Magdalena Środa: Alik, mój sąsiad

Print Friendly, PDF & Email

2013-01-02. Wybija północ, cieszysz się nowym rokiem, choć właściwie nie wiadomo dlaczego, bo to wszak jeden rok bliżej końca, a jednak radośnie popijasz szampana, całujesz jednych przyjaciół, dzwonisz do drugich i coraz częściej trafiasz na numery, których właściciele odeszli. Nie kasuję ich, bo ciągle strasznie chcę pogadać z Barbarą Skargą, poradzić się Henryka Jankowskiego, zapytać Aldonę Jawłowską, jak mają się jej psy, ucałować Anię Laszuk, powiedzieć „trzymaj się” do Izy Jarugi-Nowackiej.

”Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” – pisał ks. Twardowski. Dodam: gadajmy z nimi, póki żyją, znajdźmy czas na rozmowę, bo to głównie dzięki niej istnieje nasz prawdziwy świat.

Tuż przed świętami zamilkł numer Aleksandra Wieczorkowskiego. Mniej to odczuję, bo rzadko do niego dzwoniłam. Nie musiałam, był moim sąsiadem. Kupowaliśmy chleb w tym samym sklepie, chodziliśmy na tę samą pocztę i do szewca, razem narzekaliśmy na bałagan i staromiejskie zaniedbania. Gdy miał psa, nasze drogi nieco się rozmijały. Na Starym Mieście właściciele psów dzielą się na „nadwiślańskich” i „barbakanowych”. Alik ze swoim psem należał do grupy „barbakanowych”, ja z moimi do „nadwiślańskich”. Poza tym psy za sobą nie przepadały. Miejscem naszych częstych, gorących, acz zupełnie przypadkowych spotkań był kiosk z gazetami na Świętojańskiej. Mimo swojej nowoczesności (Alik dawno „biegał” po Internecie, gdy ja stawiałam pierwsze kroki w wysyłaniu maili) miał tradycyjny nawyk czytania papieru. Ja też go mam. Na powitanie opowiadał jakiś dowcip lub anegdotę, czasem dwie, trzy, potem szybko przechodził do polityki, której był namiętnym komentatorem. Nigdy się nie spieraliśmy, miałam prawie takie same poglądy jak on. Tyle że on miał szerszą perspektywę, więcej czytał, więcej przeżył, więcej umiał. No i oczywiście był bardziej patriarchalny. Należał do „umierającej klasy” dziennikarzy, dla których publicystyka była kunsztem i powołaniem. Łączył ogromne wykształcenie z poczuciem humoru, ciętość pióra ze społeczną troską, ostrość opinii z zaangażowaniem – zabrzmi to dziś archaicznie – prawdziwie obywatelskim.

Ostatnimi laty chodził do kiosku regularnie, choć coraz wolniej, coraz bardziej przygarbiony. Dla mnie był jednak zawsze mocarny. Podziwiałam go – nie znając – od lat 70. Przez lata był „postacią kubistyczną”, złożoną z wielu odrębnych elementów. Lubił przecież pseudonimy. Najbardziej pamiętam – kto nie pamięta! – jego teksty w „Przeglądzie Technicznym”. Był jak świeża woda: orzeźwiający, a przy tym trafny, oryginalny, zabawny. Słuchałam też jego komentarzy dla Radia Wolna Europa, widywałam go w programach telewizyjnych. Jako felietonista był dowcipny, jako komentator parlamentarny kompetentny i błyskotliwy, jako publicysta telewizyjny – ostry, szybki w ripoście i bardzo przystojny. Był też autorem wielu świetnych książek. Przez wiele lat nie łączyłam tych postaci. Połączyła mi je jego córka Marta, z którą od lat się przyjaźnię, i nagle pan z felietonów, z telewizji, z radia i ze staromiejskich ulic stał się jednym; Alikiem, dziennikarzem, sąsiadem. Pożegnamy go 7 stycznia o godz. 12 na Powązkach Wojskowych. Pod kioskiem nie spotkam go już nigdy. Kolejny telefon, który zamilkł na zawsze.

Magdalena Środa

www.gazeta.pl

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (12 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +11 (from 11 votes)
Magdalena Środa: Alik, mój sąsiad, 10.0 out of 10 based on 12 ratings

Jedna odpowiedź

  1. andrzej Pokonos 2013-01-04