Europa przyszłości

Print Friendly, PDF & Email

20.12.2018

Nie wiem, czy się nie przesłyszałem; niedawno w toruńskim radio honorowy redaktor tygodnika „Niedziela” kilkakrotnie powtarzał, że Kościół nie jest partią. Duchowny, który od lat upartyjnia polski Kościół, wiążąc go ściśle z rządami ‘dobrej zmiany’, kreując ludzi władzy na bożych pomazańców oraz istoty nadprzyrodzone o czystych intencjach, sercach tudzież rękach – o ich bezgranicznym oddaniu sprawie Boga i ojczyzny nie wspominając, zasługuje na uwagę.

Ks. redaktor jest bowiem pomysłodawcą i moderatorem ruchu Europa Christi, którego powstanie zbiegło się z ogłoszeniem Brexitu. (Warto pamiętać, że to Polska PiS i jej europosłowie najmocniej kibicowali brytyjskiej secesji!). Ruch powołano przy okazji imienin redaktora; była modlitwa, śpiewanie psalmów, muzyka Chopina, a potem obiad i wystąpienia gości – był „czas na konsumpcję i słuchanie” referatów… Tytuł jednego z nich Uczciwość miarą demokracji zasługuje na uwagę w kontekście aktualnej polityki aferalnej.

W sytuacji ostrego kryzysu Unii Europejskiej oraz poszukiwania dla niej dróg wyjścia, na spotkaniu musiało się paść – historyczne z natury i leninowskie z ducha – pytanie: Co robić? (tu miało wersję rozszerzoną: „co mamy dalej robić?”). Gospodarz zaproponował utworzenie ruchu z Chrystusem w nazwie. „Dzisiejsza Europa cierpi – mówił, ponieważ poszła w kierunku ateizmu i destrukcji systemu wartości”. Winne są „przedziwne dyspozycje eurokratów”, którzy nie dorośli do zarządzania „dziedzictwem Europy” i „myśleniem Europejczyków”. Winni są też „współcześni ateiści”, którzy „chcą wyrzucić ze świadomości Europejczyków wartości chrześcijańskie”, winne jest przekonanie, że „tylko przemysł, gospodarka, banki mogą dać ludziom szczęście”. Racje te dominują „w różnych, często niepoważnych unijnych dyspozycjach, niezgodnych z naturą, logiką i zdrowym rozsądkiem. Przykładem sprawa gender”. W wywodzie jest też mowa o „europejskich urzędnikach nieznających rzeczywistych problemów mieszkańców” oraz o jakichś sześciu „wielkich grupach finansowych, których propozycje doprowadziły do załamania i upadku”.

Reakcją na tak zdefiniowane zło ma być podejmowanie „spraw dotyczących przyszłości Europy w kontekście jej tożsamości”. Polska – pod rządami „prawicowej partii Jarosława Kaczyńskiego z premier (wtedy jeszcze) Beatą Szydło” – widzi te sprawy „chyba najbardziej”. W związku z tym przyszła Europa będzie zakorzeniona „w chrześcijańskiej kulturze, w Ewangelii”; zapewni dobrobyt wszystkim obywatelom, którzy nie będą nosić kagańca „w postaci niemądrych przepisów, bezsensownej liberalnej ideologii” oraz rządów ‘dzieci kwiatów’ (z 1968 r.), bo „prowadzą (one) narody w niewłaściwym kierunku”. Europa nie może być także Mahometańska.

„Prawdziwa Europa to Europa Christi […]. Chrześcijaństwo, Ewangelia powinny stać się konstytucją nowej i nowoczesnej Europy”. I znowu pojawia się idea „prawdziwej reformy” oraz jej „korzeni”; brakuje tylko „powrotu do źródeł” … Wyrażenia takie znamionują na ogół poważny kryzys – nie tego jednak, co ma być reformowane, lecz samego reformatora. Dość przypomnieć schyłkową fazę socjalizmu i domaganie się, aby było go więcej, ponieważ wszędzie było go coraz mniej…

Europa Chrystusa (albo Chrystusowa) to swoista kalka tamtej sytuacji. Teraz znalazł się w niej polski Kościół, wdając się w alians z partią władzy, która wykorzystuje katolicyzm do celów politycznych zdecydowanie rozbieżnych z wartościami chrześcijańskimi. Przykładem, wołającym o gniew Chrystusa, było nieprzyjęcie symbolicznej liczby uchodźców wojennych: matek z dziećmi, kalek, sierot… do kraju katolickiego w 96 procentach (jak spirytus!). Można wprawdzie odwoływać się do literackich stereotypów: „Niech na całym świecie wojna, byle polska wieś zaciszna, byle polska wieś spokojna”, albo: „nasza chata z kraja” … Nie zmienia to jednak faktu, że rząd, a za nim przeważająca większość „narodu” zachowała się niezgodnie z nauczaniem Boga-człowieka, którego chce teraz kreować na ideologicznego – wszak nie religijnego! – patrona Europy. Inicjatorzy ruchu proponują też rychłą beatyfikację ojców-założycieli – Schumana i de Gasperiego. Hasło Europa Christi ma być „wielkim wołaniem chrześcijan i katolików europejskich” oraz „bazą” dla zjednoczenia. Wszystkie te symboliczne ruchy – bo przecież nie są to realne działania – mają się przyczynić „do ożywiania w nas wiary, nadziei i miłości”.

Tymczasem przy okazji konferencji klimatycznej (zorganizowanej w najbardziej zaczadzonym mieście europejskim), można się było dowiedzieć, że ludnościowy exodus sprzed paru lat był zaledwie uwerturą tego, co stanie się za lat 10 czy 15. Efekt klimatyczny sprawi, że zaleje nas prawdziwa fala uchodźcza, wobec której nie będziemy nawet wiedzieli, jak się zachować, bośmy tego nie przećwiczyli w mniejszej skali. W tym prawdopodobnym i zbliżającym się wielkimi krokami scenariuszu rechrystianizacyjna misja polskich polityków tudzież duchownych może się okazać zabawą w piaskownicy.

Kiedyś gniew Jahwe w postaci katastrof i plag na Izraela lub jego wrogów zapowiadali prorocy. Dzisiaj naukowcy precyzyjnie badają ziemski glob i ostrzegają ludzkość, nie dzieląc jej na wyznawców Chrystusa, Buddy czy Mahometa. Jednak Polska – „bijące serce Europy” (ale nie Unii Europejskiej!) – wie swoje; podobnie jak wiedziała swoje Wielka Brytania… W trudnej sytuacji kontynentu oba te kraje podejmują „próbę odtworzenia europejskiej nierzeczywistości”, jak zauważył polsko-brytyjski dziennikarz młodego pokolenia. Puste miejsce przy wigilijnym stole – dla nie wiadomo kogo – jest tego najlepszym wyrazem.

J S

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com