Ernest Skalski: 1. runda. Tylko nie sp… ć tej szansy!

Print Friendly, PDF & Email

22.10.2018

Na wstępie gratulacje dla Hanny Zdanowskiej. Siedemdziesiąt procent w pierwszej turze! Tego w żadnych wyborach jeszcze nie było.

PiS ma cholerny problem i dobrze mu tak. Nie dopuścić do urzędu kogoś z takim poparciem to ryzykowne posunięcie. A przy okazji nauczka, że poręczna prokuratura i nawet dyspozycyjni sędziowie to narzędziownia, która może okazać się niebezpieczna dla użytkownika. Przecież Zdanowskiej nie dawały tyle głosów żadne sondaże, zanim zapadł wyrok i wojewoda przystąpił do akcji przeciwko niej.

– Miejmy przed oczami widok ogólny, w procentach, po exitpoll, pamiętając o możliwej korekcie.

PiS – 32,3, KO – 24,7, PSL – 16,6, Kukiz – 6,3, różni samorządowcy – 6,3, SLD –5,7. Wśród tych poniżej progu, wymieniam; Razem – 1,4, narodowcy – 1,2, zieloni – 1,0.

Sukces PiS przekłada się na wygraną w dziewięciu sejmikach na szesnaście, podczas gdy do wyborów mieli tylko Podkarpacie. Polska podzielona na Wschód i Zachód, a zaskakuje jedynie Dolny Śląsk i wygrana w nim PiS.

Wyniki te nie przesądzają jeszcze tego, kto będzie rządził w sejmikach, bo możliwe są układy koalicyjne. PiS  nie ma tak zwanej zdolności koalicyjnej. A PO i PSL przez osiem lat tworzyły koalicję rządzącą.  W jakiejś części sejmików koalicje KO–PSL mogą izolować PiS i rządzić.

Jeśli jednak ogólny wynik traktować jako wskaźnik poparcia, to że PiS jest tu górą to fakt. A z tego faktu Kaczyński wysnuwa dobrą dla siebie prognozę na wybory do parlamentu UE i, przede wszystkim, na parlamentarne w Polsce za rok. I tu chyba robi dobrą minę do nienajlepszej gry.

– Wstępne założenie jest takie, że jeśli w ciągu roku nie wydarzy się coś, czego nie możemy przewidzieć, to polityczny rozkład sił, w którym zmiany po wyborach roku 2015 nie spowodowały rewolucji, pozostanie z grubsza taki jakim się okazał w tej chwili. Napisałem; z grubsza. PiS, w porównaniu z wyborami sprzed trzech lat, stracił jednak około pięciu procent, licząc od sumy wszystkich głosów i prawie piętnaście procent swego poparcia. Licząc w ten sposób, Kukiz stracił około dwudziestu ośmiu procent poparcia. Ale, roboczo, przyjmijmy, że PiS i Kukiz nie będą tracić i zachowają swój stan posiadania przez najbliższe dwanaście miesięcy.

Zauważmy przy tym, że gdzieś wyparowało te czterdzieści i więcej procent dla PiS, którymi epatowały sondaże CBOS. Firmy, która już od czasu Jaruzelskiego zawsze była na usługi rządzących.

– KO, czyli PO i ostatki Nowoczesnej, mają tyle, ile miała sama Platforma w roku 2015. Ponad siedem procent ówczesnego poparcia dla N przepadło na skutek gówniarstwa Petru. Sorry, ale inaczej nie idzie powiedzieć. Jednakże KO daleko jest od tych szesnastu procent z niedawnych sondaży, które ciągle dawano samej PO, ignorując fakt, że przecież jest ona w koalicji.

Sejmiki to bardzo ważna pozycja, ale wyniki wyborów do nich nie są spektakularne.  Są takimi wyniki w dużych miastach. Warszawa, Białystok, Lublin, Łódź, Poznań, Wrocław i jednak Kraków – to robi wrażenie, które się liczy w odczuciu wyborców. Sukces ciągnie sukces. Lecz, żeby nie zapeszyć, przyjmujemy w kalkulacji tę ćwiartkę elektoratu, którą dziś ma za sobą KO. Ale to jeszcze nie jest cały rachunek.

– Sukces PSL pokazuje raz jeszcze, że w samorządowych nie zdobywa on głosów przez pomyłkę głosujących. Po prostu ma mocną bazę w terenie, która nie się przekłada na wyniki w wyborach parlamentarnych. Trzy lata temu, po jeszcze lepszym, rok wcześniej, wyniku w samorządowych ledwo się prześlizgnął  nad pięcioprocentowym progiem. I za rok może być podobnie albo przy jakimś niewielkim wahnięciu wyleci z Sejmu.

SLD, ze swym wynikiem znajduje się w podobnym położeniu. Renesans mocy jakoś nie wyszedł Czarzastemu. Dla obu tych partii gwarancją przetrwania jako partie parlamentarne jest tylko wejście do Koalicji Obywatelskiej. Nawet jeśli PiS się utrzyma przy władzy. Gdyby nawet obie zdobyły na własną rękę te pięć koma jeden procent, to nie będą mieć po pięć procent mandatów, czyli po dwudziestu trzech posłów. Przelicznik D’Hondta w ordynacji wyborczej część zdobytych przez nie głosów zaliczy na dobro PiS i KO. Co jednak znaczy jakakolwiek frakcja w Sejmie, w którym PiS ma absolutną większość? Listek figowy i już!

