Anna Mosiewicz: W cieniu kaptura

Print Friendly, PDF & Email

Zewnętrzna postać nie czyni natury,
Serce, nie odzież ośmiela lub trwoży.
 Dzierżały miejsca szyszaków kaptury –
Nieraz rycerzem bywał sługa boży.

 (Ignacy Krasicki, Monachomachia)

Jeden z najciekawszych i najbardziej światłych twórców XVIII wieku, biskup Ignacy Krasicki w krytycznej wobec kleru Monachomachii wielokrotnie podkreśla rolę, jaką w życiu codziennym mnichów miał kaptur, którym można było zakryć nie tylko swoje oblicze, ale także i tożsamość, i zamiary wobec bliźnich. Zapewne świadomość, że to, co robią, jest wstydliwe i godne potępienia kierowała grupą kontrmanifestantów marszu milczenia w Kielcach, którą w zeszłym roku zatrzymano i której sprawę skierowano do sądu. Zostali osądzeni za kierowanie gróźb karalnych pod adresem uczestników marszu – bo skandowali „Dobry gej – martwy gej” oraz „Jak złapiemy – połamiemy”. Ale nie ten czyn – dość powszechny w homofobicznym społeczeństwie polskim – zwrócił uwagę, tylko to, że grupa ta szła na akcję osłonięta  czarnymi kapturami, a jednym z uczestników tego haniebnego kontrmarszu był powiatowy radny z PiS -u. Była to akcja na  wzór średniowiecznych tajnych bractw, które ukrywały pod kapturami swoje twarze, gdy organizowały  pokutnicze procesje. Ich członkowie biczowali się  publicznie, w ten sposób ukazując swą religijność i żal za grzechy. Byli nazywani także kapnikami, gdyż podczas wielkopostnych procesji skrywali swe twarze pod wielkimi kapturami, w których pozostawiano otwory na oczy i usta.

W Polsce bractwa takie istniały w wielu miejskich ośrodkach – Lublinie, Krakowie, Poznaniu, Warszawie. O jednym z nich w Księdze Rzeczy Polskich, wydanej przez Macierz Polską w 1898 roku przeczytać można taką wzmiankę:

Biczujące się niegdyś bractwo kapników przechowało dotąd w Krakowie starożytny swój ubiór, w którym występuje corocznie na procesyi Bożego Ciała, obchodzonej w grodzie jagiellońskim z taką okazałością, jak nigdzie”

Tradycje procesji biczowników kontynuowane są także we współczesnym świecie – na Filipinach, w Hiszpanii, Portugalii i Włoszec, w których idący w grupach pokutnicy ranią się aż do krwi, twarze chowając – jak kiedyś – w białych lub czarnych kapturach.

Kapucyni, będący odłamem franciszkanów, nosili brązowe habity i takież w kolorze kaptury, podobnie ubrani byli ojcowie bonifratrzy i bernardyni. Zakony te kontynuowały bardzo dawną tradycję nie tylko zakrywania swego oblicza, swej tożsamości, ale również i ukrywania imienia, które zmieniano tuż po wstąpieniu do wspólnoty. Przyczyną takiego postępowania mogły być burzliwe dzieje wielu tajnych związków i odłamów religijnych, jakie powstawały przez całe średniowiecze i czasy nowożytne, a które były bezlitośnie tępione i unicestwiane. Nie tylko templariusze, ale także Albigensi, Husyci, Katarzy, Hugenoci  i wiele innych odłamów religijnych, których przewiną było odstępstwo od jedynie słusznej wiary, zostali zmieleni w trybach katolickich młynów.

Swoje oblicza zakrywali w średniowieczu nie tylko mnisi – ale także, a może przede wszystkim – różnego rodzaju rzezimieszki, złoczyńcy, zbiegowie z galer i więzień, przywódcy zbuntowanych chłopów i mieszczan. Legendarny Robin Hood, który – jak głosi podanie – żył w lasach Sherwood w XII wieku, był pierwowzorem późniejszego Janosika, przewodził dobrze zorganizowanej grupie buntowników  i okrywał się charakterystycznym, zielonym kapturem (hood to po angielsku kaptur)

Podobne okrycia głowy i twarzy nosili w średniowieczu i czasach późniejszych chłopi i mieszczanie, pachołki miejskie, a także niektóre formacje wojskowe. Płaszcze z kapturami zakładali krzyżowcy, podążający do Jerozolimy, oraz bracia zakonów, które w trakcie i po wyprawach krzyżowych powstawały – byli to rycerze Maltańscy, wspomniani już Templariusze, oraz Krzyżacy, których przybycie na ziemie polskie były tak bardzo brzemienne w skutki i wpłynęło znacząco na bieg naszej historii.

