zabiera niektórych wcześniej, żeby się tu nie męczyli (a nie wpadło Panu Bogu do głowy, żeby im tu na Ziemi życie ułatwić?). Nie raz słyszałem takie wypowiedzi na pogrzebach, a i w mediach.

Scenariusz oparto na prawdziwych zdarzeniach, ale jakoś pachnie schematami. Prawdziwa dla mnie jest ostatnia scena, kiedy ksiądz się podpalił i NIKT W OTACZAJĄCYM GO TŁUMIE NIE PRÓBOWAŁ GO GASIĆ, NATOMIAST WSZYSCY SIĘ PRZYGLĄDALI. To takie polskie.

Czy film „Kler” coś zmieni w polskim Kościele? Zapewne tak, ale uważam, że nie da się zmienić samej istoty tej instytucji i religii, opartej na nielogicznych, sprzecznych założeniach. Podobnie za „komuny” zmiana I sekretarza PZPR miała znaczenie, ale nie usuwała zdegenerowanych podstaw i sprzeczności tamtej władzy i nawet najświatlejsi jej uczestnicy nie mogli ich usunąć.

Wspominałem już kiedyś, że po wyborze Benedykta XVI moja żona była rozczarowana. Nie powtórzę jej uwag, powiem tylko, że wspomniała coś o betonie. Próbowałem znaleźć dobre strony wyboru, mówiąc, że kiedy za parę lat i ten pontyfikat dobiegnie końca, to obecni konserwatyści albo do tego czasu wymrą albo będą za starzy na udział w konklawe, a nowi kardynałowie muszą być inni, bo jako młodsi będą bliżsi problemów świata, wszystko się zmienia itp., itd. „Co ty gadasz”, powiedziała żona, „ewolucja tam nie sięga”.

Podstawy katolicyzmu są nie do przyjęcia. Narozrabiał tu św. Paweł, ale udało mu się przekonać tylu ludzi i zbudować przedziwną religię. Natura ludzka dodała tu swoje i praktyka odbiegła daleko od teorii. W imię miłości bliźniego mordowano i męczono miliony ludzi, prowadzono wojny i narzucano swoją władzę komu się tylko dało. Ludzie wykorzystają każdą ideologię i każdą religię do swoich wrednych celów.

* * *

Wszystkim, którzy przeżywają obecną sytuację w Polsce, dedykuję:

„Sztuczne fiołki”

PIRS

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 9.8/10 (16 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +26 (from 26 votes)
Telewizja pokazała (469), 9.8 out of 10 based on 16 ratings

11 komentarzy

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com