Marek Jastrząb: Wysypisko dla clownów

Print Friendly, PDF & Email

03.12.2018

Trudno pogodzić się z tym niesprawiedliwym faktem, ale, plącze się w nas posępne przekonanie, że jesteśmy w matuzalemowym wieku; żyjem tu sobie i żyjem i ani się obejrzym, jak dopada nas uczuciowa plucha i otrzymujem zimny prysznic od biologii. Od losu, od przeznaczenia, może nieuchronności wydarzeń.

Popadamy więc w depresję, w stan zbliżony do przygnębienia. I wchodząc w egzystencjalne smuteczki obserwujemy, jak nasze szare komórki stają się coraz mniej żwawe. Jak wsiąkają w niebyt i z każdą chwilą jest ich mniej.

Kurczą się, więdną i już nie wiemy, czy to one upodobniają się do nas, czy my do nich. Toteż dochodzimy do wniosku, że zanim zostaniemy wygwizdani, pora nam zejść ze sceny.

Pół biedy, gdy jest się zgrzybiałym fizycznie tylko. Gorzej, kiedy czujemy się poszkodowanymi przez los i uświadomimy sobie, że oprócz fizycznych przypadłości, zdziadział nam pomyślunek.

A jeszcze gorzej jest wtedy, gdy nie uświadamiamy sobie niczego i dalej sądzimy, że jeszcze jesteśmy nie potłuczeni przez życie, zabawni, młodzi, rzutcy, błyskotliwi jak przed półwieczem.

Taki właśnie przypadek zdarzył się komikom w rodzaju Pietrzaka lub Wolskiego, którzy poruszają się po cienkim lodzie ludzkiego smaku. Balansują na granicy obrzydzenia; wypompowani z niegdysiejszego entuzjazmu truchtają pod ramię ze swoim ociężałym dowcipem.

Pamiętam ich z byłej „trójki”. Z niezapomnianych audycji Artura Andrusa „Powtórka z rozrywki”. Teraz Wolski zmienił fach: stał się dostawcą propagandy i zaczął fabrykować zamówione kawały do telewizyjnej, odtylcowej trybuny.

Lubiłem słuchać i oglądać Pietrzaka udzielającego się w kabarecie „pod Egidą”, bo (jak na owe czasy) był odważny, pod każdym względem bystry, ostry i pełen trafnych, kpiarskich obserwacji.

Zauważyć trzeba, że ich dzisiejsza działalność nie jest kontynuacją poprzedniej. Poprzedniej, czyli wartościowej, bo polegającej na uświadamianiu społeczeństwu nonsensów czynionych przez władzę.

W tej chwili działalność ich odnosi skutek przeciwny do zamierzonego: jest tych nonsensów – apoteozą i denerwującym usprawiedliwieniem.

Obecnie, tak u Wolskiego jak u Pietrzaka nastąpił kryzys formy i ich dyspozycyjne żarty zakrawają na współczucie raczej, niźli aprobatę; humor stracił rozmach i zasięg rażenia, zmniejszył loty i obroty, stał się ociężały, dychawiczny, mało subtelny, bez ikry; już nie szybuje, ale pikuje w stronę bezguścia. Już się nie wznosi ponad zgromadzoną publiczność, ale stara się do niej przystosować. Usłużnie dostroić do niskiego poziomu oczekiwań szarego widza. Utrafić mu w zapotrzebowanie.

Przy czym stwierdzić należy z radością, iż tego rodzaju rechotliwy żart coraz częściej spotyka się z brakiem zrozumienia u odbiorcy.

*

Dawni prześmiewcy ignorują fakt, że swoją twórczością wkroczyli w smugę cienia. Zamiast poprzestać na wcześniejszych sukcesach i co rychlej wycofać się z fabrykowania żenujących dowcipasów, tkwią na straconych pozycjach niczym ciągle walczący żołnierze, których nie powiadomiono, że wojna się skończyła, a generalicja smaży się w piekle.

*

Brak samokrytycyzmu i objawy zmętnienia jaźni dotyczą nie tyko kabareciarzy. Obejmuje również polityków. A nawet literatów. Na przykład rosyjski dramaturg Aleksiej Maksimowicz Pieszkow znany pod pseudonimem Maksym Gorki, bolszewicki laudator, mobilny cmokier stalinowskich porządków, uwielbiacz radzieckich gułagów.

Albo Irlandczyk, George Bernard Shaw, również dramaturg: w utworach tryskający muskularnym męstwem, natomiast w życiu oderwanym od bujania w obłokach, nałogowy kalamburzysta, megaloman i powierzchowny znawca problemu; maskował swoje ignoranckie maksymy – obracaniem krępujących sytuacji w żart, paradoks, bagatelkę.

Co dawało się zaobserwować w znakomitej sztuce Ronalda Horwitza Herbatka u Stalina.

W porównaniu do Stalina, emocjonalnej łachudry, Shaw prezentował się mikro: miało się niesympatyczne wrażenie, że jego umysł jest skonstruowany z uprzejmych frazesów, podczas gdy sowiecki car powleczony był wrażeniem inteligencji.

Sztuka napisana w celu upamiętnienia politycznej obłudy zachodnich państw, odzwierciedlała żałosny stan ich świadomości. Ale to temat wart osobnego potraktowania.

Nie szukając daleko, na naszej oślej łączce mamy własną kolekcję bałwochwalczych żartownisiów. Na przykład panią Pawłowicz, pana Terleckiego, pana Piotrowicza, pana Macierewicza i innych światopoglądowych koryfeuszy.

PS

Celowo tytułuję przytoczone osoby paniami i panami, gdyż nie mam ochoty być włóczonym po sądach za obrażanie niewinnych osób i nie mam życzenia przepraszać za mówienie prawdy.

Marek Jastrząb

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.8/10 (10 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +11 (from 13 votes)
Marek Jastrząb: Wysypisko dla clownów, 8.8 out of 10 based on 10 ratings

Odpowiedz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com