Marek Jastrząb: Lokaje naszych fornali

Print Friendly, PDF & Email

05.11.2018

Z nieprzerobionej lekcji o Solidarności wynikło, że oblaliśmy kolejny test z tworzenia obywatelskiego państwa i jesteśmy zmuszeni zapaść w zimowy sen; uszło z nas powietrze i ze spontanicznej idei naszego protestu została tylko rozczulająca nazwa.

Arenę bieżących wydarzeń opanowali ludzie nie chcący pamiętać poprzedniego życia na kartki; słowa takie jak sprawiedliwość, wolność czy niepodległość, były dla nich pustymi frazesami. Miały śmieszne zabarwienie: dotyczyły spraw odległych, abstrakcyjnych i przebrzmiałych.

Granica pomiędzy dobrem, a złem zacierała się i następowały rozliczne rewizje dotychczas jednoznacznych pojęć. Nowe odczytania i specyficzne podejścia do znanych zagadnień. Co sprawiało zamęt, a zamęt, sprowadzony do wnikliwych rozważań o ilości diabłów na szpilce, nie licował z naukową powagą w tych na nowo rozszyfrowanych definicjach.  

Zapanowało luzackie podejście do rzeczywistości. Nadszedł powszechny dyktat niedojrzałego wieku. Wieku dziecinnego pod względem emocjonalnym.

Nastąpiła inwazja stetryczałych małolatów. Wyrój sędziwych młokosów i fanatycznych podfruwajek wyposażonych w zabobon, kłótliwą nonszalancję bądź drastyczny brak szyku.

Wszelkie protesty, które choć trochę zahaczały o logiczne argumenty, były umyślnie tępione. Były obdarzone zawistnym bełkotem i posądzone o rozsiewanie jątrzącego smrodku dydaktyzmu, nazwane wstrętnym nudziarstwem.

Mamy tedy zalew absurdalnych przekonań, a jak wiedza i doświadczenie w przeszłości, tak zdrowy pomyślunek teraz, stają się bezużytecznymi elementami człowieczeństwa.

Czeka nas recydywa: idźmy więc znowu za utraconymi marzeniami. Przypomnijmy sobie, o co nam szło i rozpocznijmy długoletni proces gruntownego edukowania społeczeństwa. Wszechstronnego i niezafałszowanego, nie zaś, jak dotąd -powierzchownego i obejmującego wszystkie dziedziny nauki opartej na… bez dewocyjnej wiedzy.

*

Ludzie z rządzącej ekipy nieudaczników zaczęli orientować się, że są kochani na odwyrtkę. Ze zdziwionym smutkiem poczęli wycofywać się na z góry upatrzone pozycje.

Nagle dotarło do nich, że są niedopuszczani do decydowania w istotnych sprawach. Że są izolowani. Spychani na dziejowe pobocze.

Nagle olśniło ich i stwierdzili, że nikt do nich nie przyjeżdża. A jeżeli już to na krótko i wyłącznie wtedy, gdy na podorędziu nie ma lepszego wyjścia z kłopotliwej sytuacji.

Niewiele rządów obcych państw spieszy do przyjaźni z nimi. Nie kwapi się, by ich zapraszać do siebie. Mało kto chce dowiedzieć się, jakiego są zdania, ponieważ jest tajemnicą poliszynela, że nie reprezentują na stałe – żadnego.

Traktowani z dokuczliwym lekceważeniem, zaczęli coraz boleśniej zauważać, że miast rozanielonego tłumu klakierów, otacza ich ostentacyjna pustka. Lecz robiąc dobrą minę do złej gry, próbowali przekuć swoje porażki w niebagatelne tryumfy: miodopłynne usta przedstawicieli władz zapewniały, że istnieje w narodzie ferment spowodowany przez opozycję, podczas gdy prawda jest taka, że ferment w narodzie bierze się ze znachorskiej metody sprawowania władzy. Z jej niejasnych poczynań; zwykli obywatele, czyli nie pochodzący z PiS-u, są zmęczeni bezsilnym patrzeniem na rozkład swojego kraju, są umordowani opędzaniem się od kłamstw „w żywe oczy”.

Pocieszali się tylko, iż nie mają sobie nic do zarzucenia, bo, zgodnie z założeniami, doprowadzili kraj do zapowiadanej ruiny. Do stanu, z którego tak szybko nie podniesie się z kolan. Z wolna więc odczuwali mściwą satysfakcję z udanego sabotażu i powolutku przywykali do myśli, że trzeba im będzie opuścić ulubione synekury, by wdziać gumiaki w celu powrotu do wyuczonego zawodu fornala.

Człowiek mądry natomiast nie ma zamiaru dążyć do konfrontacji, wojny, wszczynania zamieszek. Nie rozsiewa kłamstw przebranych w siermiężny kostium dogmatu. Nie maskuje niechęci do ludzi skrywając się pod deklaracjami o umiłowaniu bliźniego. Unika międzynarodowych zadrażnień, fajczenia mostów, sikania pod wiatr i dyplomatycznych turbulencji tłumaczonych QUI PRO QUO.

Postępuje inaczej: szuka wspólnych mianowników, zbieżnych płaszczyzn, punktów pozwalających znaleźć wyjście z szamba.

Zastanawia się tylko, dlaczego brakuje tych poszukiwań w sejmie? Dlaczego szerzeniem nienawiści zajmują się mandaryni z rządu?

Mądrych ludzi trzeba bronić. Lecz ich niszczenie jest tak częste, że z każdym politycznym zawirowaniem mamy coraz mniej autorytetów, które byłyby dla nas drogowskazami postępowania.

Bartoszewski, Wajda, wcześniej Kuroń, a nie tak dawno Geremek czy Szymborska lub Kapuściński, odzierani ze znaczenia, tarmoszeni przez intelektualny motłoch, są zastępowani wyskrobkami legitymującymi się bezczelnym brakiem rozumu.

Mówię tu o świadomej rezygnacji ze złośliwego przeinaczania Historii. Zastępowania bohaterów – namiastkami. O parodystycznych interpretacjach dziejów, w których ludzie uznani za głównych aktorów wydarzeń (np. Lech Wałęsa) spychani są do roli statystów, a pionki o mikroskopijnym znaczeniu wskakują w ich buty i moszczą się na piedestałach.

Autorytety odchodzą w następną niepamięć, okopy rosną, mózg ma wychodne, a rozmowy ponad podziałami przypominają dialogi niewidomych z głuchoniemymi prowadzone w języku migowym. 

Marek Jastrząb

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.1/10 (10 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +11 (from 13 votes)
Marek Jastrząb: Lokaje naszych fornali, 8.1 out of 10 based on 10 ratings

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com