Kuba Benedyczak: Odpieprzcie się od palaczy!

2013-01-05. Ostrzeżenie: Artykuł nie jest zachętą do palenia papierosów ani do zaprzestania konsumpcji tychże. Jednocześnie autor wyraża ubolewanie, iż powyższe ostrzeżenie, choćby w połowie nie przysłania tekstu poniżej.

„Prawdę mówiąc, papierosy nie są piękne, lecz boskie dzięki czarodziejskiej mocy dostarczania czegoś, co Kant określał mianem ‘negatywnej przyjemności’, mrocznie pięknej, niezawodnie bolesnej przyjemności, czerpanej z przeczucia wieczności. Przedsmak wieczności to w papierosie właśnie ów ‘zły’ smak, który palacz zaczyna od razu uwielbiać. Jako byty wzniosłe papierosy są w zasadzie odporne na skierowane przeciw nim argumenty, sformułowane przeciw nim z punktu widzenia zdrowia lub pożytku”.

Słowa pochodzą od Richarda Claina, profesora literatury francuskiej z Cornell University w USA, który będąc w trakcie zrywania z nikotynowym nałogiem popełnił niespełna 200-stronicowe dzieło pt. „Papierosy są boskie”. Wydany na początku lat 90 esej okazał się bestsellerem, kilkakrotnie wznawianym w kraju autora oraz tłumaczonym na kilkanaście języków, w tym polski. Internetowe zasoby nie dostarczają niestety informacji czy próba profesora Claina została uwieńczona sukcesem. Wiadomo natomiast jedno, o czym tak smakowicie pisał amerykański palacz-literaturoznawca. Ludzkość pociąga w papierosie przede wszystkim jego zło oraz szkodliwość i jakkolwiek byśmy go nienawidzili, towarzyszy on człowiekowi cywilizacji zachodniej od bardzo dawna. W odsłonie kolejnych epok pełnił rolę nieodłącznego atrybutu postaci historycznych oraz ikon popkultury. Palili go żołnierze w okopach oraz skazańcy przed wykonaniem wyroku, królowie na konferencjach decydujących o losach świata oraz filmowi kowboje, sprzątaczki oraz wytworne lwice salonowe. Nikt nie wyobraża sobie Slasha bez gitary i papierosa, Giedroycia bez biurka i papierosa, Jamesa Deana bez skurzanej kurtki i papierosa, Jima Morrisona bez mikrofonu i papierosa, Vaclava Havla bez wąsa i papierosa i Kuronia, Michnika, Humphrey Bogarta czy Hłaski bez papierosa.

Nawet Wałęsa zanim… W każdym razie, zapewne 30-40 lat temu mało kto przewidział, że papieros stanie się wrogiem numer jeden propagandy zdrowego stylu życia, ucieleśniając największe zagrożenie dla zdrowotności człowieka cywilizacji Zachodu. 

Miód do herbaty

Pisanie o używkach jest kłopotliwe, wręcz poniżej pewnego poziomu. Zawsze bowiem rozbucha emocje, uruchomi irracjonalne spory, przywoła przytaczane po stokroć argumenty, rozpocznie z góry zaprojektowane na anty koncyliacyjne „debaty”, a przede wszystkim zawsze, ale to zawsze, jak lep na muchy przyciągnie populistów widzących w tym wszystkim szansę na rozegranie własnego interesu. „Legalizujmy marihuanę, toż to, proszę państwa, taka sama używka jak miód do herbaty! Zlitujcie się!”- krzyknie, po wyjściu z dziury OZON-owej oddany idei nowoczesny lewicowiec. „Zakaz sprzedaży alkoholu w promieniu 140 km od żłóbków, szkół, przedszkoli i pensjonatów dla dziewcząt, poprawczak dla ćpunów, dożywotnie roboty w kamieniołomach dla dilerów!”- zagrzmi od prawej zawsze czuwający, nigdy nie zasypiający strażnik tradycji i społeczeństwa. „Na szczęście”, pisanie o papierosie wydaje się mniej kłopotliwe, bo małego białego ruloniku, wypełnionego tytoniem już nikt nie broni. Na nim postawiono kreskę od lewa do prawa, został skazany na powolną śmierć przez łamanie kołem. Dyrektywa każe, Europa musi.