– To, co jest szansą dla SLD i PSL jest przede wszystkim szansą dla demokracji. Niechby nawet do koalicji wniosły po te swoje pięć procent, to ma już ona lekką przewagę nad PiS z przyległościami. Kukiz, zapewne nie w całości, wzmocni PiS po wyborach, ale startując oddzielnie – nie pomoże w zmaganiach z przelicznikiem D’Hondta.

Głosujący na różne komitety samorządowe są do pozyskiwania przez obie strony rozgrywki. Tak czy inaczej; zjednoczona w koalicji wyborczej opozycja – i tylko zjednoczona!ma szansę, przy pomocy D’Hondta wygrać wybory w roku 2019.

Kalkulacja liczbowa, która na ogół rozstrzyga problem w biznesie, nie zawsze jest stosowana w polityce. Tu w grę wchodzą różne inne czynniki; interesy i ambicje liderów, ale nie tylko. Chciwość i głupota nadal zostają groźne.

– Razem ma za sobą swój efekt nowości w postaci 3,5 procent w roku 2015. Teraz nie ma nawet połowy tego. Nie widać żadnego czynnika, który by mógł odwrócić ten trend. Zandbergowi grozi utrata dotacji i perspektywa poszukania jakiejś roboty dla zdobycia kawałka chleba.

Nieszczęściem Razem okazała się kolejna nowość lewicowej inteligencji – Biedroń. Co on takiego powie w lutym, żeby się wcisnąć ze swoim przekazem w układ widoczny po najnowszych wyborach?

W każdym razie, w naszym Studiu Opinii wyraźnie odebrał sympatię jednej czwartej uczestników ankietki, którzy by głosowali na Razem. W skali kraju może liczyć na cząstkę takiego poparcia. Ale nie można wykluczyć, że tyle – jak było z Razem – wystarczy, aby umożliwić Kaczyńskiemu rządy na kolejną kadencję.

– Piękna nasza Polska cała. Piękne są wioski, nawet bez słomianych strzech i studziennych żurawi. Piękne są odnowione i czyste miasteczka. Ale to miasta – i to im większe, tym bardziej – są motorem cywilizacji; rozwoju ekonomicznego i kultury. W miastach mieszka też najwięcej wykształconych ludzi. Blisko połowę PKB wytwarza się tylko w 8 największych polskich miastach, a korzysta z tego – fakt, że w różnych proporcjach – cały nasz kraj. Również prowincja, która stara się temu przeszkodzić.

– A teraz ważne i trudne. Przekaz opozycji da się wyrazić cytatem: „Nadejdzie jednak dzień zapłaty, sędziami wówczas będziem my…”. Pragnienie odwetu jest zrozumiałą reakcją poniżonych i słabych. A nie wydaje się, aby poniżeni i słabi byli atrakcyjni dla wyborców. Zaś groźba wendetty nikogo w obozie władzy nie skłoni do refleksji. Jeśli będzie potraktowana poważnie, to skłonić może do zwarcia szeregów i obrony stanu posiadania.

Rządy Kaczyńskiego, to jednak nie to, co rządy Erdogana, Łukaszenki, czy nawet Orbana. W sytuacji, gdy krwi naszej nie leją katy i nie płyną ludu gorzkie łzy, to wyborcy, w pierwszym rzędzie ci z centrum, którzy decydują o wyniku i na których ma liczyć opozycja, nie są zainteresowani wstrząsem, perspektywą pielęgnacji podziałów i okresem rozliczeń, czymś, co może przypominać atmosferę wojny domowej. Okres IV RP nie powinien być traktowany jako czarna dziura w historii, jako coś tylko do potępienia i zapomnienia. Bez spoiwa ciągłości i trwałości stajemy się państwem sezonowym, w którym wszystko może być przenicowane co cztery lata, z kadencji na kadencję. Takie właśnie państwo ustanawia nam PiS.

Jeśli nawet koalicja wygra wybory, to PiS będzie miał swojego prezydenta, opanowane sądy, swoich ludzi w zarządach spółek skarbu państwa, w służbach, mediach publicznych. Może to oznaczać klincz, sabotaż i sparaliżowanie, lub wynaturzenie, obiecywanych przemian. Radykalną zmianę mógłby przeprowadzić tylko gwałtowny przewrót, niemożliwy i niepożądany.

Realnym wyjściem będzie jedynie jakieś porozumienie z częściowo tylko przegranym obozem. Powinno ono zapewnić bezpieczeństwo jego ludziom i sprawić, by się to im opłaciło. Przerwanie trwającej dewastacji Polski będzie tego wymagać i jest tego warte. Można nawet wyobrazić sobie amnestię, uchwaloną w ramach zgody narodowej. Wszystko kosztem naprawdę słusznego poczucia sprawiedliwości i oporu radykalnych opozycjonistów. Obecnych i tych, którzy się objawią w przyszłości. Prosta analogia do roku przełomu 1989 i do rozbieżności między dobrymi skutkami i późniejszą jego oceną.

– I końcowa rada dla tych, którzy się jeszcze wahają. Jeszcze poczekać z urządzaniem się w czarnej dupie, przez najbliższe dwanaście miesięcy.

Autor

Ernest Skalski

Ur. 18 stycznia 1935 r. w Warszawie – polski dziennikarz i publicysta.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.7/10 (27 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +21 (from 37 votes)
Ernest Skalski: 1. runda. Tylko nie sp… ć tej szansy!, 8.7 out of 10 based on 27 ratings

17 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 2018-10-23
  2. andrzej Pokonos 2018-10-23

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com