Andrzej Lewandowski: Pan parobek

Print Friendly, PDF & Email

16.10.2018

ECHA WYDARZEŃ: Znów o piłce. Znów bez radości. Znów z przewagą krytycznych ocen i mocnych słów.

Liga Narodów UEFA. Debiut kolejnej wielkiej imprezy i już wpadka. W przyszłych rozgrywkach będziemy szczebel niżej: jako spadkowicze. Na chorzowskim stadionie – pełne trybuny wraz z nastrojem nadziei; z czasem nadzieja uchodziła, jak powietrze z przekłutego balonika. 2:3 z Portugalią. 0:1 z Włochami. Punkty zabrali goście, a choć wyniki „przyzwoite” – jak na takich rywali, to mówmy szczerze, najniższy „wymiar kary”.

Mogło być gorzej, bo taki był obraz na boisku. TAM – inny styl, inna klasa, wyraźnie odmienny stan umiejętności. W technice władania piłką, celności podań, trafności w podejmowaniu decyzji, fantazji i wyobraźni itd. ‚

Ducha walki nie zakwestionuję – bo był, ale jeśli „ciało wątłe”, to i duch łatwo ulatuje. Nie raduje mnie nawet przepiękny gol strzelony Portugalczykom przez Pana Kubę, bo wprawdzie wykonanie było wielkiej urody, ale podanie nadeszło chyba zza linii autowej…

Nie przekonuje mnie także męska, pomeczowa decyzja bramkarza F., który przypisał sobie udział w tym, że drużyna bez Ronaldo poradziła sobie jakby on grał – i poprosił o przerwę na wypoczynek. Ładnie, po sportowemu, ale nadal bądźmy szczerzy – nalali nas, bo byli lepsi. Dużo lepsi…

Lepsi też byli Włosi. Niby ich reprezentacja w kryzysie – wyleciała z mistrzostw świata, a sprawozdawca słusznie wykrzyczał pytanie: „Jeśli tak grają przeżywając kryzys, to jak będzie, gdy wrócą do pełni sił?”

Klasę drużyny widziałem w tym, jak odrobili lekcję z marnego (remisowego) meczu z naszymi w Bolonii. Tam było niemrawo i szablonowo – w Chorzowie bojowo i z pomysłem. Czasem bardzo prostym, ale skutecznym. Żadnych dośrodkowań na pole karne z rzutu rożnego, tylko za każdym razem „krótki róg”, do kolegi, któremu będzie wygodniej. A kiedy już wszyscy przyzwyczaili się do takich zagrań, jedno według klasycznego szablonu i… gol. Na uśpieniu, osłabieniu czujności czasem też polega chytrość…

Były porażki – jest dyskurs. Jak zawsze, od radości – do smutku i krytyk w sporcie droga krótka. Z tym, że co mocne, to równocześnie jakieś naskórkowe. Że trener wybrał fatalny klucz taktyczny oraz popełnił błędy personalne. Klucz może rzeczywiście nie taki, ale dobra drużyna przecież program może w biegu zmieniać, jeśli jeden schemat nie wychodzi. Jak właśnie Włosi – między Bolonią a Chorzowem, a i w tym meczu kilka razy! A kogo pan Brzęczek wybrał i kogo pominął? Jak z krawcem i suknem, tak kraje jak materiału staje…

Boniek broni Brzęczka, podtrzymując prezesowskie zaufanie. Ja pana Zbyszka rozumiem, bo przecież… Ale i ja nie daję zgody by się tak chóralnie na panu Brzęczku wyżywać… Zresztą, w ogóle, nie w waleniu w selekcjonera widzę klucz do zmian na lepsze.

Bo co TAKI może? Może wybrać, dobrać, zachęcić przez parę wspólnych godzin lub dni, ale czy może nauczyć? Swobodę operowania piłką, fantazję i radość w panowaniu „tym czymś” podobno zdobywa się w wieku chłopięcych zabaw, w szkoleniu na poziomie młodzików, juniorów. Potem można doskonalić, podtrzymywać, ale co minęło – to jednak minęło. Nie pana Brzęczka – na poziomie reprezentacji będę za wady w opanowaniu piłki obciążał, lecz trenerów w klubach, tendencję klubowej drogi na skróty – zamiast szeroko zakrojonej pracy z dziećmi i młodzieżą, importowanie średniaków…

Szybkość, wytrzymałość itp. – to trening, taktyka – wybór, ale technika przyjęć, podań, kiwek, fantazja – to ma być niejako „przyniesione z domu” … To nie czas, kiedy Pan Kazimierz, w asyście Gmocha i Strejlaua mógł długo budować i kształtować drużynę, dziś selekcjoner ogłasza zbiórkę – jest najwyżej krótkie zgrupowanie – rodzinne – dla relaksu, z treningami i koncertem „ jak za Nawałki”, a potem oceniamy go za tzw. całokształt

Wiem, trochę się zapędziłem w tej dyskusji, ale… Ale, gdy słyszę i czytam…

Pisze oto komentator: „ Jerzy Brzęczek traci zaufanie szatni”. Toż to awizo głębszego kryzysu! Gdy w zespole ktoś kogoś nie znosi – najprostszą demonstrację niechęci jest na boisku omijanie podaniami albo obdarowanie takimi – jak mówią – na zapalenie płuc… Pobiega, będzie miał za swoje… A w układzie drużyna – szatnia, co to zapowiada?

W ogóle słowa miewają to, że wróbelkiem czasem wylatują, a wracają…

Pan wiceminister „od sportu” też zrecenzował. Publicznie. Oddając należną cześć „lekkiej”, jako królowej sportów o piłkarzach głośno powiedział: „Nawet parobkami wczoraj nie byli” … Że to niby tak daleko od dworu, dalej niż paziowie, stangreci. Sieć upowszechniła. Podejrzewam, że przez pewien czas będzie pan wice persona non grata w lożach vipowskich imprez piłkarskich. Za ową błyskotliwość. Osobiście jednak wolę słyszeć ze szczebla, któremu wypada zawsze dzielić odpowiedzialność za stan sportu, recenzję z samokrytyką niż tylko coś takiego… Pan Parobek, z królewską pensją…

Autor

Andrzej Lewandowski


senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +4 (from 4 votes)
Andrzej Lewandowski: Pan parobek, 10.0 out of 10 based on 1 rating

2 komentarze

  1. Andrzej Lewandowski 2018-10-17

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com