Zbigniew Szczypiński: Z repertuaru przedstawień teatralnych na scenie Sejmu RP

Print Friendly, PDF & Email

15.12.2018

Myślę, że każdy, kto znalazł czas i ochotę na uczestniczenie (choćby w medialnej tylko formie) w spektaklu pod tytułem – „konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Mateusza Morawieckiego” ma dość tego co nazywamy parlamentaryzmem.

Wieczorna debata nad wnioskiem o wotum nieufności wobec rządu odbyła się. Wniosek przedstawił kandydat na premiera w nowym rządzie, gdyby w głosowaniu sejm wniosek poparł – Grzegorz Schetyna. Potem, w debacie krótkiej, w pięciominutowych odsłonach, występowali przedstawiciele klubów i kół poselskich występujący według określonej regulaminem sejmu zasady: liczy się liczebność klubów i kół. Po zakończeniu debaty, Sejm w głosowaniu wniosek opozycji odrzucił zdecydowaną większością głosów – było to więcej niż oczywiste dla wszystkich aktorów tego przedstawienia.

No to o co chodziło w tym spektaklu?

Składanie wniosków o dymisję rządu jest prawem opozycji parlamentarnej. W tym sensie opozycja skorzystała z przysługującego jej prawa. Skoro wiadomy był wynik głosowania, to jest oczywiste, że nie treść a forma przedstawienia jest najważniejsza, skoro wiadomo było wszystkim, że rządu nie da się odwołać – to liczyło się to tylko jak wypadną aktorzy, jak zaprezentują się na sejmowej scenie, jakie przedstawią argumenty za odwołaniem, jakie przeciw i jak to zrobią.

To było bardzo marne przedstawienie. Aktor Schetyna, grający główną rolę w tym spektaklu, nie zaprezentował ani nowej treści ani, co jeszcze bardziej zaskakujące, nowej formy w odgrywanej roli przedstawiającego wniosek o zmianę rządu.

Mateusz Morawiecki grający w tym przedstawieniu rolę „czarnego charakteru” nie wyszedł poza ograne i znane od ponad roku gry i gierki, mówił w sejmie, do posłów, tak jak przywykł mówić na wiecach do „ciemnego ludu”. Słuchając premiera, występującego w Sejmie RP, w debacie o wotum nieufności wobec niego, widziałem rozbawionego wiecowego mówcę, posługującego się tandetnym zestawem argumentów i chwytów retorycznych.

Spośród wszystkich występujących mówców, w mojej ocenie, jedynie szef PSL zaprezentował adekwatne do sytuacji, dobre i w treści, i w formie wystąpienie. Cała reszta mówców nie wyszła poza standard sejmowych połajanek i inwektyw.

Tyle o sejmowym spektaklu. Teraz na poważnie o polityce.

To, co przebijało w wystąpieniu Grzegorza Schetyny i co było najważniejszym przekazem do wszystkich ludzi, jakkolwiek związanych z obozem rządzącym – to zapowiedź surowego rozliczenia i ukarania winnych. Schetyna grzmiał z mównicy sejmowej i groził konsekwencjami za każdą ukradzioną złotówkę, za każde złamanie prawa.

Takie pokrzykiwania mają jednak tylko jeden skutek – następuje wzrost poczucia wspólnoty u zagrożonych, wzrost integracji obozu rządzącego. Nic tak nie zespala ludzi jak poczucie zagrożenia.

To, co robią takie zapowiedzi w obozie rządzącym – jest jasne dla każdego, kto ma choćby podstawową wiedzę o mechanizmach psychologicznych, wpływających na ludzkie zachowania w grupie, kto ma choć trochę socjologicznej wyobraźni. Nie jest przy tym tak, że procesom zachodzącym w grupie zagrożonej można przeciwstawić na przykład wzrost determinacji w grupie pretendującej do objęcia władzy. Opozycja aspirująca do rządzenia nie spręży się po zapowiedzi zastosowania sankcji i rozliczenia rządzących w stopniu choćby trochę porównywalnym do tego, jak zewrą swoje szeregi rządzący.

Takie pokrzykiwania z trybuny sejmowej kogoś, kto nie ma tej chwili żadnej możliwości działania są wyrazem frustracji, niczego więcej. A gdy przypomni się fakty sprzed trochę więcej niż trzech lat, gdy ta sama formacja dopuściła do tego, że upadł wniosek o Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry – tylko dlatego, że zabrakło kilku głosów posłów partii Grzegorza Schetyny, którym nie chciało się przyjechać na glosowanie (pamiętamy tych posłów i te posłanki) – to tym bardziej nie powinno się tak mówić.

Prosta zasada socjotechniczna mówi – nie mów, że zrobisz. Po prostu to zrób.

Spektakl z wnioskiem o wotum nieufności dla rządu Morawieckiego poprzedzony był spektaklem z wnioskiem o wyrażenie zaufania, o co zwrócił się do Sejmu sam Mateusz Morawiecki. Było to typowe wyprzedzające posunięcie propagandowe – premier sam zwraca się do sejmu, w którym ma bezwzględną większość z wnioskiem, aby Sejm potwierdził to, co wiedzą wszyscy: że rząd ma poparcie, wystarczające do dalszego rządzenia.

Obóz rządzący, znając termin debaty nad wnioskiem opozycji o dymisję, zaplanował bezpośrednio po terminie tej debaty (jej wynik był oczywisty), konwencję partyjną, na której zaproponuje plan działań na nadchodzący rok wyborczy. To jak przebiegła i jak się skończyła debata nad konstruktywnym wnioskiem o wotum nieufności, to dobry materiał do wykorzystania w budowaniu przez rządzących narracji przedwyborczej – tak sądzę…

W walce o świadomość wyborców, o „suwerena”, rząd ma do dyspozycji cały aparat państwa. Państwa, coraz bardziej ujętego w tryby autorytarnego stylu rządzenia, poddanego woli jednego człowieka. Cała Polska widziała ostatnio jak ów szeregowy poseł wszedł na trybunę sejmową i zażądał zdjęcia z porządku obrad dalszego procedowania nad prawem, dotyczącym ruchu drogowego i stacji diagnostycznych. Była to ustawa wniesiona przez jego partię i nic nie wskazywało, że trzeba ją wycofać. Marszałek Sejmu posłusznie wykonał polecenie.

Polski Sejm staje się fikcją. Polski Sejm traci swoją rolę – miejsca, gdzie w politycznym sporze ucierają się poglądy i tworzy prawo. Polski Sejm, zdominowany przez obóz Zjednoczonej Prawicy, stał się bezwolną maszynką do głosowania realizującą „wolę polityczną” swojego wodza. Malejąca częstotliwość zwoływania przez posłusznego wodzowi marszałka posiedzeń sejmowych jest wyrazem pewnej racjonalności, której jednak nie wolno stosować do najwyższego organu władzy ustawodawczej.

Polski parlamentaryzm znalazł się w największym kryzysie od początku transformacji lat 89/90.

Co może go naprawić?

avatar

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący StowarzyszeniaStrażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com