Ten brzemienny w skutki  proces historyczny wpłynął także i na polską literaturę, czego przykładem może być twórczość Henryka Sienkiewicza. Jeden z jego bohaterów, Longinus Podbipięta, szczycił się posiadaniem krzyżackiego miecza, którego właściciel, protoplasta rodu, nazwał Zerwikapturem na pamiątkę swego wyczynu w bitwie pod Grunwaldem. Jednym uderzeniem miecza dzielny rycerz ściął głowy trzem Krzyżakom, zatem jego potomek ślubował powtórzenie tego wyczynu, lecz na Turkach. Nazwa miecza, chociaż była fantazją wielkiego pisarza, została oparta na historycznych realiach.

W cieniu kaptura żył  – nierozpoznany w swoim dawnym otoczeniu – Jacek Soplica, ukrywający swą przeszłość i tożsamość pod wyjątkowo barwną postacią księdza Robaka

 … Postać Bernardyna
Wydawała, że mnich ten nie zawsze w kapturze
Chodził i nie w klasztornym zestarzał się murze
(Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz)

Czarny kaptur, zakładany na głowę przez członków znaczniejszych rodzin, bractw religijnych lub rzemieślniczych podczas żałoby po śmierci jednego ze swego grona, stał się desygnatem sądów, wykonywanych podczas bezkrólewia, które w takiej formie zajmowały się tylko sprawami karnymi. Nie były one tak zupełnie bezstronne, o czym świadczy pejoratywne ich znaczenie w polskiej tradycji – nadal wszelkie przejawy linczu są w naszej społeczności nazywane „sądami kapturowymi”, czyli utajnionymi, niesprawiedliwymi.

Sądy  – a zatem i wyroki – przywodzą na myśl kata, postać wyrazistą nie tylko w tradycji, nie tylko w ikonografii, ale także w opowiadaniach, bajkach i legendach. Strój osobnika, który torturował i zabijał skazańców, charakteryzował czerwony lub czarny kaptur, którym oprawca jak gdyby separował się od ofiary, nie chcąc, aby widziała ona jego twarz. Postać kata, ubranego na czerwono, pojawia się także – i to dość często – w piosenkach ludowych, w których powtarza się ten sam motyw – dziewczyna nie chce króla za męża, bo kocha innego, więc władca rozkazuje katu ściąć je głowę. Kat usiłuje ją ratować zgodnie z dawną tradycją i w nagrodę pojąć za żonę, ale ona go odrzuca i zostaje ścięta:

Kat przyjeżdża w czerwieni, w czerwieni,
Krakowianka w zieleni, w zieleni(…)
Ścinaj że kacie moją białą szyję,
Niech ja już więcej nie żyję…
(krakowskie)

Głowę i twarz skazańców zakrywano różnego rodzaju kapturami – szydercze w swej wymowie papierowe tiary zakładano heretykom, natomiast zwyczajnym złoczyńcom osłaniano głowy kapturami z worków. W dzisiejszych czasach praktyki takie stosują muzułmańskie kraje, gdzie istnieje kara śmierci, oraz grupy terrorystów islamskich, porywających zakładników i ścinających im głowy. Taką scenę widzieliśmy nie tak dawno, gdy zasłonięci białymi kapturami bandyci grozili siedzącemu u ich stóp polskiemu geodecie, na którym  wykonali okrutny zabieg dekapitacji.

Śmierć była personifikowana zawsze – bądź jako szkielet z kosą w ręce, bądź jako niewyraźna, kapturem zakryta postać – takie wyobrażenie tego, co czeka wszystkich, pojawia się bardzo często na wielu obrazach, grafikach, widzimy ją pośród sepulkralnych rzeźb w kościołach i na cmentarzach.

Czarne kaptury, oznaczające żal związany z utratą kogoś bliskiego, lub dla społeczności znaczącego, zakładali żałobnicy, idący w kondukcie pogrzebowym. Świetnym przykładem takiej świty osadzonej w początkach XVII wieku  jest znany obraz El Greco „Pogrzeb hrabiego d’Orgaz” , znajdujący się w zbiorach muzeum w Toledo.

Taka osłona głowy i twarzy, zrobiona z prostokątnego kawałka tkaniny, była również atrybutem różnych demonów i czarowników  – przykładem może być nie tylko dobra, ale także i sympatyczna wróżka w rysunkowej wersji Kopciuszka pochodzącej z wytwórni Walta Disneya, która przybrana w pelerynę z kapturem, jednym gestem wyczarowuje z dyni piękną karetę.

W heraldyce kaptur oznacza nie tylko element stroju typowego dla zakonników, bractw, pustelników i biczowników, oznacza także koncentrację sił duchowych i medytację. W herbie jednego z czeskich miast – Kamenice – trzy mnisie kaptury znajdują się w jego górnym pasie, jednak inne europejskie miasto nosi i w nazwie i w herbie ciekawą historię z mnichami związaną. Jest to to oczywiście  Monachium, stolica Bawarii, założona w 1158 roku przez bawarskiego księcia Henryka Lwa. Nadał on jednocześnie klasztorowi benedyktynów przywilej organizowania targów. Nazwa miasta (bei den Mönchen) świadczy o jego historii – powstało przecież przy zamku i klasztorze, a w herbie jest tylko postać mnicha, benedyktyna w czarnym habicie i kapturze.

