Kazimierz Żórawski: 100 lecie urodzin Turowicza

2013-01-03.

Jerzy Turowicz, którego setną rocznice urodzin Kraków świętował 10 grudnia ubiegłego roku, miał w Warszawie kilka adresów, pod które zaglądał.

Jednym z nich był mój dom przy Alei Wilanowskiej, mój i mojej ciotecznej siostry Dunki Micińskiej, która zajmowała piętro. Dunka, jeszcze jako młodziutka studentka krakowskiej polonistyki, mieszkała u Turowiczów na Lenartowicza i przez pana Jerzego traktowana była jako czwarta córka. Również do mojej biblioteki trafiło kilka książek, na których było napisane drobnymi literkami „Duni. Taś” i data wręczenia podarku ozdobiona serduszkiem.

Gdy Turowicz pojawiał się w Warszawie rytuał wyglądał tak: Dunka poprzedniego dnia przychodziła i komunikowała: „Jutro na obiadku o pierwszej będzie Taś. Jeśli masz jakieś sprawy to wpadnij.” Przed pierwszą skrzypiała furtka, potem z klatki schodowej dolatywał stukot zbiegającej z góry w drewniakach Scholla Dunki i w chwile później ja udawałem się „na górę”. Pod koniec lat 80’ byłem rzecznikiem Stowarzyszenia Filmowców Polskich oraz sekretarzem półlegalnego Komitetu Porozumiewawczego Stowarzyszeń Twórczych i  Towarzystw Naukowych, zastępującym w sprawach organizacyjnych profesora Klemensa Szaniawskiego, który po pierwszej turze „okrągłego stołu” wyjechał na dłużej do Stanów Zjednoczonych.

Życie polityczne znów zaczynało buzować, więc bez przerwy były jakieś oświadczenia do druku, których oficjalne gazety drukować nie chciały. Nadzieja była w „Tygodniku Powszechnym”.  Gdy więc przychodziłem „na górę”, Turowicz brał ode mnie kolejne pliki kartek i patrząc smutnym wzrokiem pytał cichutko: „Bardzo Panom zależy?” – „Oczywiście!” odpowiadałem z przekonaniem. „No, to dobrze” – odpowiadał jeszcze cichszym głosem, składał kartki i chował do już i tak wypchanej kieszeni szarej marynarki. Potem był „obiadek”, wysłuchiwał opowieści Dunki i na koniec ucinał sobie drzemkę. Dunka znów pojawiała się na dole z pytaniem: „Czy jak Taś się obudzi, to zawieziesz go do….?

W samochodzie zaczynał od przeprosin, że mnie fatyguje, ja zapewniałem, że nie ma sprawy i z respektem milkłem. Wiozłem Wielkiego Jerzego Turowicza, Przyjaciela Papieża i innych możnych tego świata, cóż ja drobina mogłem mu ciekawego powiedzieć. Ale czasami o coś  mnie pytał, na przykład, czy może zapalić w samochodzie papierosa.

Kazimierz Żórawski

 

PS. Na 100 lecie Jerzego Turowicza Poczta Polska wydała znaczek z jego portretem. Choćby dla samej przyjemności naklejenia takiego znaczka napiszmy czasem list, taki normalny list, nie wystukując wszystkiego na klawiaturze, i dopiszmy „jedną linię własną ręką, kilka słów, cokolwiek, nic wielkiego” – Pan Jerzy na pewno się z tego ucieszy.

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 10.0/10 (6 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +8 (from 8 votes)
Kazimierz Żórawski: 100 lecie urodzin Turowicza, 10.0 out of 10 based on 6 ratings