Komisja Europejska przyjęła niedawno dyrektywę tytoniową, zakazująca sprzedaży tzw. slimów (cienkich papierosów) i papierosów smakowych (w tym mentolowych). 75% paczki papierosów mają pokrywać drastyczne ostrzeżenia obrazkowe, np. zdewastowanych organów wewnętrznych, a ponadto przewidziano obostrzenia w produkcji i dystrybucji e-papierosów. Za chwilę dyrektywa trafi do Parlamentu Europejskiego. Jeśli przejdzie, a tak się najprawdopodobniej stanie, nowe przepisy wejdą w życie w 2015 lub 2016 roku.

Zakaz palenia w miejscach publicznych nikogo już nie dziwi i chyba jeszcze tylko najbardziej zagorzali palacze narzekają na ten przepis. Prawo zabraniające spożywania tytoniu w obszarze ogólnodostępnym obwiązuje m.in. w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Polsce czy w krajach Skandynawskich. Niektórzy jednak pragną pójść dalej. Irlandzki euro poseł Arvil Doyle postuluje, aby do 2025 papierosy całkowicie zniknęły ze sklepów Unii Europejskiej. Obecny rząd Finlandii chce zdelegalizowania wyrobów tytoniowych do 2040 roku. Tym sposobem nawet człowiek palący we własnym domu zostanie wyjęty spod prawa. Podskórnie można wyczuć, że Unia Europejska zmierza w podobnym kierunku. Z jednym wyjątkiem- instytucje europejskie delegalizują papierosy tak, by nie zdelegalizować ich ostatecznie i nie pozbawić budżetów krajowych milionowych zysków. 

Licytacja na ofiary

Unijny komisarz ds. zdrowia i ochrony konsumentów Tonio Borg broni swoich decyzji mówiąc, iż jego „obowiązkiem jest ochrona obywateli europejskich”. Rzeczywiście, jeśli chodzi o używki papierosy zabijają najwięcej, bo prawie 700 tysięcy obywateli UE rocznie. Leczenie plus koszty dodatkowe, co roku ściąga z budżetów krajów unijnych 33 miliardy euro. Na leczenie skutków picia alkoholu wydaje się mniej więcej tyle samo, przy czym alkohol i następstwa jego spożywania zabijają „tylko” 450 tysięcy Europejczyków.

Licytacja na ofiary to rzecz raczej obrzydliwa i niebezpieczna. Być może z punktu widzenia administratora szpitala jest ona racjonalna jednak najczęściej przypomina dyskusję autystycznych, niezbyt przystojnych akademików w wytartych swetrach- kto gorszy, Hitler czy Stalin? Ponadto przytaczanie samych liczb niewiele mówi o efektach społecznych. Nikotyna bowiem szkodzi osobom w otoczeniu palacza aczkolwiek twierdzenie jakoby nie czyniły tego alkohol ani marihuana jest śmieszne. Co więcej, w przeciwieństwie do alkoholu nikotyna nie tworzy reprodukujących się patologii społecznych- agresji, przemocy, kradzieży, gwałtu, bezrobocia, ubóstwa, apatii, nie zmienia stanu świadomości, nie powoduje wypadków drogowych, ponadto w przeciwieństwie do marihuany nie przywołuje myśli samobójczych, nie pogłębia depresji, nie spowalnia układu psychomotorycznego, nie wywołuje niekontrolowanego śmiechu czy kompulsywnego sięgania po jedzenie. Substancje smoliste powoli sztyletują ludzkie zdrowie, tym niemniej w sposób bezpośredni nie zaburzają funkcjonowania człowieka w społeczeństwie.

Nie warto tutaj wchodzić w spór, która z dostępnych używek szkodzi najbardziej. Dziś „New York Times” napisze, że lewy płat mózgowy w największym stopniu wyniszcza Johnny Walker pity z Colą, za tydzień natomiast „The Guardian” ogłosi „najnowsze wyniki badań” potwierdzające, iż to slimy agrestowe najczęściej powodują raka przełyku, obniżając jednocześnie wydajność gruczołów potowych. 

