Alina Kwapisz-Kulińska: Ostatni husarz

Print Friendly, PDF & Email

2012-12-11. Oglądam noblowską uroczystość uhonorowania Europy nagrodą pokojową, a w uszach dźwięczą mi słowa Jarosława Kaczyńskiego, prezesa największej partii opozycyjnej. Dla którego Polskę należy z jakiegoś powodu repolonizować. Możliwości są w zasadzie dwie: albo wygłasza spod serca credo swoje i swoich partyjnych towarzyszy, albo gada co bądź, byle tylko pokazały go wszystkie telewizje, a w audycjach publicystycznych padało raz po raz jego nazwisko. Zgodnie z dewizą przedwojennego dziennikarza: nieważne, jak się mówi, byle się mówiło.

No właśnie: odnosić się więc do tych kolejnych rewelacji, czy nie odnosić? Przecież co jakiś czas, z powodu sobie znanego, Prezes gra na nucie, którą gomułkowska propaganda sączyła Polakom przez lata. Zwykle pokazując Adenauera w krzyżackim płaszczu oraz strasząc odwetowcami spod znaku Hupki i Czai. Hupka i Czaja brzmieli prawie jak Kuroń i Michnik, a wcześniej jak Kuroń i Modzelewski. Byłam wtedy za młoda, aby ktokolwiek ze mną rozmawiał na te tematy. Ale często, gdy zostawałam sama w domu, włączałam wielkie radio lampowe i słuchałam wszystkiego, czego słuchać się dało, łącznie z RWE i Radiem Madryt oraz Radiem Tirana. U nas: Hupka i Czaja, tam: Kuroń i Modzelewski.

Dzisiaj, gdy słucham ideologicznych porywów Prezesa, a w oczach staje mi Adenauer w płaszczu z czarnym krzyżem, z nostalgią wspominam tamte czasy. Coś z nich jednak zostało. Bardziej w Prezesie, czy bardziej w elektoracie, do którego przemawia? Co zostało? Choćby te słowa: „Ci wszyscy co mówią, że nic się nie zmieni, bo z jednej jest Rosja, a z drugiej jest Niemiec, bo burdel, bo Żydzi, bo Polak się leni, a kto się wychyla, to zwykły szaleniec”… Nie wiem, co dzisiaj Jan K. Kelus sądzi o tych słowach swojej ballady. Tak się porobiło, że nie wszystko, co wczoraj było ważne, zachowało znaczenie do dziś. Nie wiem, co Prezes sądził o słowach barda, czy je znał, czy wpłacał autorowi na poczcie kilka groszy za bezdebitowe nagrania. Bo chyba Prezes żył podziemną twórczością, jak i my wszyscy?…

Dzisiaj, zdaje się, liczy, że posiew nienawiści do „odwetowców i rewizjonistów” sprzed lat padł na żyzną glebę, ziarno wzeszło i do dzisiaj karmi pokaźny elektorat. Gra więc na znanej (sobie? elektoratowi?) strunie. Nadal „z jednej jest Rosja, a z drugiej jest Niemiec”. Zawsze ci sami. A my – wciąż straszeni i gnębieni przez Siły Zła, by nie rzec – Gwiazdy Śmierci.

Nie stało się nic od roku 1989, wedle prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Nie było Krzyżowej, nie zależy nam na polskim eksporcie do Niemiec (jest największy), furda zagraniczne inwestycje. Chyba dlatego, że im będzie gorzej, tym będzie lepiej? Boso, ale w ostrogach. Ale ze znaczkiem PIS-u w husarskim skrzydle. I dumnie podniesioną głową.

Gdy już się odgrodzimy do Europy, gdy popadniemy w ubóstwo, wtedy dopiero nastanie czas, aby zakasać rękawy i pośpiewać za mistrzem Kelusem o „drugiej Polsce”: „zbudować dziś mają tę drugą, choć pierwsza, / dla jednych jest gorsza, dla drugich jest lepsza, / żeby urosła, żeby urosła w siłę / i żeby żyli, i żeby żyli lepiej / sięgną do rezerw ludzkiego potu w czynie/ jedni łopatą, a drudzy w Komitecie”.

W Komitecie Wyborczym partii Prawo i Sprawiedliwość, rzecz jasna. Już za trzy lata.

Alina Kwapisz-Kulińska

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (11 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 12 votes)
Alina Kwapisz-Kulińska: Ostatni husarz, 10.0 out of 10 based on 11 ratings

4 komentarze

  1. Angor 2012-12-11
  2. Angor 2012-12-11
  3. Angor 2012-12-11
  4. andrzej Pokonos 2012-12-12