Mapa powyborcza

Print Friendly, PDF & Email

24.11.2018

Po ostatnich wyborach Kraj podzielił się na dwie części – wschodnią, gdzie samorządy są rządowe, czyli partyjne i zachodnią – samorządową; można by rzec: obywatelską. Bezapelacyjne (albo bezwarunkowe?) zwycięstwo, jakie obwieścił niemiłościwie panujący, podlega jednak apelacji, skoro na 107 miast – w 101 nie dało się upartyjnić burmistrzów czy prezydentów. Nawet na Ścianie Wschodniej, gdzie poddały się tylko dwa: Chełm i Zamość. Pierwsze można odpuścić, bo tam straszy w podziemiach, ale żeby oddać miasto wielkiego kanclerza? Na Podkarpaciu, od lat bastionie dobrej zmiany dostało im się – podobno – tylko jedno…

Powyborcza mapa może być rozmaicie interpretowana. Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że granicę ekspansji władzy wyznacza Wisła; na wschód jest partia i rząd, na zachód – opozycja i samorządowcy. Nasza największa rzeka jest też osią podziału cywilizacyjnego, na co zwrócił uwagę Robert Biedroń, prezentując w jednej z „polskojęzycznych” telewizji mapę infrastruktury kolejowej – gęstej w Polsce zachodniej i prawie nie istniejącej – na współczesnych kresach. Na marginesie warto przypomnieć, że tuż przed II turą Polska wschodnia wypadła z rządowego planu rewitalizacji linii kolejowych. Będzie się w nie inwestować tam, gdzie już są; a nie tam, gdzie ich nie ma, albo pozostają w stanie szczątkowym. Oto jak działa logika zrównoważonego rozwoju…

Słowo kresy przypomina jeszcze inne skojarzenie, rodem z I oraz II Rzeczypospolitej. Otóż w czasach, kiedy byliśmy mocarstwem (z czego mentalnie nie mogą zrezygnować nowe elity), żywioł polski był najmocniejszy w miastach; wieś była niepolska. Ogromne obszary albo połacie kraju tworzyły ziemie zamieszkałe przez: Litwinów, Białorusinów i Ukraińców, przypominając wielkie morze (wpłynąłem na suchego przestwór oceanu – Mickiewicz!), z którego – jak wyspy – wyłaniały się polskie miasta. Wprawdzie nie przystawały do otoczenia, ale miały na nie spory wpływ tudzież siłę oddziaływania. Porównanie tych dwu sytuacji jest na czasie, bowiem na wsiach dominuje myślenie wschodnie, w miastach – zachodnie. Mówienie o wyspowości ośrodków miejskich po ostatnich wyborach jest więc uprawnione.

Historia nie była łaskawa dla polskich miast, które generalnie należały do szlachty albo do króla. Pierwsze cierpiały nędzę, bowiem szlachta, uważając się za plemię starożytne, nie dbała o miasta. Zaświadcza o tym dowodnie oświeceniowy poeta-biskup:

W mieście, ponieważ zbiór pustek tak zowiem, (…)
Stare zamczysko, pustoty ohyda,
Były trzy karczmy, bram cztery ułomki,
Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki

Nie lepiej wiodło się miastom będącym własnością króla, które – jak na ironię – nazywano wolnymi. Miarą desperacji mieszczaństwa w dobie naprawy Rzeczpospolitej, była czarna procesja, zorganizowana w trakcie trwania Sejmu Czteroletniego, 2 grudnia 1789 roku. Do Warszawy zjechali wtedy – ubrani na czarno – przedstawiciele 141 miast królewskich, domagając się przyznania im należnych praw. 230 rocznicę tej manifestacji będziemy obchodzić w przyszłym roku; o ile nie zapomnimy, albo nie przeszkodzą w tym inne cykliczne uroczystości religijno-patriotyczne…

Sytuacja, jaka powstała po wyborach samorządowych Anno Domini 2018, nie do końca przypomina tamte czasy. Przecież dzieli je od nich dwa stulecia z okładem, skończyły się zabory i rozmaite okupacje, weszliśmy do wyimaginowanej wspólnoty, czyli Unii, która finansuje od- i rozbudowę miast, od lat obowiązuje ustawa samorządowa i tak dalej i dalej… Polskie miasta i nie tylko one, są w rozkwicie, odzyskują dawny blask i urok, którym towarzyszy wszechstronna modernizacja struktury miejskiej, a nie tylko budowa chodników…

I oto nagle władza ogłasza: „Mamy rząd, chcemy mieć samorządy!” I robi wszystko, aby je przejąć metodą demokratyczną, czyli przy pomocy kartki wyborczej. Operacja przejęcia samorządów częściowo się udała, a gdzie się nie powiodła od razu, tam wysłannicy rządu – metodą obietnic, „korupcji i szantażu” (słowa przewodniczącego PKW!) przeciągają samorządowców na swoją stronę, przedstawiając to w narodowych mediach jako działania ponadpartyjne, podejmowane dla dobra lokalnych społeczności.

Polskie miasta w przytłaczającej większości oparły się tym pokusom i – tak jak 200 lat temu – zademonstrowały swą siłę. Wtedy wywalczyły prawa miejskie, włączone do Konstytucji 3 Maja; teraz pokazały wolę niezależności od zachłannej władzy centralnej. Pragmatyzm wygrał z ideologią narodu wybranego, który, będąc nieustanną ofiarą historii, nie tylko wstaje z kolan, ale pokazuje Europie i światu prawdziwe oblicze chrześcijaństwa – od 27 lat pracowicie wykuwanego w stolicy prymasowskiej, w Toruniu.

W tej sytuacji wygrane polskie miasta nie powinny spocząć na laurach, ale zrobić kolejny krok wprzód i wystawić własną listę kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Będzie to ruch przeciw tym, co – głośno i po cichu – planują polexit oraz próba wzmocnienia w Unii sił wspólnotowych, chwilowo spychanych do defensywy w tym niespokojnym czasie.

J S

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 7.9/10 (15 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 20 votes)
Mapa powyborcza, 7.9 out of 10 based on 15 ratings

2 komentarze

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com