Mleko i banany

Jednakże warto zwrócić uwagę na oczywisty fakt. Od około 20 lat trwa zmasowana kampania przeciwko papierosom wobec toczącej się równolegle dyskusji na temat tego czy powinniśmy legalizować marihuanę. Obecny trend pokazuje, iż zamierzamy w Europie rugować jeden środek uzależniający, wprowadzając na jego miejsce drugi. A przecież dziś, już nawet dawni zwolennicy poglądu, że „zielona roślinka” stanowi coś w rodzaju nieszkodliwej rozrywki, która nie uzależnia i nie powoduje żadnych szkód w organizmie musieli ustąpić pod naporem racjonalnych argumentów. Marihuana spożywana w nadmiernych ilościach powoduje zmiany w psychice, uzależnia oraz zaburza zdolność egzystowania w społeczeństwie, powodując chociażby dysfunkcjonalność rodziny czy niezdolność do pracy. Gdyby tak nie było, na całym świecie nie powstawałyby grupy dla osób uzależnionych od „nieszkodliwej roślinki”.

Autor nie pisze tego z pozycji grzecznego chłopca czy nawet przeciwnika legalizacji (choć w tym miejscu odżegnuje się od poparcia którejkolwiek ze stron). Młodość szkoły średniej i studiów spędził na przełomie wieków, kiedy wstyd było nie „spróbować”. W czasie wakacji wyjeżdżał z przyjaciółmi dorobić w nieogarniętej jeszcze kryzysem Irlandii. Niektórzy z nich palili sporadycznie, inni znacznie częściej. Pewnego dnia zadzwonił telefon, zapraszający ich na interview do fabryki produkującej soczewki. Po przejściu pierwszego etapu kazano im oddać mocz w celu sprawdzenia czy nie ma w nim śladu narkotyków. „Specjaliści z grupki” poradzili pić dużo mleka i jeść banany, miały wymiatać THC z organizmu. To smakowite menu przez tydzień stanowiło o ich pożywieniu. Żadne z nich nie zostało przyjęte do fabryki soczewek.

Dlaczego w tej, bądź co bądź, odpowiedzialnej pracy sprawdzano kilkumiesięczną obecność narkotyków, w tym marihuany? 

Papierosy bogatym, wóda dla biednych

Wracając do alkoholu, bezdyskusyjnie destrukcyjnego w skali masowej… Kampania antyalkoholowa Unii Europejskiej, jak również zalecana krajom członkowskim polityka wobec producentów napojów alkoholowych ma się do propagandy antynikotynowej jak kociak domowy do tygrysa bengalskiego. Śmieszy swoim rachitycznym temperamentem i zaangażowaniem. Podczas, gdy przemysł tytoniowy i palacze waleni są młotem po głowie, przemysł spirytusowy i pijących kłuje się na zasadzie łaskotania. Można odnieść wrażenie, bardziej dla formy niż dla osiągnięcia rzeczywistych rezultatów. Pewnie dlatego poziom konsumpcji alkoholu ani drgnie- ni w jedną, ni w drugą stronę, podczas gdy spożywanie tytoniu szybuje w dół. Chociaż wcale nie tak znowu na łeb na szyję, jeśli wziąć pod uwagę spożywane środki i energię unijnych urzędników.

Nikt w UE nie wyklucza ze sprzedaży malinówek, wiśniówek, tanich win, piwa jabłkowego czy likierów. Wystarczy wycieczka do osiedlowego sklepu monopolowego, aby przekonać się, że w asortymencie niczego nie brakuje. O większych marketach nie wspominając. Nikt również nie nakazuje umieszczać na butelkach zdjęcia z wodą w żołądku lub marskiej wątroby. A pozostaje jeszcze kwestia ceny. W Europie, za paczkę papierosów można kupić co najmniej 3 piwa albo jedno w miarę dobre wino (np. Biedronka/Lidl), lub też pół litra gorszej wódki. Weźmy przeciętnego człowieka (niezależnie od płci), wypalającego paczkę papierosów dziennie i tego samego człowieka pijącego 3 piwa każdego wieczoru. Pytanie o szkodliwość, nie tylko dla jego własnego organizmu, nie ma nawet sensu. Pozostają wszakże takie czynniki jak oddziaływanie na otoczenie, stan świadomości, kac, zdolność do prowadzenia samochodu itp.

Widocznie komisarze Unii Europejskiej pragną uczynić z papierosów rozrywkę dla bogatych, pijaństwo pozostawiając biednym. Złowieszcza to praktyka, panie i panowie komisarze. Nie posądzając nikogo o świadomie działanie, przychodzi na myśl polityka ZSRR rozpijającego tak swój naród, jak i narody zaanektowane, skolonizowane i satelickie. Pół litra wódki lub wino w cenie paczki papierosów? Toż to idealne warunki dla uskuteczniania pijaństwa narodów europejskich, mogących sobie pozwolić na częste (regularne?) spożywanie alkoholu nawet za redukowane ostatnio zasiłki.