Stany Zjednoczone Ameryki Północnej mogą szczycić się wspaniałą, demokratyczną tradycją, ale muszą wstydzić się haniebnego związku o podłożu rasistowskim, o dziwnej i złowrogiej nazwie Ku-Klux-Klan (kyklos – z greckiego krąg). Organizacja ta, powstała po wojnie secesyjnej, założona przez kilku Irlandczyków z pochodzenia (stąd ten „klan”) została po 12 latach rozwiązana, lecz odrodziła się w Atlancie w 1915 roku. Z czasem należało do niej kilka milionów Amerykanów, głównie z południowych konserwatywnych (republikańskich) stanów. Ku-Klux-Klan organizował zabójstwa kolorowych obywateli amerykańskich, dbając o „czystość rasową” i był ruchem protestanckim, nie katolickim.  Ponownie rozwiązany po trzydziestu latach pojawia się współcześnie od czasu do czasu w szczególnych momentach, ostatnio odżył po wyborze prezydenta Baracka Obamy. Symbolem tej organizacji był i jest nadal biały kaptur z otworami na oczy i usta, wzorowany na średniowiecznych ubiorach kapników i biczowników, a herbem równoramienny krzyż z kroplą krwi pośrodku przecięcia ramion.

Bardzo wygodnym dla podróżnych okryciem była opończa – szeroki płaszcz z dużym kapturem, chroniący przed deszczem, słońcem i wiatrem, szczegół garderoby wielokroć opisywany w romantycznych i pozytywistycznych powieściach przygodowych. Arabowie także cenili praktyczne cechy okrycia z kapturem – dzięki burnusom, na które w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia zapanowała moda w krajach europejskich, mogli osłaniać się przez burzami piaskowymi i palącymi promieniami słońca.

Tak modne podczas karnawałów – nie tylko weneckich – maskarady nie mogły się obejść bez domina, czyli szerokiego płaszcza z kapturem, który skrywał i oblicze, i tożsamość właściciela takiego stroju.

Jedynym zwierzęciem, dla którego specjalnie wykonywano kapturki z ozdabianej skóry był sokół, ulubiony towarzysz perskich książąt, polujący z nimi na drobną zwierzynę i ptactwo. Ale tu funkcja kaptura była inna – zakrywał po prostu bystre oczy ptaka, by nie zrywał się za wcześnie do lotu. Współczesne nawiązanie do bardzo ciekawej i starej tradycji, jaką była więź człowieka z sokołem ma podłoże bardzo utylitarne – sokoły bronią lotnisk przed stadami gołębi i innych miejskich ptaków, zagrażających samolotom podczas startu i lądowania.

Kaptur był na przestrzeni wieków charakterystycznym elementem wielu bractw zakonnych, biczowników i kapników, katów, pachołków miejskich, niektórych formacji wojskowych, żałobników. Był raczej na obrzeżach, nie w centrum mody, służył podróżnym i wszystkim, którzy ukrywali swe twarze z różnych zresztą względów. Współcześnie kaptury mają tę samą funkcję, o czym świadczy incydent z Kielc i ekscesy tak zwanych „kiboli”, zakrywających oblicza w obawie przed kamerami i ewentualnym rozpoznaniem. Niedawno okryci kapturami pseudokibice zdemolowali w Bydgoszczy stadion. Mieli kaptury, bo mają one ukryć złe czyny, złe zamiary, mają utajnić to, czego należy się wstydzić. Tematem badań socjologów ( a może i psychiatrów ) będzie zapewne opieka, wyrażająca się we wzięciu pod swe skrzydła bandytów stadionowych, obronie „patriotycznych”  kiboli przed wymiarem sprawiedliwości  oraz poręczenie posłów PiS – za ich „króla”  niejakiego Starucha. Kibole i ich subkultura to kontynuacja prymitywnych odruchów plemiennych – można zatem śmiało powiedzieć, że to, co dzieje się na naszych stadionach jest przeniesieniem plemiennej wrogości wobec obcych i że pod tym względem nadal jesteśmy w mrokach średniowiecza… Bardzo zatem słusznie ponad  dwieście lat temu pisał w swej Monachomachii biskup Ignacy Krasicki:

…w szyszaku, w czapce, w turbanie, w kapturze,
Wszyscyśmy jednej podlegli naturze.

Anna Mosiewicz

VN:F [1.9.22_1171]
Oceń artykuł
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)
VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0 (from 0 votes)