Zbigniew Szczypiński: Bóg – Honor – Ojczyzna!

Print Friendly, PDF & Email

03.11.2018

Warszawa, 11.11.2017. Uczestnicy Marszu Niepodległośœci 2017 na ulicach Warszawy. Marsz idzie z ronda Dmowskiego na błonia Stadionu Narodowego. (mr/nlat) PAP/Bartłomiej Zborowski

Do tego dnia został tydzień. 11 listopada 2018 roku przypada setna rocznica odzyskania niepodległości lub, jak chcą niektórzy, pojawienia się państwa polskiego na mapie. Tak czy siak – 100 lat to okrągła rocznica – słuszny powód do hucznego świętowania.

Nie chce mi się „dokładać do pieca” i dopisywać kolejne wyrazy oburzenia i zdumienia nad nieudolnością władzy, która – mając wszystkie potrzebne narzędzia i duże pieniądze –  doprowadziła do tego, że w powszechnym odbiorze najważniejszym wydarzeniem w tym dniu w Warszawie, będzie marsz narodowców, zwany Marszem Niepodległości. Organizowany od lat przez środowiska skrajnie nacjonalistycznych grup i organizacji – takich, jak ONR. Młodzież Wszechpolska, Liga Polskich Rodzin i inne podobnego charakteru stowarzyszenia, partie czy środowiska.

Chciałbym zaproponować chwilę refleksji nad tym fenomenem i jego umocowaniem na polskiej scenie politycznej.

W ciągu kilku lat z niszowej, nic nie znaczącej imprezy, organizowanej od początku przez te same środowiska – które nigdy, w całym okresie po 89 roku, nie przekraczały progu wyborczego w żadnych wyborach – stał się ważnym wydarzeniem w dniu święta niepodległości. Tak bardzo ważnym, że prezydent RP podjął się negocjacji dotyczących warunków jego – prezydenta RP! – udziału w tym tegorocznym marszu. Mało tego, prezydent Duda, zanim zaczęły się te negocjacje – zaprosił do udziału wszystkich swoich poprzedników – prezydentów, a także premierów, marszałków sejmu i innych wysokich przedstawicieli państwa polskiego, wychodząc z słusznego założenia, że taka rocznica winna łączyć wszystkich Polaków.

Czym to sięskończyło – wszyscy wiemy. Prezydent został potraktowany przez organizatorów marszu jak marudny petent, co skamle o to, aby oni – organizatorzy, wszak najlepsze siły narodu, prawdziwi patrioci –  wyzbyli się swoich znaków, oddali przewodnictwo i zwierzchność nad marszem jakiemuś urzędnikowi, jakimś ludziom,o których oni myślą i mówią jak najgorzej.

Organizatorzy mogą tak myśleć; mają do tego prawo, wywiedzione z tego, jak państwo w okresie rządów „dobrej zmiany” traktowało ich uczestników – i jak gorliwie broniło ich przed wszystkimi, którzy nie zgadzając się na faszystowskie, skrajnie nacjonalistyczne, skrajnie ksenofobiczne hasła, próbowali zakłócić ich marsz. Rząd, jego ministrowie, wszyscy politycy rządzącego ugrupowania widzieli Marsz jako piękną manifestację pod biało-czerwoną flagą, marsz polskich patriotów, idących wraz ze swoimi małoletnimi dziećmi ulicami Warszawy – miasta bohatera. Nie było końca pochwałom i wyrazom uznania; a to, że ostatni marsz otwierało hasło – MY CHCEMY BOGA – pozwalało organizatorom sądzić, że są oni i państwem i kościołem, panem i plebanem, wszystkim.

Tegoroczny Marsz Niepodległości, w rocznicę 100-lecia jej odzyskania otwierać ma hasło : „BÓG – HONOR — OJCZYZNA” . Można wymyślić coś lepszego na stulecie odzyskania niepodległości?