Dodatkowo pijaństwo, zwłaszcza wśród młodych ludzi przybiera formę nieoczywistą. Jest ono zakamuflowane w ogródkach piwnych, oddymionych pubach, tanich trunkach pitych po pracy lub w najgroźniejszej postaci- weekendowych imprezach, kiedy to clubbing trwa od piątku wieczorem do niedzieli nad ranem, a kokaina i amfetamina podlewane są strumieniami wymyślnych drinków. Dopiero w poniedziałek życie wraca do normy, korporacje znów stają się pełne. 

Trauma prohibicji

Być może kraje postkomunistyczne i skandynawskie przeżywają traumę prohibicji lub częściowej reglamentacji alkoholu i stąd ich łagodniejszy stosunek do trunków z procentami. Wszakże dziś, wyłącznie szaleniec mógłby w swoim programie wyborczym głosić całkowite zdelegalizowanie alkoholu.

Zgoda, obostrzenia dotyczące sprzedaży napojów alkoholowych w Europie istnieją. W Wielkiej Brytanii, Irlandii po 2 w nocy nie kupimy nawet piwa. O tej samej godzinie zamykane są kluby, puby i restauracje. W Szwecji, Finlandii oraz poza unijnej Norwegii sklepy monopolowe często znajdują się na obrzeżach miast. Alkohol sprzedawany jest od 20 roku życia i akurat tutaj, sporo kosztuje. Jednak wciąż polityka antyalkoholowa Unii Europejskiej pozostaje znacznie mniej agresywna od polityki antynikotynowej. Głosy, proponujące totalną penalizację papierosów, i to w relatywnie niedalekiej przyszłości są coraz częstsze, w sprawie alkoholu natomiast nikt nie ośmiela się choćby zasugerować podobnej propozycji.

Kłuje też w oczy cyniczna gra oraz hipokryzja Unii Europejskiej i rządów państw wspólnoty. Jedni i drudzy czerpią ogromne zyski z akcyzy na papierosy jednocześnie nakładając na palących i producentów kolejne obostrzenia, zapowiadając dalsze zakazy, podnosząc ceny papierosów, snując „marzenia” o delegalizacji, grzmiąc o śmiertelności i kosztach hospitalizacji. Jednakże ani chorzy z basenikami ani umierający na raka krtani ani statystyki śmiertelności nie powstrzymują ich przed łataniem budżetów kosztem palaczy.

Oficjele unijni bez najmniejszych wyrzutów sumienia podnoszą ceny papierosów, traktując to „szlachetne działanie” jako kolejne koło ratunkowe w dobie kryzysu. Robią wszystko, by czerpać ze szkodliwego nałogu możliwie największe pieniądze, mimo, że nie odważą się na krok w tej sytuacji najuczciwszy, a więc rzeczywistą delegalizację. Ceny podniesiemy, a jakże!- musimy przecież chronić zdrowie naszych obywateli, ale nie będziemy penalizować tytoniu. Niech ci durnie- palacze wypluwają ostatnie żyły na coraz gorsze i droższe szlugi, natomiast my nie zamierzamy oddawać ich pieniędzy melinom i przemytnikom. O nie, tacy głupi nie jesteśmy!

Wolność, czyli rzecz prozaiczna

I rzecz prawdopodobnie najważniejsza, być może prozaiczna. Wolność. Istnieje na tym świecie wiele procederów ryzykownych, narażających budżet każdego państwa. Skoki na spadochronie, wycieczki do krajów egzotycznych, praca w cyrku, bungie, polowanie na dzikie zwierzęta, motocross, boks amatorski, przygodny seks czy właśnie picie alkoholu, palenie marihuany lub tytoniu. Pomińmy gapowiczów. Większość osób dopuszczających się któregoś z powyższych zachowań płaci podatki, składki zdrowotne i cały szereg opłat wymaganych przez państwo. Ma więc prawo do opieki zdrowotnej i jeśli ukończył wyznaczony prawem wiek, do podejmowania zachowań ryzykownych.

Pewnie, że wkurza dancer- swinger, zmieniający partnerkę lub partnera w każdą sobotę, zapominając przy tym o wynalazku prezerwatywy. Pewnie, że doprowadza do szału, gdy z naszych składek trzeba płacić za hospitalizację niegdysiejszego dancera-swingera, obecnie nosiciela wirusa HIV. Ale trzeba. Wolność posiada swoje koszty i leczenie naszego dancera- swingera jest jednym z nich. Tak samo jak palaczy. Nie wolno ich wykluczać, ponieważ pośród zachowań ryzykownych stanowią największą statystycznie grupę. Tym bardziej, że palacz nie sięga ani po najbardziej niebezpieczną dla społeczeństwa używkę ani nie podejmuje najbardziej ryzykownego zachowania ze wszystkich dostępnych.

Nie ma też powodu, dla którego państwo ma komukolwiek dyktować jakiego rodzaju papierosy może palić. Jeśli palacz zapragnie wykurzyć cienkiego czereśniowego, państwu i Unii Europejskiej wara od tego prawa. Jeśli palacz chce zapalić papierosa u siebie w domu lub na balkonie, a godzą się na to pozostali domownicy, państwu i Unii Europejskiej wara od tego prawa. Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć tak. Dzisiaj, nawet najgłupszy palacz świadom jest skutków ładowania w swoje płuca dawek smolistej substancji. Jednak jeśli palacz pragnie to robić państwu i Unii Europejskiej nic do tego. Niech się od palaczy odpieprzą!

Obok wolności istnieje jeszcze jedna, być może nieco przestarzała, ale jednak, zasada równości w prawie. Obwiązuje ona również Unię Europejską. Wspólnota chcąc katować palaczy powinna w równym stopniu katować konsumentów alkoholu i tzw. miękkich narkotyków. To samo tyczy się producentów tych trzech uzależniających i szkodliwych substancji, zwanych potocznie używkami. Tymczasem UE zgodnie z panującą modą uwzięła się na palaczy papierosów, bez przerwy omijając węższym lub szerszym łukiem konsumentów marihuany i wielbicieli alkoholu. A stosując obowiązującą zasadę równości w prawie, Unia powinna się od palaczy najzwyczajniej w świecie odpieprzyć, dopóki w równym stopniu nie tłamsi pozostałych nałogowców. Niezależnie od panującej mody. 

Dzień może przyjść jak złodziej

Profesor Rochard Clain pisał: „Być może, gdy palenie zniknie z powierzchni, będziemy w stanie odkryć miejsce, jakie papierosy zajmują w społecznej wyobraźni – w mitach, snach, pociechach i przeżyciach, intuicjach i urokach, które się z nimi wiążą (…) Ów dzień może przyjść jak złodziej…”.

No cóż, jeśli to nieuniknione autor jest za. Być może ludzkość potrzebuje próby nikotynowej prohibicji, takiej jakiej potrzebowała w przypadku alkoholu, aby zrozumieć, że nie warto. Wtedy przynajmniej sytuacja stanie się jasna. Paląc papierosa palacz złamie prawo, sięgając po swoistą formę nieposłuszeństwa obywatelskiego. Będzie wiedział, że nie ograbia go jego własne państwo i wspólnota, której czuje się członkiem. A jednocześnie, że w ramach legalnego systemu nie traktuje się go jako obywatela drugiej kategorii.

Być może warto zdelegalizować papierosy, aby Unia Europejska zrozumiała, że, zgodnie ze słowami Claina- „Jeżeli miliardy ludzi w ciągu niemal stu lat niezliczoną ilość razy zaciągały się trylionami papierosów, palenie musi posiadać jakieś zalety– przynajmniej z punktu widzenia nałogowca”. A nałogowców są setki milionów. Chociażby ze statystycznego punktu widzenia, każdy z nich nie może być kretynem, a więc wielu podejmuje świadomy wybór. I ma do tego pełne prawo.

Być może warto zdelegalizować papierosy, żeby je za 20 lat oddelegalizować. Być może. Natomiast dopóki tego Unia Europejska nie zrobi niech się od palaczy odpieprzy. O to prosi…

… broniący swoich interesów i nadwątlonej godności nałogowy palacz.

Kuba Benedyczak

 

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 8.8/10 (23 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: +16 (from 22 votes)
Kuba Benedyczak: Odpieprzcie się od palaczy!, 8.8 out of 10 based on 23 ratings

105 komentarzy

  1. narciarz2 2013-01-07
  2. andrzej Pokonos 2013-01-09
    • narciarz2 2013-01-09
      • andrzej Pokonos 2013-01-11
  3. A. K-B 2013-01-12