No to przyjrzyjmy się tym wielkim słowom, każdemu z osobna. Zastanówmy się przez chwilę – jakie jest rozumienie tych słów przez idących na czele pochodu rosłych młodzieńców z dobrze rozwiniętą muskulaturą, z ogolonymi na łyso głowami, kryjącymi swoją twarz za chustą, aby nie można było ich zidentyfikować na policyjnych i medialnych nagraniach.

Miałem raz bezpośrednią okazję, aby takiego właśnie uczestnika, maszerującego pod takimi transparentami, wykrzykującego to właśnie hasło  BÓG – HONOR – OJCZYZNA zapytać, gdy marsz stanął: jakiego on boga ma na myśli; mając w pogotowiu, gdyby doszło do dialogu, listę różnych bogów, w jakich wierzą ludzie na świecie i w Polsce. Do żadnego dialogu nie doszło. Rosły młody człowiek spojrzał na mnie z góry i warknął – a w mordę chcesz? Nie chciałem.

Myślę zatem, że jego pojmowanie boga nie było zbyt subtelne. Bogiem w ogólnym rozumieniu raczej nie przejmował się ani on, ani jego towarzysze idący przez Gdańsk latem tego roku. Bóg, wywoływany przez naszych narodowców jest swoistym znakiem totemicznym; tym, co pozwala oddzielić się od „zaplutego lewactwa”. Bogiem jest dla nich raczej „urzędnik Pana B” w swoich odbiegających od codziennej normy szatach liturgicznych –  ksiądz, przyjmujący narodowców na Jasnej Górze…

Honor – drugi człon hasła otwierającego marsz narodowców,  – jest jeszcze bardziej trudny i zawiły w rozumieniu. Nie wdając się już w próbę uściślenia sensu tego słowa z rosłym przedstawicielem naszych narodowców myślę, że honor w tym środowisku jest rozumiany jako spoiwo; coś, co integruje naszą grupę i wyznacza ostrą, jasną granicę pomiędzy nami a innymi. Środowiska kibiców, czy raczej kiboli, to środowiska, w których kategoria swoiście pojmowanego honoru odgrywa, jak sądzę, dużą rolę. Marsz wielotysięczny, idący pod hasłem honoru nie może mieć jednej, wspólnej definicji tego historycznie zmiennego pojęcia. Sądzę, że dla ogromnej większości maszerujących jest to pojęcie puste, a każda próba jego doprecyzowania kończyć się musi awanturą.

Ojczyzna – najbardziej ciepłe i na pozór zrozumiale słowo. Tu każdy ma swoje rozumienie; od tej wielkiej, historycznie zmiennej Ojczyzny, przez tę kształtowaną przez literaturę i poezję, do małej ojczyzny, miejsca, terenu i znajomych ludzi. Bez względu na to, jakie treści buduje słowo ojczyzna w głowach uczestników marszu, jego organizatorzy używają tego słowa do budowania muru.

MY i ONI! POLSKA DLA POLAKÓW! ŚMIERĆ WROGOM OJCZYZNY!

Tegoroczny Marsz Niepodległości zamiast łączyć – jak zawsze –  dzieli Polaków. Pan Duda, odprawiony z kwitkiem przez organizatorów marszu, zaśpiewa więc w południe hymn narodowy i nas do tego namawia. Licząc, że wspólne śpiewanie przesłoni wszystko, co wydarzy się na marszu, wokół marszu, po marszu.

Nie przesłoni!

I na koniec – jedno pytanie. Jaka jest rola polskiego kościoła rzymskokatolickiego w promowaniu naszych narodowców, oenerowców, młodzieży wszechpolskiej, kibiców piłkarskich i innych organizacji budujących kult wyklętych żołnierzy… Czy to jest wzór Polaka-katolika ? Czy to są wartości chrześcijańskie?

Dużo pytań, mało odpowiedzi !

Autor

Zbigniew Szczypiński

Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni) – polski socjolog i polityk, poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.5/10 (11 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +11 (from 13 votes)
Zbigniew Szczypiński: Bóg – Honor – Ojczyzna!, 8.5 out of 10 based on 11 ratings

3 komentarze

  1. Zbyszek123 2018-11-04

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com